Sport

Niepokorne charaktery

ROL
Grand Prix na żużlu wymyślił Ole Olsen, trzykrotny mistrz świata – z 1971, 1975 i 1978 roku. Duńczyk pamiętał wypełnione po brzegi stadiony Wembley, Ullevi i Śląski
Wyczuwał, że czasy, gdy telewizja BBC przeprowadzała transmisję z finału MŚ na żużlu w 1949 roku (93 tysiące widzów), minęły bezpowrotnie. Olsen chciał przywrócić dawny blask żużlowi, pukał do wielu drzwi w poszukiwaniu właściciela praw do Grand Prix. Wreszcie Brytyjczyk John Postlethwaite dał się przekonać i w 1999 roku firma BSI wykupiła od Światowej Federacji Motocyklowej (FIM) prawa do zarządzania cyklem Grand Prix.
Brytyjczycy mianowali Olsena dyrektorem GP i oddali mu władzę nad sportowym aspektem widowiska. Sami rozpoczęli wdrażanie pomysłu organizacji turniejów na wielkich stadionach. W 2000 roku GP Wielkiej Brytanii w Coventry obejrzało 8 tysięcy widzów, a debiut na majestatycznym Millennium Stadium w Cardiff przyciągnął w 2001 roku 31 tysięcy kibiców, w tym roku zaś przyszły 42 tysiące ludzi. Olsen zaciera ręce, widząc Nicki Pedersena odbierającego trofeum dla najpopularniejszego sportowca roku w Danii. Stadion Parken w Kopenhadze z zasuwanym dachem rok po roku zapełnia się duńskimi fanami speedwaya.
Sukces frekwencyjny żużla zauważył gigant w dziedzinie sportowego marketingu – amerykańska firma IMG. Postlethwaite sprzedał prawa do GP Amerykanom i dziś pojawia się na trybunach dla relaksu. Tegoroczny turniej w Cardiff był przełomowy, gdyż po raz pierwszy transmisję zamówiły Indie, Rosja, RPA i Singapur. W kolejce do organizacji zawodów GP ustawiły się Chorwacja, Australia i Nowa Zelandia. IMG to świeża krew w speedwayu. Panowie z USA chcą gładkiego języka, elegancji i słodkiego przymilania się w stylu tenisisty wszech czasów Rogera Federera, którym się też opiekują. – Myślisz golf, mówisz Tiger Woods, myślisz tenis, mówisz Roger Federer – powiedział podczas Wimbledonu nieskromny, acz politycznie ugrzeczniony mistrz, zjednując sobie kolejnych przyjaciół w IMG. W świecie żużla takie lizusostwo spotkałoby się z dezaprobatą i pogardą, bo w oparach metanolu mieszkają niepokorne charaktery. Wszyscy zawodnicy zachwycają się zawodami w Bydgoszczy, gdzie 18 tysięcy widzów nie odrywa wzroku od toru. Rozumieją też, że skoro cykl rozrasta się i pozyskuje nowe terytoria, to naturalną koleją rzeczy jest wzrost apanaży, a te drgnęły tylko nieznacznie. W tym roku zwycięzcy rund na torach budowanych specjalnie na poszczególne zawody (Göteborg, Kopenhaga, Cardiff) zainkasowali 22 000 tysiące, a w pozostałych turniejach 11 000. W 1995 roku zwycięzca otrzymywał 10 250 dolarów, ale wówczas było tylko sześć turniejów, a dziś jest aż 11. Za co opłacić mechaników, kupić sprzęt, pokryć koszty zakwaterowania? Za pieniądze zarobione w lidze? A co z odszkodowaniem dla promotorów klubów, gdy GP zabiera im dogodny ligowy termin? Olsen ma o czym myśleć. Jeśli nie miałby ochoty, to żużlowcy mu o swoich sprawach przypomną. Być może rozwiązanie problemu Ole znajdzie w biografii Henry’ego Forda, która ostatnio jest podobno jego ulubioną książką.
Źródło: Rzeczpospolita OnLine

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL