Kraj

Jednoręcy bandyci chcą do Ruchu

Fotorzepa, Robert Gardziński Robert Gardziński
Branża hazardowa od dwóch lat się stara, by Ruch przyjął ich automaty pod dach. Zablokowała nawet ustawę
W 2007 r. ludzie z firmy jednego z potentatów na rynku tzw. jednorękich bandytów zgłosili się do państwowej spółki Ruch. [wyimek]Dystrybutor prasy Ruch to łakomy kąsek: ma jedną z największych sieci sprzedaży [/wyimek]
– Ich ubiór i sposób wysławiania się daleko odbiegał od naszych standardów korporacyjnych – wspomina jedna z osób, która brała udział w rozmowach. Biznesmeni byli ubrani w skóry, obwieszeni złotem i nie przebierali w słowach. Po co zjawili się w Ruchu? – Zaproponowali, że wstawią swoje automaty do punktów obsługiwanych przez spółkę – mówi informator „Rz”. Ruch, dystrybutor prasy, ma jedną z największych sieci sprzedaży detalicznej. Według badań AC Nielsen Polska z 2007 r. zakupy w jego kioskach i salonikach regularnie robi 62 proc. Polaków. Współpraca byłaby więc dla ludzi z branży hazardowej świetnym interesem.
Ale Ruch odmówił. W tym czasie podpisał już bowiem list intencyjny z Totalizatorem Sportowym na organizację wideoloterii. Tak określa się automaty do gry połączone siecią komputerową, w których wygrane są rejestrowane w czasie rzeczywistym, pozostające pod pełną kontrolą fiskusa. Umożliwiają też wygrywanie wyższych kwot niż w jednorękich bandytach. W Skandynawii po wprowadzeniu wideoloterii upadł cały rynek automatów o niskich wygranych. – Byliśmy gotowi do uruchomienia wideoloterii natychmiast po uchwaleniu ustawy, która umożliwiłaby jej prowadzenie przez Totalizator – wspomina jedna z osób z ówczesnego kierownictwa Ruchu. Ustawę przygotowywał rząd PiS. Napisany w Ministerstwie Finansów projekt zakładał m.in. obniżkę podatku od wideoloterii z 45 do 30 proc. – do poziomu, który zapewniał biznesowi opłacalność. [srodtytul]Mamy swojego człowieka[/srodtytul] Przedstawiciele firmy zajmującej się automatami o niskich wygranych zaczęli zapewniać, że Ruch popełnia błąd. Twierdzili, że korzystne dla wideoloterii przepisy nigdy nie wejdą w życie. Negocjatorzy Ruchu pytali, na czym biznesmeni opierają to przekonanie. – Mamy swojego człowieka, który pilnuje tej ustawy i nigdy nie dopuści, by wideoloterie wyrugowały z rynku jednorękich bandytów – odparli biznesmeni. – Proszę sobie wyobrazić, jakie było nasze zdumienie, gdy kilka dni później w „Pulsie Biznesu” pojawił się artykuł o tym, że projekt ustawy, który miał ułatwić wprowadzenie wideoloterii, został oddalony przez Komitet Rady Ministrów – mówi jedna z osób z ówczesnego kierownictwa Ruchu. [srodtytul]Drugie podejściedo kiosków[/srodtytul] Mimo fiaska z ustawą Ruch nie zdecydował się na współpracę z firmami hazardowymi. Po wyborach parlamentarnych w 2007 r. odwołano władze spółki. Na czele rady nadzorczej stanęła Agnieszka Sardecka. Nie ukrywa, że dobrze zna odwołanego po wybuchu afery hazardowej ministra sportu Mirosława Drzewieckiego. – Byłam szefową dużego wydawnictwa prasowego w Łodzi, trudno było nie poznać posła z tego miasta – mówi Sardecka. Na czele zarządu Ruchu stanął Włodzimierz Biały, kolega ze studiów ministra skarbu Aleksandra Grada. – Nigdy nie ukrywałem tej znajomości – zaznacza Biały. Firmy od automatów o niskich wygranych znowu rozpoczęły starania o umieszczenie ich automatów w punktach Ruchu. Tym razem spółka rozpisała konkurs ofert. Na pierwszy ogień poszły tzw. punkty nieczynne, czyli miejsca, w których Ruch nie prowadzi już działalności. Podpisano umowę z dwiema firmami: Holdingiem Victoria oraz firmą Multi Play. Pierwsza z tych firm zwróciła się do Ruchu z kolejną propozycją – zainstalowania jednorękich bandytów w salonikach Ruchu (tzw. PSD). „Rz” dotarła do e-maila, który w tej sprawie skierowała Kamila Bok-Nowak z pionu sprzedaży detalicznej Ruchu do oddziałów terenowych. „W związku z poszukiwaniem nowych źródeł przychodów w Spółce bardzo proszę o odniesienie się do propozycji wynajmowania powierzchni w PSD (...) w celu wstawienia automatów do gier o niskich wygranych. W jednym PSD można wstawić maksymalnie trzy automaty, a zakładane warunki finansowe to ok. 1.000 zł netto opłaty czynszowej za jeden automat” – czytamy w dokumencie. Victoria Holding to firma powiązana z firmą Victoria Serwis. Jej nazwa pojawiła się w związku z niejasnościami przy ustawie hazardowej za rządów SLD. Związany z nią jest Maciej Skórka, były asystent społeczny polityka Sojuszu Jerzego Jaskierni. W 2003 r. media sugerowały, że to Skórka mógł stać za korzystną dla branży poprawką, która obniżała stawkę podatku na automaty do gier z 200 do 50 euro. Do dziś nie wyjaśniono, kto zgłosił tę poprawkę. Ruch na razie nie podjął decyzji o ulokowaniu automatów w salonikach. – Po opisaniu przez „Rz” afery hazardowej sprawa zrobiła się gorącym kartoflem – mówi „Rz” osoba z obecnego kierownictwa spółki. Jerzy Lewandowski, koordynujący projekt w Ruchu: – Wiele wskazuje na to, że nie zdecydujemy się na umieszczenia automatów. [i]masz pytanie, wyślij e-mail do autora [mail=c.gmyz@rp.pl]c.gmyz@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL