Notowania

Giełdowy bilans bliski zera

Byki na giełdzie
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Obecny rok może się okazać pierwszym od 2003 r., kiedy liczba spółek na głównym parkiecie nie wzrośnie
Zgodnie z oczekiwaniami większości ekspertów jesień przyniosła większą chęć spółek do pozyskiwania pieniędzy z rynku pierwotnego. Sam szef warszawskiej giełdy Ludwik Sobolewski we wrześniu mówił, że spodziewa się jeszcze kilku debiutów na głównym rynku GPW do końca roku.
Natomiast liczba firm, które zadebiutowały do tej pory na głównym parkiecie (od początku roku siedem spółek), jest tylko o jeden wyższa od liczby wycofanych w tym roku firm. Na giełdzie nie są już notowane: W. Kruk, Pierwszy NFI, NFI Fortuna, Gadu-Gadu, Artman i Spray. Spółki te zostały wycofane z giełdy w wyniku połączenia z innymi firmami lub wykupu ich akcji przez strategicznych inwestorów. I nie są ostatnimi podmiotami, które w najbliższych miesiącach z tego powodu mogą zniknąć z giełdy. Powodzeniem zakończyło się wezwanie na Bankiera czy Prospera. Ogłoszone są wezwania m.in.: na jednego z giełdowych pionierów, czyli spółkę Kable, firmę oponiarską Dębica czy ogłoszone w tym tygodniu wezwanie na HTL-Strefę.
Wycofanie dwóch kontrolowanych przez siebie firm z obrotu planuje też Polimex-Mostostal. A to nie koniec. Bo zagraniczni inwestorzy rozglądają się za kolejnymi firmami z Polski. – Dobra sytuacja polskiej gospodarki, potwierdzana danymi dotyczącymi wzrostu gospodarczego, powoduje, że zagraniczne firmy interesują się polskimi spółkami, w tym giełdowymi – mówi Piotr Chudzik odpowiedzialny w banku inwestycyjnym Nomura za region Europy Centralnej. – W ciągu najbliższych trzech kwartałów zjawisko to może się nasilić, sami pracujemy z klientami w kilku tego typu sprawach – dodaje. Przy niekorzystnym dla giełdy obrocie sprawy może się okazać, że w tym roku liczba firm notowanych na głównym rynku w ogóle nie wzrośnie lub wzrośnie nieznacznie. Zdaniem Wiesława Rozłuckiego to, że dynamika nowych spółek w recesyjnym otoczeniu jest bliska zera, nie jest niczym dziwnym. – Najważniejsze jest, by w czasie dobrej koniunktury wiele spółek wybierało giełdę jako miejsce pozyskiwania kapitału, a tak było w minionych latach – podkreśla. Ostatni raz spadek liczby spółek na GPW obserwowaliśmy przed rozpoczęciem hossy w 2003 r., który był drugim z rzędu rokiem spadku liczby firm na giełdzie. Wtedy w ciągu dwóch lat z giełdy ubyło 27 spółek. Poza niepewną koniunkturą małe spółki od debiutu na giełdzie mogą odstraszać wysokie koszty emisji. W tym roku średnie koszty emisji akcji na GPW sięgają 16,8 proc. wartości pozyskanego kapitału, wobec 5,7 proc. przed rokiem. Najbardziej kosztowny debiut zafundowała sobie Giełda Praw Majątkowych Vindexus. Inwestorzy objęli jedynie 11,7 proc. sprzedawanych akcji, co wywindowało koszty oferty do 49 proc. – Widzieliśmy, że jest jednak popyt na te akcje, a spółka przeszła już dużą część drogi. Zarząd Vindexusa podjął więc decyzję, aby doprowadzić do debiutu – mówi Andrzej Rabenda z działu rynku pierwotnego Domu Maklerskiego IDM SA, który był oferującym. Najlepszą jak dotąd proporcję kosztów emisji do pozyskanego kapitału odnotowała Bogdanka – sięgnęła jedynie 1,34 proc. To jednak efekt skali – kopalnia pozyskała z rynku 528 mln zł. —k.k.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL