Publicystyka

Od pytań włosy się jeżą

Czyżby niektórzy politycy PO po wielkim zwycięstwie wyborczym uznali, że wszystko można? Że nie ma granic, nikt nam nie podskoczy, bo media nas lubią, a pół Polski ciągle chce na nas głosować? – zastanawia się publicysta „Rzeczpospolitej”
Ludzie, którzy głosowali na najsilniejszą polską partię, przecierają oczy ze zdumienia. Niby to wszystko już znamy. Ale jednak afera hazardowa szokuje. Dlaczego? Bo nam wszystkim wydawało się, że Polska po aferze Rywina jest zupełnie inna.
O kształcie ustawy decydują nie wybrani demokratycznie politycy, ale ludzie, którzy na zmianie przepisów mogą sporo zarobić albo stracić. Szef największego klubu parlamentarnego w polskim Sejmie jak dziecko tłumaczy się przed biznesmenem, który ma za sobą wyrok korupcyjny. Wydzwania do rzucającego bluzgami przedsiębiorcy, tłumaczy, przekonuje, że walczy i stara się jak może. Jeden z najważniejszych w Polsce polityków nie ma oporu, by umawiać się na stacji benzynowej, aby omawiać prace nad kształtem ustawy. [srodtytul]Skąd ta panika?[/srodtytul]
Można próbować tłumaczyć – słaby człowiek, w coś się uwikłał. Problem polega na tym, że uwikłanych jest kilku wpływowych polityków: jeden z najbliższych współpracowników i kolega premiera, minister sportu i skarbnik największej polskiej partii. Dlaczego szef rządu nic nie robi ze współpracownikami, o których nagannej działalności już od dawna wie? Dlaczego szybko nie pozbył się tych ludzi, zanim sprawa wyszła na jaw? I jakim cudem informacja o tym, że sprawą interesuje się CBA, dotarła do zainteresowanych biznesmenów po spotkaniu szefa Agencji z szefem rządu? Dlaczego minister sprawiedliwości (który sam powtarzał, iż nie można naciskać na prokuratorów) oświadczył teraz, że polityków uwikłanych w sprawę uważa za niewinnych? Co takiego powoduje, że wytacza najcięższe działa przeciwko gazecie, która opublikowała ten materiał, grożąc jej śledztwem i publicznie ją obrażając? Dlaczego politycy rządzącej partii tak bardzo nie chcą powołania komisji śledczej? Skoro to tylko słabość jednego z nich, to dlaczego tego nie pokazać? Jeśli wszystko jest w porządku, a cała historia to spisek CBA i jednej gazety, to czego się obawiać? Skąd ta panika? Od tych pytań włosy na głowie się jeżą. Co się stało z Donaldem Tuskiem i jego drużyną, która kilka lat temu chciała naprawiać i oczyszczać życie publiczne w Polsce? Na zdrowy rozum w Polsce po aferze Rywina wydawałoby się, że trzeba być szaleńcem, aby układać ustawy pod dyktando biznesu. A jednak tak się dzieje. Czy znowu przepisy powstają nie w parlamencie i rządzie, tylko na stacji benzynowej przy cmentarzu? Kiedyś były grille, ogródki i e-maile... [srodtytul]Realiści czy mitomani[/srodtytul] A może niektórzy politycy PO – tak jak kiedyś ludzie ze szczytów SLD – po wielkim zwycięstwie wyborczym uznali, że wszystko można? Że nie ma granic, nikt nam nie podskoczy, bo media nas lubią, a pół Polski ciągle chce na nas głosować? Jak to możliwe, że dwaj zarabiający na hazardzie ludzie uznali, że mogą w swoim interesie uruchomić ministra sportu i jego ludzi? Czy byli mitomanami? A może po prostu byli realistami, tylko coś się sypnęło? „Człowiek Mirka to poprowadzi”. Rysiek i Jasiek ocenili, że to jest do załatwienia. Bo Zbyszek zna dobrze Mira i Grzesia i jakoś się uda. A jak nie, to trzeba „upierd...” hamującego wszystko wiceministra, „personalnie uderzyć w tego gościa”, przekazać informację, że „sk... bierze łapówy” i „ch... nie chce dobrze dla państwa. A do całej sprawy trzeba użyć „dobrego dziennikarza”, który „napisze takie rzeczy, które trafią do ludzi”... Sześć lat temu Zdzisław Krasnodębski w tekście „System Rywina, z socjologii III Rzeczpospolitej” pisał: „Przez całe lata mówiono nam, że największym zagrożeniem dla polskiej demokracji są najpierw »oszołomy«, potem populiści i fundamentaliści. (...) Z tym niebezpieczeństwem jakoś byśmy sobie poradzili. Ale takiego happy endu nie będzie. Musimy spojrzeć prawdzie w oczy: największe zagrożenie dla demokracji, dla naszej wolności i naszej pomyślności płynie nie z marginesu III RP, lecz z jej kulturalnego, politycznego i gospodarczego centrum, nie z dołów, lecz z samej góry, z »towarzystwa«, postkomunistycznego i po części postsolidarnościowego”. To smutne, ale słowa Krasnodębskiego niestety wydają się nadal aktualne.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL