Finanse

Wreszcie PZU trafi na giełdę

Aleksander Grad minister skarbu
[b]RZ: Dlaczego PZU jest tak ważną spółką dla Polski, że od tylu lat nasz kraj walczył o zachowanie kontroli nad nią?[/b]
Aleksander Grad: Tu raczej chodziło o nieoddawanie kontroli w taki sposób, jak to miało miejsce w prywatyzacji z 1999 roku. Gdyby pierwotnie ta prywatyzacja była przeprowadzona tak, że jasno wiedzielibyśmy, dlaczego oddajemy tą kontrolę i jaką uzyskujemy z tego tytułu korzyść – to jestem w stanie wyobrazić sobie PZU jako spółkę prywatną. Ja bym jednak tamtych umów nie podpisał. Poza tym wszystko, co się stało po drodze, tylko osłabiało pozycję Polski. Jak choćby ruch wykonany przez ministra Jasińskiego – odstąpienie od umowy. To był ruch, który w sensie prawnym był najgorszy z możliwych. [b]Dlaczego?[/b]
Z jednej strony stanowczo potwierdził, że umowa jest ważna. Nie można odstąpić od umowy, która nie jest ważna. A z drugiej strony zrobił to w sposób prawnie nieskuteczny. A to tylko dostarczało argumentów Eureko. Dziś zostawiamy te wszystkie sprawy, które są nierozstrzygnięte. W umowie jest zapis, że ta ugoda załatwia m.in. kwestie cywilne. Nie ma zaś najmniejszego wpływu na postępowania karne czy konstytucyjne. W świetle zakończenia trwającego dziesięć lat sporu najważniejsze jest to, że PZU będzie spółką publiczną i będzie mogło wreszcie rozwinąć skrzydła. [b]Czy Skarb Państwa zamierza docelowo zachować większościowy pakiet akcji w PZU?[/b] Teraz chcemy dobrze przygotować PZU, jak i jej debiut na giełdzie. Nad dalszymi planami będziemy się zastanawiać za rok lub dwa. [b]Dlaczego podpisanie ugody było wielokrotnie przekładane?[/b] To jest niezmiernie skomplikowany dokument, zarówno pod względem kwestii prawnych, jak i finansowych. Jeszcze ostatniej nocy Holendrzy mieli dodatkowe żądania. [b]Jaki był najtrudniejszy moment tych rozmów?[/b] To mogło być przeniesienie ciężaru negocjacji na akcjonariuszy Eureko, głównie na prezesa Rabobanku. Gdyby tak się nie stało, uważam, że nikt by nie wynegocjował porozumienia. Wiele było kryzysów, trzaskania drzwiami, definitywnych rozstań, które miały miejsce nawet w ostatnich godzinach – trudno mi więc powiedzieć, który moment był najtrudniejszy. Jestem potwornie zmęczony. Prawie nie spałem przez ostatnie 48 godzin.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL