Sport

Letnie igrzyska, gorąca walka

Michelle Obama w Kopenhadze. Przez dwa dni walczyła sama o igrzyska dla swojego rodzinnego Chicago (w tle panorama miasta), dziś wspomoże ją mąż. Inne głowy państw też będą w stolicy Danii. Na zdjęciu pierwsza dama w uścisku z Oprah Winfrey
Reuters
Dziś 106 władców igrzysk zdecyduje, kto będzie gospodarzem w 2016 r.: Rio de Janeiro, Chicago, Tokio czy Madryt
Finał walki o olimpijską licencję na promocję i zarabianie rozegra się w kopenhaskim Bella Center, kongresowym gigancie stojącym przy drodze z lotniska do miasta.
Tu dziś kandydaci mają zdobywać głosy ostatnimi, 45-minutowymi prezentacjami: zacznie Chicago, skończy Madryt. Tu późnym popołudniem szef Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego Jacques Rogge odczyta zwycięzcę, a potem podpisze z nim tzw. Host City Contract. Ale tych, którzy śledzą wyścig miast, Bella Center i jego kuluary zainteresują dopiero w ostatnich godzinach przed głosowaniem. [srodtytul]Obama na chwilę[/srodtytul]
Do tego czasu bardziej intrygującym miejscem będzie np. urządzony na biało dwupokojowy apartament w jednym z najlepszych hoteli Kopenhagi. Jest w nim nawet specjalny stół do multimedialnych prezentacji. Na nim gospodarz apartamentu, pani Michelle Obama, może pokazywać swoim gościom: zobacz, co wybierzesz, głosując na Chicago. Pani Michelle jest w Kopenhadze od środy i lobbuje. Dziś dołączy do niej Barack Obama. Jego wystąpienie będzie częścią prezentacji Chicago. Gdy Rogge odczyta wynik wyborów, Obama będzie już w samolocie do Waszyngtonu. Najpotężniejszy przywódca świata przeleci Atlantyk w tę i z powrotem, by wpaść na chwilę po prośbie do 106 szafarzy olimpijskich łask, wśród nich Ireny Szewińskiej. Zrobi to w środku walki o reformę systemu zdrowia i spacyfikowanie atomowych ekscesów Iranu. Na miejscu będą już przywódcy pozostałych państw walczących o igrzyska, bo przyjechać na takie wybory bez swojego prezydenta, premiera, króla – to już teraz niewyobrażalne. Prezydent Władimir Putin, walcząc o igrzyska 2014 dla Soczi, przemówił nawet do członków MKOl po angielsku, co zwykle uważa w sytuacjach oficjalnych za dyshonor. Pokaż mi swojego celebrytę, a powiem ci, jakie masz szanse na igrzyska. Chicago oprócz Obamy przywiozło m.in. Oprah Winfrey, Rio de Janeiro Pelego i tenisistę Gustavo Kuertena. A prezydent kraju Luiz Inacio Lula da Silva od tygodni objeżdża świat, szukając poparcia dla brazylijskiej kandydatury. Wszystko dla tych 30 minut głosowania. Jeśli pierwsza runda nie rozstrzygnie, przed następną odpadnie ten, kto dostał najmniej głosów. I tak aż do osiągnięcia przez jedną kandydaturę zwykłej większości. Rio kontra Chicago – tak ma wyglądać decydujące starcie. Rio 2016 to najbardziej upaństwowiona kandydatura – za wszystko ręczy Lula – z najwyższym budżetem, sięgającym 14 mld dolarów, i najgłębiej zanurzona w ideologiczno-romantycznym sosie: pierwsze igrzyska na kontynencie południowoamerykańskim, przebudowa miasta, tak by obiecywało lepszą przyszłość swoim mieszkańcom, obiekty olimpijskie w lasach Deodoro, wokół Maracany, wzdłuż Copacabany, plaża w wiosce dla sportowców itd. Joao Havelange, najbardziej wpływowy Brazylijczyk w świecie sportu, wymienił z nazwiska aż 20 kolegów z MKOl, którzy obiecali mu głosy. [srodtytul]Gra w obiecywanie[/srodtytul] Chicago jest na przeciwnym biegunie: kandydatura prywatna (jak wszystkie poprzednie amerykańskie), która dopiero niedawno zyskała gwarancję władz, z najniższym budżetem – niewiele ponad 4 mld – i konkretnym wabikiem: najwyższe zyski MKOl z umów telewizyjnych i sponsorskich. Madrytowi i Tokio, uważanym za kandydatury mało ryzykowne, ale i mało pociągające, daje się znacznie mniejsze szanse. Żadnego rozwiązania nie można jednak wykluczyć, to najbardziej wyrównany wyścig od lat. Zdarzało się już niedawno, że kandydatura, która prowadziła przez wszystkie rundy, przegrywała w decydującej, jak Pekin z Sydney w walce o igrzyska 2000. MKOl to przedziwna mieszanka arystokracji rodowej i sportowej. Książąt, baronów, kawalerów orderów, byłych wybitnych sportowców i działaczy, którzy niejedno niejednemu obiecywali. Niewiele ryzykując, bo głosowanie jest tajne. Odmówić tak wprost nie wypada, tu się mostów nie pali. Najsłabsza strona kandydatury Rio to bezpieczeństwo w mieście. Sztab Chicago najbardziej obawia się antyamerykańskich nastrojów w MKOl, które utrąciły cztery lata temu kandydaturę Nowego Jorku. Ten antyamerykanizm wynika ze złych wspomnień związanych z rywalizacją o zimowe igrzyska 2002 roku dla Salt Lake City. Walką wygraną, ale po kampanii korupcyjnej tak bezczelnej i nieskrywanej, że skończyła się rewolucją w przepisach. [srodtytul]Ty mnie, ja tobie[/srodtytul] Dziś członkowie MKOl mają zakaz podróży do miast kandydackich, podczas których w dawnych czasach zastawali pokoje hotelowe wyładowane prezentami albo udekorowane obiecującą kopertą. Mogą polegać tylko na tym, co napisze im w raporcie specjalna komisja oceniająca, z wysłannikami kandydatów wolno im się spotykać tylko podczas ściśle wyliczonych okazji. Wielu tęskni za dawnymi czasami, ale ci, którzy próbowali obchodzić zakazy zbyt nachalnie – jak Bułgar Iwan Sławkow – źle kończyli. Od czasu Sławkowa nikogo na korupcji nie złapano. Teraz większe znaczenie mają wielopiętrowe zależności i układy między członkami MKOl, a krążą o nich legendy. Na przykład: jeśli ty poprzesz moje Soczi w sprawie igrzysk, to mój człowiek może poprzeć Polskę i Ukrainę w walce o Euro 2012 na forum UEFA. Zagłosujesz po mojej myśli, wielka firma z mojego kraju zostanie sponsorem związku sportowego, którym kierujesz. I tak dalej. Wszelkie podobieństwa do prawdziwych zdarzeń przypadkowe – lub nie.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL