Praca

Modelki z przeceny

AFP
Kryzys zweryfikował negatywnie zmanierowane top modelki i wyhodował nową generację skromniejszych, bardziej pracowitych i mniej rozkapryszonych
– Nie wstaję z łóżka za mniej niż 10 tysięcy dolarów – powiedziała w latach 90. Linda Evangelista. Naomi Campbell rzucała telefonem komórkowym w asystentkę, która nie mogła znaleźć w szafie jej ulubionych dżinsów. Odpracowała wprawdzie swoją gwałtowność, myjąc podłogę w miejscu publicznym, ale niesmak pozostał.
Świat zapamiętał te aroganckie zachowania. 10, 15 lat temu modelki były divami, które do pracy mogły przyjść dwie godziny spóźnione, żądać książęcego traktowania i bajońskich honorariów. Dziś te czasy się skończyły. Kryzys nadwerężył przemysł luksusu, który przecenia towary jak nigdy przedtem, zmniejsza budżety na reklamę, otwiera outlety. Zamiast wydawać pół miliona dolarów na pokaz mody z publicznością, projektanci wieszają sukienki w showroomie albo robią nagranie wideo. Widziałam to już jesienią zeszłego roku, a wiosną na tygodniu pret-a-porter w Paryżu domów mody, które nie zorganizowały wybiegu, było już kilkanaście, m.in. Victor & Rolf. Zaangażowano mniej modelek, a te, które znalazły pracę, zarobiły połowę tego co dawniej. Tak samo było w Londynie. Agencja Premier Model Management (jest w niej m.in. Claudia Schiffer) zamiast 3 tys. funtów dziennie płaci dziewczynom 1500.
Biznes mody doszedł do wniosku, że słynne top modelki nie zwiększały sprzedaży – z nieznanymi twarzami klienci identyfikują się mocniej niż z wyniosłymi pięknościami. Dodatkowo skandale wokół niektórych celebrytek zepsuły wizerunek markom. H&M i Chanel zerwały kontrakt z Kate Moss, kiedy upubliczniono jej zdjęcie, jak wciąga kokainę. Na razie zatem agencje wolą przeczekać kryzys, nie ryzykując nowych gwiazd. Dziewczyny z Europy Wschodniej i z Ameryki Łacińskiej dla kariery w Paryżu czy Mediolanie gotowe są na wszystko, bo tak działa mit modelki. Rzucają szkołę, rodzinę, pracę. Ale darmowe ciuchy od projektantów, to już przeszłość. Dziś pracuje się więcej i zarabia mniej. Jednak to mniej i tak oznacza dla tych dziewczyn spore sumy. Modelka, która utrzyma się w biznesie – połowa wszak odpada po paru miesiącach – nie żadna gwiazda, zarabia 500 tys. dolarów rocznie. Francuski tygodnik „Le Point” opisuje historię Georginy Stojiljkovic z Serbii, która, pracując w Paryżu, co miesiąc wysyła pieniądze do domu. – Cieszę się, że mogę pomóc, ale smutno mi, że rodzice, którzy są po studiach i pracowali całe życie, muszą być na moim utrzymaniu – mówi. Kryzys ma też dobre strony. Zweryfikował rozkapryszone gwiazdy i wyhodował nową generację dziewczyn o wysokich standardach zawodowych. Takich, jak 19-letnia Chanel Iman, która przychodzi na sesje zdjęciowe przed czasem, nie żąda zawrotnych sum i grzecznie zachowuje się na planie zdjęciowym. Doszliśmy do tego, że jesteśmy wdzięczni modelkom, że nie biją. Co za czasy.
Źródło: Rzeczpospolita OnLine

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL