Biznes

Sprzedaż KGHM mało realna

Fotorzepa, Rob Robert Gardziński
Propozycje prywatyzacyjne rządu. Ambitny plan ministra skarbu dzieli członków gabinetu Donalda Tuska
Niepotrzebne były ostre wypowiedzi związkowych liderów, a nawet pogotowie strajkowe ogłoszone wczoraj w Polskiej Miedzi. – Prywatyzacja KGHM nie wchodzi w grę – stwierdził wicepremier Grzegorz Schetyna. – To nasze zobowiązanie jeszcze z kampanii wyborczej – dodał w rozmowie z TVN 24.
To oznacza, że zapowiedź ministra skarbu o zamiarze sprzedaży od 10 do 41 proc. akcji KGHM przedstawiona przy okazji wtorkowej zapowiedzi przyspieszenia prywatyzacji, zostanie jedynie na papierze. Propozycję, co zresztą przyznał we wtorek sam minister Grad, musi bowiem zaaprobować (po jej prezentacji 28 lipca) cała Rada Ministrów. – To tylko katalog spółek, z których możemy potencjalnie skorzystać, sprzedając ich akcje i odnosząc się do potrzeb budżetu. Co nie znaczy, że skorzystamy – podkreślał Grad. – Chcemy pokazać, jak 37 mld zł w ciągu 18 miesięcy może uchronić budżet choćby przed koniecznością podnoszenia podatków.
W takim samym tonie wypowiadał się wczoraj wicepremier Schetyna: – To jest na razie plan. A nawet nie plan, tylko możliwość, którą ma Skarb Państwa. Nakreślony we wtorek przyspieszony plan prywatyzacji nie różnił się zbytnio od przedstawionego wiosną ubiegłego roku przez resort skarbu programu na lata 2008 – 2011. Wówczas MSP także zakładało prywatyzację całej energetyki, chemii, Ciechu, Ruchu i sprzedaż resztówek, m.in. w bankach oraz TP SA. Wszystkie te transakcje miały w sumie dać 30 mld zł. Tyle tylko, że wówczas skarb planował rozłożyć to przedsięwzięcie na cztery lata, a teraz miałby się z nim uporać do końca przyszłego roku. Nowością była zapowiedź sprzedaży akcji Lotosu, w którym Skarb Państwa chciałby zmniejszyć posiadany pakiet do 51 proc. akcji, oraz KGHM. W tej chwili największy europejski producent miedzi, którego 41 proc. akcji kontroluje państwo (i ma decydujący głos na walnym), znajduje się na liście 25 firm, których rząd nie chce sprzedawać przed 2011 r. Polska Miedź zniknęła za to z listy tzw. spółek złotego weta. [ramka][srodtytul]Opinie w sprawie prywatyzacji[/srodtytul] [b]Pro: Jacek Socha, partner w Price-waterhouseCoopers, były minister skarbu[/b] Jako minister skarbu miałem dewizę, że należy prywatyzować wszystko, co w Polsce nie byłoby państwowe, gdyby nie było komunizmu. Tymczasem przez ostatnie lata przyzwyczailiśmy się, że wiele spółek, które powinny trafić do inwestorów, traktuje się jak srebra rodowe. W moim przekonaniu to błędny osąd i dlatego zapowiedź przyspieszenia prywatyzacji przez sprzedaż części z tych spółek, jak np. KGHM, oceniam pozytywnie. Myślę, że są to plany realne – trzeba je przygotowywać z co najmniej dziewięciomiesięcznym wyprzedzeniem. Po sukcesie, jakim okazała się sprzedaż akcji Bogdanki na giełdzie, nie można już powiedzieć, że GPW stanowi złą opcję w prywatyzacji. W przypadku KGHM wartym rozważenia wariantem byłaby sprzedaż pakietu 15 – 20 proc. papierów inwestorowi strategicznemu, bo to umożliwiłoby spółce skuteczną realizację większych inwestycji. —b.ch. [b]Kontra: Paweł Szałamacha, prezes Instytutu Sobieskiego, były wiceminister skarbu[/b] Przedstawienie zmienionego programu prywatyzacji przez szefa resortu skarbu należy odebrać jako próbę przykrycia porażki w sprawie sprzedaży majątku polskich stoczni. To nie jest długofalowa sensowna polityka zarządzania państwowym majątkiem. Zapowiedź sprzedaży czterech firm z branży elektroenergetycznej, sześciu spółek chemicznych, akcji Lotosu i KGHM Polska Miedź oraz udziałów w wielu innych firmach za nieco ponad 30 mld zł wskazuje na duże niedoszacowanie wartości polskich spółek. Dla porównania – jeden czeski koncern energetyczny CEZ jest dziś wart 79 mld zł. Być może resort skarbu ze względu na dużą liczbę procesów sprzedażowych w jednym czasie zakłada obniżenie realnej wartości spółek w transakcjach z inwestorami. [i]w.i.[/i][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL