Publicystyka

Bezmiar tolerancji Bronisława Wildsteina

Fotorzepa, BS Bartek Sadowski
Bronisław Wildstein uparcie broni Piotra Farfała. Dlaczego? Żeby udowodnić, że jest „dobrym Polakiem” i że żadna „żydowska” perspektywa nie skrzywi jego sądów? – pyta znana reżyser
Bronisław Wildstein ustosunkowuje się w [link=http://www.rp.pl/artykul/9157,337605_Wildstein__Jak_sie_rodzi_antysemityzm.html]„Rzeczpospolitej” (21.07.2009)[/link] do akapitu w moim wywiadzie w „Dzienniku” dotyczącego osoby p.o. prezesa TVP Piotra Farfała i jego samego. Nie odpowiadam zwykle na ataki i insynuacje pod moim adresem, ale sprawa jest na tyle ważna, a autor dokonał tak istotnych przekłamań, wsadzając mi w usta słowa, których w ogóle nie powiedziałam, i imputując znaczenia, których w mych wywodach nie ma, że poczułam się w obowiązku wobec opinii publicznej i czytelników te nieporozumienia i przekłamania wyjaśnić.
[srodtytul]Czujność wobec zagrożeń[/srodtytul] Otóż nigdy i nigdzie nie twierdziłam i nie twierdzę, że ludzie pochodzenia żydowskiego mają się interesować wyłącznie zbrodniami nazistowskimi lub tylko – czy głównie – przejawami antysemityzmu; niczego takiego w moich słowach nie ma.
Wydaje mi się jednak naturalne, że (jeżeli się od swego żydostwa całkiem nie odcinają) wykazują wrażliwość na objawy odradzania się faszyzmu – w następstwie tej ideologii zostali zamordowani wszyscy lub prawie wszyscy członkowie ich rodzin, a więc ci, którzy żyją, stają się niejako depozytariuszami pamięci o nich i mają prawo być czujni wobec aktualnych podobnych zagrożeń i banalizowania zbrodni. [srodtytul]Wina i pokuta[/srodtytul] Podobnie obywatele krajów, które były terenem praktycznego działania stalinowskiego komunizmu, są na jego zbrodnie bardziej wrażliwi niż obywatele Francji czy Wielkiej Brytanii i czują się w prawie i obowiązku, by przypominać światu o tych zbrodniach i aktualnych zagrożeniach. To dla mnie całkowicie naturalne i zrozumiałe dla wszystkich ludzi dobrej woli. Muszę przypomnieć (można to sprawdzić w mych licznych wypowiedziach), że nigdy nie występowałam przeciw lustracji, a tylko przeciwko pewnym jej formom i używaniu teczek do walki politycznej. O tym, że ideologia komunizmu doprowadziła do zbrodni i że oba systemy nazizm i komunizm są w podobnym stopniu odpowiedzialne za największe zbrodnie XX wieku, mówiłam wielokrotnie, również w mojej twórczości, np. w filmie „Europa, Europa”, gdzie – co nie przysporzyło mi przyjaciół wśród lewicowych krytyków na Zachodzie – postawiłam je obok siebie. Rozumiem, że młody człowiek może się strasznie pomylić, ale trudno mi go usprawiedliwiać, póki nie udowodni swymi działaniami, że była to pomyłka. Wielu młodych komunistów – jak Jacek Kuroń czy zmarły niedawno Leszek Kołakowski – czynem i słowem, całym życiem dokonali rewizji swych młodzieńczych poglądów i aktywnie za nie odpokutowali. 17-letni żołnierz Waffen SS Günter Grass całą swą twórczością literacką walczył z faszyzmem… A i tak, kiedy po 60 latach przyznał się do swych młodzieńczych fascynacji, zastanawiano się – również u nas – czy można mu wybaczyć. Żadnej rewizji ani skruchy nie widziałam u prezesa Farfała, a kiedy jego młodzieńcza działalność ujrzała światło dzienne (rozumiem, że dla redaktora Wildsteina fakty się nie liczą, jeśli podaje je „Gazeta Wyborcza”), przeciwnie – dość buńczucznie szedł w zaparte. Sądząc również z tego, że w TVP promuje wszechpolaków, z których niektórzy zostali uwiecznieni w momencie wykonywania hitlerowskich pozdrowień, ideologia ta nie jest mu wstrętna, nigdy się – jak mówię – do winy nie przyznał i od ówczesnych poglądów nie odciął. Można więc zakładać, że ma je również obecnie. Być może odmowa współfinansowania filmu o pani Sendlerowej ma tu swoje źródło. Bronisław Wildstein w odpowiedzi na mój zarzut pod adresem obecnego p.o. prezesa TVP powołuje się na konstytucję i prawo, twierdząc, że nie karzą one za poglądy. Za poglądy nie – ale za ich szerzenie (a pan Farfał jako młodzieniec brał udział w redagowaniu neonazistowskiego pisemka), o ile nawołują do nienawiści rasowej czy religijnej, już tak. Za to i w Polsce, i w większości krajów cywilizowanych można być skazanym. [srodtytul]Wątpliwe kwalifikacje[/srodtytul] Nadto w wypadku pełnienia wysokich i odpowiedzialnych funkcji, i to w dodatku w domenie, gdzie ma się wpływ na kształtowanie opinii, wiedzy społecznej, zasada ta już z pewnością nie obowiązuje. Gdyby Piotr Farfał był wysokim nawet urzędnikiem w Ministerstwie Przemysłu czy Rolnictwa, sprawa miałaby jedynie wydźwięk moralny. Inaczej jest, gdy dotyczy to mediów, edukacji, kultury, nauki… Bronisław Wildstein nie pisze, bo nie ma na to żadnych argumentów, że nieznane są inne kwalifikacje czy kompetencje pana Farfała do pełnienia funkcji prezesa TVP. Jedyne, z czego jest znany, to jego młodzieńcza działalność publicystyczna. Z pewnością nie mamy tu więc do czynienia z wysokiej klasy specjalistą. Nic poza tym o panu Farfale nie wiem. Natomiast to, co wiem, nie daje mu – według mnie – żadnej kwalifikacji do piastowania wysokich funkcji w publicznych instytucjach wysokiego zaufania społecznego. Może wszak wykonywać tysiące innych zajęć, nieprawdaż? Bronisław Wildstein jednak uparcie go broni… Dlaczego? Żeby udowodnić, że jest „dobrym Polakiem” i że żadna „żydowska” perspektywa nie skrzywi jego sądów? [srodtytul]Stygmat agenta[/srodtytul] Co zaś do „drugiego pokolenia”… Przypominam redaktorowi Wildsteinowi, że umieścił w obiegu publicznym (wyniesioną z IPN) listę*, na której znajdowali się prawdziwi agenci, ludzie przypadkowo zarejestrowani oraz ofiary SB. Lista ta była stygmatyzująca – opinia publiczna musiała ją odczytać, przy braku uczciwych wyjaśnień i analiz, jako listę agentów. Dla wielu ludzi była to niczym niezasłużona śmierć cywilna. Wiele osób na tej liście to ludzie już nieżyjący, którzy nie mogli się bronić (ci żyjący też nie mają łatwo, jeśli nie mają znajomych w IPN i, jak na przykład Jadwiga Staniszkis, nie są w stanie uzyskać dostępu do swych teczek i udowodnić, że nie są wielbłądami), a odium zdrajców pada na ich dzieci, dla których to często niczym niezawiniona męka. Redaktora zdawał się kompletnie nie interesować ten aspekt jego działalności – „gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą” – dlatego uderzył mnie nieproporcjonalny bezmiar tolerancji prezesa Wildsteina dla swego zastępcy, byłego (?) neofaszysty. To właśnie miałam na myśli, mówiąc to, co o tej sprawie mówiłam. [ramka][srodtytul]Pisał w opiniach[/srodtytul] [i][b]Bronisław Wildstein [/b][/i] [b]Jak się rodzi antysemityzm[/b] Agnieszka Holland sugeruje, że dla kogoś o pochodzeniu żydowskim antysemityzm (nawet potencjalny) musi być grzechem głównym, podczas gdy inne zbrodnicze ideologie winny go zajmować znacznie mniej. [i]21 lipca 2009[/i] [/ramka] [i]Autorka jest reżyserem filmowym i teatralnym oraz scenarzystką filmową. [/i] [i]* Od red.: informacja o tzw. liście Wildsteina po raz pierwszy została podana przez „Gazetę Wyborczą” 29 stycznia 2005 roku pt. „Ubecka lista krąży po Polsce”[/i] [i]Odpowiedź Bronisława Wildsteina w jutrzejszej „Rzeczpospolitej”[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL