Historia

Natchniona mowa marszałka

Uroczystości pogrzebowe Słowackiego na dziedzińcu Wawelu. Przemawia Józef Piłsudski (na pierwszym piętrze)
Muzeum Wojska Polskiego, Archiwum Państwowe w Krakowie
28 czerwca 1927 roku na Wawelu Józef Piłsudski wygłosił swoją najlepszą mowę.
Z loggii pierwszego piętra zamku mówił do zgromadzonego na dziedzińcu tłumu o Juliuszu Słowackim, którego prochy zostały właśnie – z inicjatywy Marszałka – sprowadzone z paryskiego cmentarza Montmartre. Dwa tygodnie wcześniej trumnę przewieziono z Paryża do Cherbourga, dalej drogą morską do Gdyni, następnie Wisłą do Warszawy, a po uroczystościach w stolicy szczątki poety przetransportowane zostały do Krakowa.
Piłsudski, miłośnik poezji Słowackiego i jej znawca, wzniósł się w tym – wygłoszonym z pamięci! – natchnionym przemówieniu na szczyty sztuki oratorskiej. Powiedział m. in.: „Zda się, że są ludzie, którzy żyć muszą dłużej, których życie trwa nie latami, a wiekami, wbrew prawdzie przyrodzenia ludzkiego. I gdy teraz szczątki Słowackiego wprowadzamy do grobowców królewskich, wiemy, że przedłużamy mu życie dalej jeszcze i że żyć będzie tak długo, aż murów Wawelu nie naruszy czas zniszczeniem, a skała, która nad Wisłą samotnie tu stoi, nie ulegnie śmierci. (...)
Słowackiego wielkość sięga stu lat, gdy na ziemiach polskich przedostatnie powstanie 1830 roku skasowało jedną prawdę życia historycznego, skasowało wojsko. Wojsko to prawda siły ramienia, co broni i chroni, co życie dając, życie innym otwiera, co krwią jak cementem mości prawdę historii i trwania narodu, znikło w roku 1830. Wtedy zapanowało wahanie na tym skręcie drogi danym nam przez los. W trosce prawdy siły ramienia, w trosce prawdy nadziei, że ramię się wzmocni, znikły i upadły. I mamy zaraz próby, by miecze, co w podziemiach zasnęły lub tylko echem grają, zastąpić inną siłą, siłą ducha. Gdy miecze się skrzyżują, skry padają. Starano się wykrzesać prawdy duszy, tak silne i mocne, że w pracy skry padały także. Starano się zastąpić prawdy proste, siłę miecza prawdą siły ducha, tak by wzmocniwszy ducha, móc trwać w niewoli i móc uzyskać siły, gdy tych sił będzie potrzeba. Była to dziwna praca ówczesnego pokolenia, gdy ręce ludziom mdlały i gdy bojaźń tej prawdy ludzi nikczemniła i ludzi do rozpaczy doprowadzała; starano się zamienić prostą prawdę miecza siłą ducha, który się męczył w trwodze, że sile miecza nie dorówna. Poszły w niebo harfy, gdy miecze pod ziemię się chowały, niszczejąc i rdzewiejąc. Gdy przed Słowackim, jedną z harf szczerozłotych, stoję, gdy warstwy mąk jego i pracy jego przeliczę, znajdę w tej harfie jedną strunę, co zawsze brzęczała, znajdę prawa dumy i prawa rozkoszy cierpienia dla dumy, dla godności ludzkiej. Szarpany niemocą ciała, szarpany niemocą prawd, które wyznawać rozum mu kazał, szukał w rozpaczy dumy siły targającej wnętrzności swoje i ojczyzny swojej. (...) Gdy teraz, patrząc na trumnę, wiem tak jak wszyscy zebrani, że Słowacki idzie, to wiem, że idzie tam, gdzie głazy na naszym gościńcu stoją, świadcząc nieledwie chronologicznie przez imiona o naszej przeszłości. Idzie między Władysławy i Zygmunty, idzie między Jany i Bolesławy. Idzie nie z imieniem, lecz z nazwiskiem, świadcząc także o wielkości pracy i wielkości ducha Polski. Idzie, by przedłużyć swe życie, by być nie tylko z naszym pokoleniem, lecz i z tymi, którzy nadejdą. Idzie jako Król Duch”. Na słuchaczach przemówienie Piłsudskiego zrobiło wstrząsające wrażenie. Spierano się jedynie o to, co powiedział na koniec, do dziś bowiem nie jest rozstrzygnięte, czy Marszałek, zwracając się do oficerów otaczających trumnę ze szczątkami Słowackiego, polecił im, by zanieśli ją do krypty wawelskiej, „by królom był równy”, czy też „bo królom był równy”. [i]Krzysztof Masłoń krytyk literacki, dziennikarz „Rzeczpospolitej”[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL