Muzyka

B.B. King chce wrócić do Rotterdamu

B.B. King
Fotorzepa, Marek Dusza m.d. Marek Dusza
Niezapomniany występ legendarnego bluesmana B.B. Kinga, George Benson śpiewający piosenki Nat „King” Cole’a i wielki powrót pianisty Cecila Taylora to najważniejsze momenty pierwszego dnia North Sea Jazz Festival, który rozpoczął się w piątek w Rotterdamie.
B.B. King odbywa właśnie trasę koncertową po Europie, a w Rotterdamie przyjęto go jak prawdziwego króla. Największa sala centrum Ahoy - Nile pękała w szwach, co oznacza, że koncertu mogło słuchać nawet 10 tysięcy fanów. Czy na pozostałych 15 scenach wiało w tym czasie nudą? Nie, takich sytuacji na największym w świecie festiwalu jazzowym odbywającym się pod dachem, nie ma.
Ale występujący w tym czasie w innej sali George Benson musiał się poczuć nieswojo, kiedy na kwadrans przez początkiem występu B.B. Kinga jedna piąta publiczności wstała i skierowała się do wyjścia, jak na komendę. I słusznie, bo żeby dostać do Nile, trzeba było wyruszyć na pielgrzymkę w tłumie odpowiednio wcześnie. Kto pół godziny przed koncertem nie ustawił się do sali, gdzie swój projekt Masada Sextet prezentował John Zorn, musiał odejść z kwitkiem. Karnet festiwalowy za 189 euro na trzy dni nie gwarantuje bowiem wejścia gdzie się chce. Zorn jest w tym roku w Rotterdamie Artystą Rezydentem i każdego dnia występuje dwukrotnie z różnymi swoimi zespołami. Nie zagra natomiast z Anthonym Braxtonem. To był ekskluzywny projekt na Warsaw Summer Jazz Days. W sobotę wystąpi w trio z Billem Laswellem i Milfordem Gravesem.
B. B. King zadziwił wszystkich nie tylko tym, że mimo 83 lat występuje na całym świecie, ale że nadal robi to po mistrzowsku. Nie gra już wiele jak kiedyś, ale jego gitara, legendarna Lucille ma ciągle ten sam urzekający ton, a kiedy śpiewa, jest jeszcze bardziej przekonujący niż kiedyś. I bezmiernie wzruszający, kiedy pyta publiczność czy będzie mógł jeszcze tu przyjechać. A odpowiedział mu wrzask dziesięciu tysięcy gardeł - TAK! I ta nadzieja jest zapewne motorem jego kariery ponad 60 lat. George Benson zaśpiewał największe przeboje Nat „King” Cole’a. - Dlaczego akurat śpiewam jego piosenki - zapytał publiczność. - Bo wykonuję je od zawsze - odpowiedział sam sobie. A na dowód z taśmy odtworzono głos ośmioletniego George’a śpiewającego jedną z piosenek mistrza. Warto podkreślić, że głos Benson przypomina bardzo tembr głosu Cole’a. Mnie najbardziej podobały się jednak jego mistrzowskie solówki na gitarze. Pianista Cecil Taylor występuje bardzo rzadko. Tomasz Stańko chciałby, żeby zagrał na Jazzowej Jesieni w Bielsku-Białej w tym roku. Nie ma obaw o formę osiemdziesięcioletniego artysty. Jego gra na fortepianie nadal zadziwia pomysłowością i witalnością. Niestrudzony poszukiwacz nowych form jazzowej pianistyki jest wciąż oryginalny choć już nie awangardowy.    
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL