W sądzie i urzędzie

Proces cywilny będzie mniej sformalizowany

Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Skończmy z fikcją, że obywatel bez przygotowania prawniczego jest w stanie sam prowadzić swój proces o bardziej złożonym charakterze – mówi prof. Karol Weitz z Uniwersytetu Warszawskiego, specjalista od procedury cywilnej
[b]Niewiele ustaw jest zmienianych tak często jak kodeks postępowania cywilnego. Może czas na nową koncepcję?[/b]
Karol Weitz: Przyczyny tych zmian są różne. Prawo wspólnotowe coraz bardziej wkracza w dziedzinę regulacji procesowych. Trybunał Konstytucyjny kwestionuje – czasem z wątpliwym uzasadnieniem – kolejne regulacje postępowania cywilnego. I w ogóle trudniej o stabilność prawa, nawet kodeksów. Życie się intensyfikuje, pojawiają się nowe zjawiska i potrzeby. W pewnym sensie częstsze zmiany prawa są nieuniknione. Problem w tym, aby za każdym razem były wkomponowane w cały system. [b]
Efekty są jednak mizerne. [/b] Nie zgodzę się z taką tezą. Owszem, w ostatnich latach były złe zmiany. Spektakularnym przykładem była ustawa z 16 listopada 2006 r., która „reformowała” postępowanie w sprawach gospodarczych. Nie najlepiej także wypada ustawa o kosztach sądowych w sprawach cywilnych z 2005 r. Stała się źródłem wielu wątpliwości, które musiał wyjaśnić SN. Trzeba ją było kilkakrotnie nowelizować. Mamy jednak także zmiany pozytywne. Zmienione ustawą z 2004 r. postępowanie zabezpieczające jest efektywniejsze i nowoczesne. Przykładem dobrej legislacji jest unormowanie sądownictwa polubownego w 2005 r., które zastąpiło przestarzałe rozwiązania rodem z PRL. Nastąpiła reforma międzynarodowego prawa postępowania cywilnego, która uczyniła rozwiązania polskie bardziej nowoczesnymi i zharmonizowanymi z prawem wspólnotowym. [b]A nowy kodeks?[/b] Wkrótce zmiany postępowania cywilnego powinny pójść dwutorowo. Trzeba zlikwidować postępowania gospodarcze, zmienić skargę o stwierdzenie niezgodności z prawem prawomocnego orzeczenia, wprowadzić czekający w Sejmie projekt obejmujący zagadnienia ustanowienia adwokata lub radcy prawnego z urzędu; wreszcie ustawę o pozwach zbiorowych. Równolegle toczyć się powinny podjęte już prace koncepcyjne nad nowym kodeksem postępowania cywilnego. To jednak wymaga czasu. Lepiej dłużej popracować, niż przygotować dzieło, które od razu będzie wymagało zmian. [b]Zmiany w procedurze w ostatnich latach polegały głównie na dyscyplinowaniu strony, zwłaszcza adwokatów. Przypomnę powiedzenie jednego z ministrów, że „adwokat nie ma prawa się mylić”. Tymczasem oni też mają potknięcia. Chyba nie musimy być skazani na proceduralny formalizm?[/b] Odróżnijmy trzy kwestie. Po pierwsze formalizm jest związany z istotą postępowania przed każdym organem państwa, a nie tylko sądem. Ustawa musi określać sposób, formę, czas i miejsce dokonania czynności, aby obywatel wiedział, jak dochodzić swoich praw. Muszą być ustalone reguły gry, inaczej mielibyśmy do czynienia z samowolą organów państwa. Drugą kwestią jest stopień sformalizowania postępowania, czyli jakie wymagania stawia ustawa i jakie łączy sankcje z ich niespełnieniem. Przed kilku laty wyraźna była tendencja do zwiększania wymagań, a przede wszystkim – zaostrzania rygorów. Kulminacją była wspomniana ustawa z 16 listopada 2006 r. Ostatnio nastąpił jednak pewien odwrót – po części wynika to z orzecznictwa TK, a po części z działań ustawodawcy. Po trzecie rzeczywiście w działaniu niektórych sądów formalizm jest nadużywany. Na szczęście SN zdecydowanie się ostatnio temu sprzeciwia. Prawnicy mogą się mylić. Często ocena formalizmu postępowania zależy od tego, po której stronie występują. Adwokat, który sporządził skargę kasacyjną z wadami, uzna jej odrzucenie bez wzywania do poprawienia za przejaw „nadmiernego formalizmu”. Adwokat strony przeciwnej bez oporów wytknie koledze błędy w sporządzeniu kasacji, aby w interesie swojego klienta skorzystać z „nadmiernego formalizmu”. [b] Jeśli jednak wprowadzamy wymagania, które trudno spełnić, to można przewidzieć, że procesy zamienią się w proceduralne przepychanki.[/b] Rzeczywiście, nadmierna rozbudowa wymagań formalnych i rygorów ich niedochowania może skutkować tym, że na pierwszy plan wysuwać się będzie spór o kwestie formalne, a nie o meritum. Trzeba zatem znaleźć granicę koniecznego formalizmu, której nie można przekraczać. [b]Nieraz widać, z jakim zapałem sędziowie stosują te rygory i wytykają adwokatom wpadki. Może więc należy zmieniać sposób myślenia sędziów, by procesu nie sprowadzali do czyhania na wpadkę którejś ze stron.[/b] Formalizm postępowania cywilnego wynika z jego istoty. Dlatego nie można ścisłego przestrzegania przepisów procesowych negować. Postawy sędziów bywają różne. Często czują poważny dyskomfort, gdy muszą zastosować zbyt daleko idący rygor, bo wiedzą, że to może przynieść nieprawidłowe rozstrzygnięcie. Problem powstaje wtedy, gdy rygoryzm wykracza poza cel danej regulacji i oznacza dążenie do łatwego i szybkiego załatwienia sprawy. Sytuacje takie się zdarzają, ale nie można ich generalizować. [b]Pracuje pan nad projektem likwidacji niektórych tzw. odrębnych postępowań. Jak głęboka będzie to zmiana?[/b] W Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego działa zespół pod przewodnictwem prof. Tadeusza Erecińskiego. Jestem jego członkiem. Chodzi nam o modyfikację dotychczasowej filozofii naszego procesu. Punktem wyjścia jest likwidacja postępowania w sprawach gospodarczych, bo to relikt wzorców sowieckich. Reforma obejmie też przekazanie tzw. postępowań regulacyjnych sądom administracyjnym. [b]Ogólna procedura wymagać będzie modyfikacji?[/b] Tak. Wraz z likwidacją postępowania w sprawach gospodarczych ma iść reforma postępowania według przepisów ogólnych. Planuje się nałożyć na strony ciężar podejmowania czynności procesowych w dobrej wierze i ciężar wspierania procesu poprzez przytaczanie wszystkich okoliczności faktycznych i dowodów bez zwłoki, aby postępowanie mogło być możliwie szybkie. Teraz art. 6 [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr;jsessionid=85C4F3E03743072CE7D6FF6123821EAB?id=70930]k. p. c.[/link] każe przeciwdziałać przewlekaniu postępowania tylko sądowi, podczas gdy powinno to obciążać także strony. Ma powstać tzw. system dyskrecjonalnej władzy sędziego. Zastąpi zbyt daleko idące regulacje prekluzyjne (z art. 207 § 3 k. p. c.) i te obowiązujące w sprawach gospodarczych – nakazowym i uproszczonym. Sąd nie będzie musiał pomijać spóźnionych twierdzeń i dowodów, jeśli strona nie jest winna spóźnieniu lub ich rozpatrzenie nie spowoduje zwłoki w rozpoznaniu sprawy. Nie będzie więc automatyzmu pominięcia spóźnionych wniosków. Dalsze zmiany mają wzmocnić kierownictwo sędziowskie w pozyskiwaniu materiału procesowego od stron oraz nałożyć na sąd obowiązek omawiania ze stronami możliwych podstaw prawnych ich żądań, tak by w wyroku nie „zaskakiwał” przyjętą kwalifikacją prawną żądania, do czego można się ustosunkować dopiero w apelacji. [b]Jak to jest w innych krajach?[/b] W państwach Unii z reguły nie ma szczególnej regulacji postępowania w sprawach między przedsiębiorcami, są tylko wyspecjalizowane sądy handlowe. Przykładem są Francja czy Niemcy. Sięgamy więc po wzory zachodnioeuropejskie, odchodząc od reliktów minionej epoki. Projektowany nakaz podejmowania czynności procesowych zgodnie z dobrymi obyczajami ma umocować tę konstrukcję w naszym prawie. Prawo austriackie, niemieckie, słoweńskie i litewskie zna już instytucję ciężaru wspierania procesu. Obowiązek informowania stron o możliwych podstawach prawnych ich żądań i zakaz zaskakiwania ich przyjętą kwalifikacją prawną to obecnie ważny standard rzetelnego procesu, prawnie uregulowany np. w Austrii i Niemczech. Jako metoda gromadzenia materiału procesowego wybierany jest w innych państwach raczej system dyskrecjonalnej władzy sędziego. [b]A co z sądami gospodarczymi? Czy pomysł, by je bardziej „uhandlowić”, to już przeszłość? [/b] Sądy gospodarcze mają być utrzymane. Pozwoli to zachować specjalizację sędziów. Kiedyś zgłoszony został (m. in. przeze mnie) pomysł, aby w sądach gospodarczych wraz z sędzią zawodowym orzekali w charakterze sędziów handlowych przedsiębiorcy, jak to było w okresie międzywojennym. Na razie nie będzie on wprowadzony. Istnieje obawa, że przedsiębiorcy nie zaangażowaliby się w tę funkcję. Szkoda, gdyż tak jest np. we Francji czy Niemczech. [b]Ponoć planujecie zmiany dotyczące pełnomocników?[/b] Z jednej strony planuje się, aby pełnomocnikiem w postępowaniu cywilnym mógł być każdy, kto ma zdolność procesową. Z drugiej strony nowa regulacja powinna wprowadzić przymus adwokacko-radcowski, począwszy od postępowania przed sądem okręgowym jako sądem pierwszej instancji. Należy skończyć z fikcją, że obywatel, który nie ma przygotowania prawniczego, sam poprowadzi swój proces w sprawach o bardziej złożonym charakterze, które z reguły w pierwszej instancji należą do sądów okręgowych. Potrzebna będzie do tego nowa regulacja dostępu do zawodów prawniczych i uzyskiwania pomocy fachowego pełnomocnika przez niezamożnych. [b]Pomówmy o dostępie do Sądu Najwyższego. Kasację wprowadzano jako zdobycz demokracji. Tymczasem w zeszłym roku ponad 50 proc. skarg kasacyjnych w sprawach cywilnych i pracowniczo-ubezpieczeniowych zostało odrzuconych na przedsądzie, na niejawnym posiedzeniu, gdzie decyduje jeden sędzia. Czy prace najwyższego szczebla polskiej Temidy nie powinny być jawniejsze?[/b] Gdy w 1996 r. rewizję nadzwyczajną zastępowano kasacją, chodziło o to, aby to strony, a nie czynnik administracyjny, decydowały o odwołaniu się do najwyższej instancji sądowej. Powstało przy okazji nieuzasadnione wrażenie, że dostęp do SN może i powinien mieć niemal każdy, chociaż już wtedy istniały ograniczenia w dopuszczalności kasacji. Tymczasem rola i funkcje SN wykraczają poza ramy konkretnej sprawy i zorientowane są głównie na interes publiczny (ujednolicanie orzecznictwa, rozstrzyganie złożonych zagadnień prawnych). Standardem przyjętym w Europie są ograniczenia dostępu do najwyższej instancji sądowej. Zarzut braku jawności prac SN jest przesadny. Postanowienie o odmowie przyjęcia skargi kasacyjnej, choć zapada na posiedzeniu niejawnym, jest uzasadniane. Tak jak rozstrzygnięcia załatwiające skargę merytorycznie. Z punktu widzenia funkcji SN najważniejsza jest jednak publikacja jego orzeczeń. Problemem jest natomiast słabe często przygotowanie pełnomocników. Nie odróżniają istoty postępowania kasacyjnego od merytorycznego przed sądami powszechnymi. Dlatego opowiadam się za wyodrębnieniem tzw. adwokatury przy SN i NSA.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL