Nieruchomości

Co odstrasza klientów od mieszkania

Rzeczpospolita, Paweł Gałka
Cieknący kran, stosy brudnej odzieży, tłusta podłoga, naderwana tapeta, a nawet sąsiad palący papierosy. Takie z pozoru mało istotne elementy mogą odstraszyć klientów od kupna mieszkania
Zanim wystawimy lokal do sprzedaży trzeba – jak podkreśla pośrednik Marek Kiełpikowski, szef biura nieruchomości Arenda w Bydgoszczy – zacząć od rzeczy najprostszych, czyli od porządków.
– Zawsze liczy się pierwsze wrażenie – przyznaje Piotr Wieszczyk, pośrednik z Maxon Nieruchomości. – Jeśli potencjalny kupujący widzi porozrzucane ubrania, walające się książki czy nawet śmieci, nie nastawia go to pozytywnie do zakupów – mówi. [srodtytul]Bo było brudno[/srodtytul]
Pierwsze odczucie bywa decydujące także według Marka Kiełpikowskiego. Radzi więc, by oglądającym pokazywać najpierw najokazalsze pomieszczenie. – Tymczasem sprzedający psują pierwsze wrażenie, zaczynając prezentację od schowka na szczotki, bo jest tuż przy drzwiach. I klient będzie kojarzył to mieszkanie właśnie ze szczotkami – mówi Marek Kiełpikowski. I dodaje, że często sprzedający prowadzi nas do kuchni, w której przylepiamy się do podłogi i „podziwiamy” brudne naczynia w zlewie. – Jeżeli w dodatku spocona gospodyni gotuje kapustę, istnieje realna szansa na wystraszenie kupców – nie ukrywa pośrednik. Mieszkanie trzeba więc dokładnie przewietrzyć. – Szczególnie gdy przygotowywaliśmy jakąś potrawę o ostrym zapachu – mówi Piotr Wieszczyk. Nie wolno też zapominać o łazience. – Tu warto zlikwidować nadmierne ilości środków czystości i kosmetyków, dziesięcioletnich szamponów, butelek i buteleczek, które w czasach kłopotów z zaopatrzeniem mogły stanowić o statusie ich posiadacza, ale dzisiaj zwyczajnie śmieszą – ocenia Marek Kiełpikowski. Według niego kupujących mogą też zrazić... suszące się skarpety i bielizna czy włosy w umywalce. – Wrażliwi kupcy mogą zniknąć na zawsze – nie ukrywa szef Arendy. Decydować się na wielki remont? – Jeśli mamy brudne ściany, to możemy pomyśleć o ich odmalowaniu, ale nie wykonujmy dużych remontów. Każdy bowiem chce urządzić mieszkanie po swojemu – przypomina Piotr Wieszczyk. Drobnych napraw nie wolno jednak odpuścić. Marek Kiełpikowski wylicza, co musimy zrobić: wymienić spalone żarówki, przykręcić włączniki światła, dokleić naderwaną tapetę, naprawić cieknący kran i urwaną klamkę, naoliwić skrzypiące drzwi. Piotr Wieszczyk radzi z kolei, by pamiętać także o klatce schodowej. – Zaniedbana oznacza, że potencjalni sąsiedzi nie dbają o swoje otoczenie – przestrzega. [srodtytul]Bo sąsiad palił[/srodtytul] Co jeszcze może zniechęcić do kupna mieszkania? – Jednym z najdziwniejszych powodów, dla których klienci zrezygnowali z transakcji, był fakt, że gdy dwukrotnie przychodzili oglądać mieszkanie, to na klatce schodowej w pobliżu drzwi do interesującego ich lokalu stał sąsiad palący papierosy, a dym mimowolnie przedostawał się do mieszkania – wspomina Piotr Wieszczyk. – Bywa, że kupującym wszystko się podoba. Są zadowoleni z lokalizacji, ceny, rozkładu, wyposażenia i stanu technicznego, a jakaś drobnostka powoduje, że z transakcji rezygnują – przyznaje Irena Pajda, pośredniczka z trójmiejskiej agencji Partnerzy Nieruchomości. – Nagle się okazuje, że okno babci wychodzi z innej strony, niż powinno, w łazience nie ma bidetu, a na drzwiach w pokoju wisi plakat Arki Gdynia, podczas gdy kupujący jest kibicem Lechii – dodaje pośredniczka. Wspomina, że dość długo sprzedawało się np. mieszkanie, którego właściciel miał światłowstręt. – Ściany były pomalowane na czarno, a żaluzje w oknach i grube zasłony odcinały całkowicie dopływ światła z zewnątrz. Najsilniejsza żarówka miała 40W – opowiada Irena Pajda. – Do transakcji doszło już następnego dnia po wymianie żarówek na mocniejsze – wspomina. Marek Kiełpikowski opowiada zaś o kupujących, którzy pytali o sąsiadów. – Sprzedający zachwalał spokój i kulturę współmieszkańców. Kiedy wychodziliśmy z mieszkania, pijany sąsiad z papierosem wypuszczał akurat kolegę – równie spokojnego i kulturalnego jak on – opowiada pośrednik z Arendy. – Od tej chwili radzę klientom pukać do sąsiednich drzwi i zobaczyć, kto otwiera – dodaje. A najdziwniejszy powód rezygnacji? – Klienci już po umowie przedwstępnej odstąpili od transakcji, podając, że do budowy bloku użyto niedobrego materiału. Sprzedający oferował lokal w bloku z cegły, tymczasem administracja podała, że blok powstał w technologii mieszanej, i to wystarczyło – wspomina. Irena Pajda zauważa jednak, że samo przygotowanie mieszkania do sprzedaży to nie wszystko. Czasami trzeba również przygotować... klientów. – Strony powinny do siebie pasować – podkreśla pośredniczka z Trójmiasta. – Na początku tego roku kupujący tak zniechęcili sprzedających, że mimo zaproponowania wyższej ceny do transakcji nie doszło. Kupującymi było małżeństwo z branży handlowej, stosujące tzw. techniki sprzedaży. Pośrednik miał im tylko „nie przeszkadzać w negocjacjach”. W praktyce okazało się, że wyszukiwali realne i wirtualne wady nieruchomości. Krytykowali np. ozdoby w salonie, rodzaj... kwiatów i brak smaku przy doborze firanek. Mimo interwencji pośrednika sprzedający nie dali się przeprosić. Nie zgodzili się nawet na znacznie wyższą cenę – opowiada Irena Pajda.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL