Medycyna i zdrowie

Blaski i cienie słońca

Corbis
Od opalania się – rak, zmarszczki i oparzenia. Bez słońca – depresja, choroby skóry i serca. To zaskakujące, że choć moda na brązową skórę obowiązuje już od stu lat, naukowcy nadal nie mogą się zgodzić, czy opalenizna nam pomaga, czy jednak raczej szkodzi i należy jej unikać
Naukowcy straszą nas czerniakiem: to jeden z najgroźniejszych nowotworów złośliwych, trudny do leczenia i dający szybko przerzuty. Dodają: od słońca skóra szybciej się starzeje, staje się wysuszona, łuszczy się.
Dzieje się tak za sprawą ultrafioletu będącego składnikiem światła słonecznego. To ultrafiolet powoduje ciemnienie skóry. I ten sam mechanizm może wyzwalać chorobotwórcze procesy. Dla dermatologów nie ma tu miejsca na wątpliwości: aby skóra była opalona, najpierw musi zostać uszkodzona. – Opalenizna to właśnie reakcja organizmu na te uszkodzenia – tłumaczy dr Steven Spencer, dermatolog i współautor jednego z najpoważniejszych badań łączących wpływ słońca z rakiem skóry opublikowanego w „Journal of National Cancer Institute”.
Na pierwszy rzut oka recepta jest prosta. Skoro najpowszechniejszym czynnikiem ryzyka raka jest ultrafiolet, powodujący również starzenie skóry, wystarczy chronić się przed nim i wszystko jasne. Dosłownie. Niestety, nie jest to takie proste. Opalenizna nie bez powodu uważana jest za symbol zdrowia. Warto przypomnieć, że jeszcze na początku ubiegłego wieku to właśnie jasna cera, bladość uznawana była za wyznacznik urody i atrakcyjności. To oczywiste – osoby opalone musiały wcześniej popracować na otwartym powietrzu. Ci bogatsi mogli kryć się w cieniu. Mało tego, pięknisie używały nawet kremów wybielających twarz, aby podkreślić naturalną, jasną karnację. [srodtytul]Noblista pod rękę z projektantką[/srodtytul] Jak to się stało, że ten porządek został postawiony na głowie? To zasługa duńskiego lekarza Nielsa Finsena, który badał sposoby wykorzystania światła w medycynie. W 1903 roku otrzymał nawet za to Nagrodę Nobla. To Finsen zaproponował leczenie słońcem chorób skóry (m. in. zmian wywoływanych przez gruźlicę). Mało tego, odkrył, iż krzywicę – chorobę dzieci wywołaną niedoborem witaminy D – można leczyć opalaniem się. Ciemna od słońca skóra zaczęła oznaczać skórę zdrową. Ale modna stała się przez przypadek – za sprawą Coco Chanel, która zbyt długo przebywała na słońcu na pokładzie jachtu przyjaciela (podobno miało to miejsce w 1923 roku). Od tej chwili brązowa cera stała się naprawdę pożądana. Skąd zatem obawy lekarzy przed nadmiernym opalaniem? W ciągu ostatnich kilkunastu lat dowiedzieliśmy się po prostu więcej o działaniu światła słonecznego na skórę i procesach, jakie w niej zachodzą pod wpływem promieniowania utrafioletowego. Wiemy też więcej o mechanizmach rakotwórczych. [srodtytul]Ultrafioletem w skórę[/srodtytul] Opalenizna to jeden z mechanizmów obronnych skóry przed nadmiernym nasłonecznieniem. Pod wpływem ultrafioletu (naukowcy mówią o ultrafiolecie UVA i UVB) skóra wytwarza melaninę – odpowiedzialną właśnie za zabarwienie. Najpierw – to działanie promieniowania UVA – dochodzi do szybkiego utlenienia melaniny. Pojawia się opalenizna natychmiastowa. Później uszkodzenia komórek przez promieniowania UVB prowadzą do wytwarzania dodatkowej porcji melaniny i „prawdziwej” trwałej opalenizny. Barwnik ma uchronić skórę przed szkodliwym działaniem promieniowania i zabezpieczyć przed dalszymi uszkodzeniami objawiającymi się jako tzw. fotostarzenie. Ale ultrafiolet wywołuje również uszkodzenia DNA komórek skóry. W dodatku promieniowanie UVA powoduje obniżenie odporności w skórze. Te zjawiska sprzyjają zmianom nowotworowym. I to właśnie dlatego za najważniejszy czynnik rozwoju czerniaka złośliwego uważa się obecnie długotrwałą ekspozycję na światło słoneczne. [srodtytul]Ten straszny rak[/srodtytul] Dziś to właśnie czerniak i inne nowotwory skóry stały się najistotniejszym argumentem przeciw wystawianiu ciała na słońce. Tymczasem – przynajmniej w Polsce – odsetek zachorowań na czerniaka jest stosunkowo niski. W zależności od płci waha się między trzema a czterema zachorowaniami na 100 tys. mieszkańców. W niektórych krajach Europy notuje się dziesięć zachorowań na 100 tys. mieszkańców, a w Australii nawet 28 – 30 przypadków na 100 tys. Niestety, liczba pacjentów szybko przyrasta. Szacuje się, że liczba nowych zachorowań podwaja się co mniej więcej dziesięć lat. Czerniaka nie należy zatem lekceważyć, ale z drugiej strony – ten groźny nowotwór często nie ma nic wspólnego z narażeniem skóry na promieniowanie słoneczne. Występuje u osób z dużą ilością zmian barwnikowych, u osób mających tzw. znamiona dysplastyczne, pojawia się też w okolicach nienarażonych na operację promieni słonecznych – wewnątrz jamy ustnej, w pobliżu narządów płciowych, pod paznokciem, na podeszwach stóp czy w nosie. Ok. 10 proc. wszystkich przypadków czerniaka ulokowanych jest w gałce ocznej. Nawet zresztą zmiany na odsłoniętej skórze nie zawsze zmieniają się w czerniaka pod wpływem „przypieczenia na raka”. Do tego wystarczy stałe drażnienie tych znamion – na przykład obcisłą bielizną. To oczywiście nie oznacza, że zagrożenie ze strony nowotworów skóry jest małe. Lekarze zalecają, aby osoby zagrożone, z charakterystycznymi znamionami, w ogóle unikały słońca lub stosowały bardzo silne filtry. Dotyczy to również osób z jasną karnacją, opalających się „na różowo”. [srodtytul]Dobre na prawie wszystko[/srodtytul] Od kilku lat naukowcy jednak coraz śmielej mówią o plusach opalania się. – Słońce jest kluczowe dla naszego zdrowia psychicznego i fizycznego – przekonuje dr Michael F. Holick z Boston University Medical Center. To on podchwycił starą koncepcję Finsena i zaczął otwarcie głosić, iż słońce nie tylko nie szkodzi, ale wręcz pomaga naszemu zdrowiu. Leczy choroby skóry, nawet nowotwory. Wiadomo teraz, że wystawianie się na promienie słoneczne może wręcz zapobiegać licznym schorzeniom: wylewowi, chorobom serca i nadciśnieniu. Świadczą o tym przeprowadzone niedawno badania z udziałem aż 40 tys. kobiet. Naukowcy z uniwersyteckiego szpitala Karolinska w Huddinge i w Lund, którzy przeprowadzili te analizy, uważają, że nadmierne straszenie rakiem skóry skutecznie zniechęca do korzystania z dobrodziejstw słońca. A ustalili oni, że kobiety, które chętnie się opalały, są aż o jedną trzecią mniej narażone na zakrzepicę i zatory niż te, które słońca unikały. – Mocne opalanie się jest ryzykowne, zwłaszcza dla osób, które opalają się na czerwono, mają wrażliwą skórę i jasny pigment – mówił niedawno w rozmowie z korespondentką „Rz” prof. Hakan Olsson. – Słońce niesie jednak ze sobą wiele dobrego i musimy to wziąć pod uwagę. – Trzeba zatem opalać się na słońcu albo w solarium – dodaje Pelle Linqvist, jeden z autorów tego badania. Pobudzanie wytwarzania witaminy D może chronić kobiety przed rakiem piersi, a mężczyzn przed rakiem prostaty. Opalanie się ma również obniżać ryzyko występowania chłoniaków. Światłem leczy się również niektóre infekcje skóry i łuszczycę. Słońce odgrywa także istotną rolę w leczeniu depresji. Napędzany światłem organizm wytwarza serotoninę – hormon poprawiający nastrój, regulujący apetyt i sen. [ramka][srodtytul]Kremy: nakładać wcześnie, dużo i często[/srodtytul] Za całą ochronę przed szkodliwym promieniowaniem ultrafioletowym obecnym w świetle słonecznym wystarczają najczęściej kremy i płyny do opalania. Na opakowaniu zawsze podawany jest tzw. SPF (Sun Protection Factor) opisujący siłę działania filtra. Krem z SPF 10 oznacza, że po posmarowaniu nim skóry możemy przebywać na słońcu dziesięciokrotnie dłużej niż bez żadnej ochrony. Zanim jednak sięgniemy po takie kosmetyki, warto sprawdzić, jaki krem będzie najlepszy dla naszej skóry. Te z niskimi filtrami (do SPF 5) oferujące niską ochronę przeznaczone są generalnie dla osób o ciemnej karnacji lub dla tych już mocno opalonych. Średnie zabezpieczenie oferują kremy z filtrami do SPF 25 przeznaczone dla osób opalających się na czerwono, blondynów i szatynów. Te powyżej SPF 30 praktycznie blokują wpływ promieniowania na skórę i zalecane są dla osób z bardzo jasną skórą, rudowłosych i blondynów. Ale uwaga: wskaźnik SPF mówi o odporności na promieniowanie UVB. Tymczasem promieniowanie ultrafioletowe A (UVA) również może pośrednio wpływać na zmiany nowotworowe. Dopóki nie zostanie wprowadzona standardowa metoda oznaczania poziomu ochrony przed UVA, można w składzie kremu poszukać substancji zabezpieczających przed tym rodzajem promieniowania – tlenków cynku i tytanu, substancji o nazwach awobenzon i oksybenzon. Niezależnie od wybranego specyfiku i intensywności filtra powinniśmy nałożyć krem ok. pół godziny przed wyjściem na słońce. Smarowanie trzeba często powtarzać – co najmniej co dwie – trzy godziny. Nie warto sugerować się napisami, iż filtr jest wodoodporny. Po wyjściu z wody ochronę trzeba nałożyć jeszcze raz. Na kremie nie warto oszczędzać. Jednorazowo na całe ciało powinniśmy nanieść ilość kremu równą mniej więcej objętości małego kieliszka. Za wszelką cenę nie można dopuścić do pojawienia się oparzeń od słońca. Charakteryzują się one silnym zaczerwienieniem i miejscowo wyższą temperaturą skóry. Tego typu uszkodzenia są szczególnie niebezpieczne i mogą się przyczyniać do rozpoczęcia procesu nowotworowego.[/ramka] [ramka][srodtytul]Jak rozpoznać groźny nowotwór skóry [/srodtytul] Osoby z niepokojącymi znamionami na skórze powinny poddać się szybkiemu badaniu dermatologicznemu. Jest jednak prosta metoda pozwalająca wyeliminować lub potwierdzić podejrzenia. Od pierwszych liter angielskich słów opisujących czerniaka nazywana jest metodą ABCDE. A (asymmetrical) brak symetrii znamienia B (border) nieregularne brzegi C (color) nierównomierne zabarwienie D (diameter) duża średnica (powyżej 6 mm) E (enlarging) powiększanie się zmiany, krwawienie Jeżeli zmiana na skórze daje najmniejsze powody do niepokoju, należy zgłosić się do lekarza Wcześnie wykryty czerniak złośliwy jest w 100 procentach wyleczalny[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL