Tenis

Znów finał siostrzany

Venus Williams
AFP
WIMBLEDON: Serena Williams napracowała się, Venus doprowadziła Dinarę Safinę do łez. W sobotę siostry zagrają o tytuł
Jelena Dementiewa miała piłkę meczową, lecz przegrała w półfinale z Sereną 7:6 (7-4), 5:7, 6:8. Venus pokonała Dinarę Safinę 6:1, 6:0.
Najlepszy mecz turnieju kobiecego raczej mamy za sobą. Za prawie trzy godziny emocji na korcie centralnym warto było zapłacić 82 funty. Dementiewa uwierzyła, że na trawie może wygrać z Sereną Williams, i była bardzo bliska pierwszego wimbledońskiego finału. Kort centralny kibicował Rosjance. Nie z angielskim umiarem, tylko głośno i otwarcie. Owacje po każdej wygranej akcji, okrzyki przed serwisem, wszystko dla blondynki z charakterem. Obie grały bardzo dobrze. Serena mocna, jak zawsze, dodała do swej surowej siły trochę subtelności, przetrwała chwile, w których wściekła ciskała rakietą w kort albo stukała się naciągiem w głowę.
Dementiewa miała odważny plan: prowadzić grę, nie ustąpić ani o krok, a gdy z drugiej strony siatki nadlatywały pociski, uderzyć jeszcze mocniej. Niemal się udało. Rosjanka zaczęła mecz od przełamania serwisu Amerykanki, zaraz było wyrównanie, ale w tie-breaku umiała sprowokować rywalkę do błędów. Potrafiła wyrównać, gdy przegrywała 1:3 w drugim secie. W trzecim Dementiewa prowadziła już 3:1 i serwowała, ale to był czas wielkiego powrotu młodszej z amerykańskich sióstr. Meczbola Rosjanka jednak miała – przy stanie 5:4. Serena obroniła się wolejem, po którym piłka otarła się o krawędź siatki. Dementiewej nie udawała się tylko często podejmowana walka z komputerowym „jastrzębim okiem". Kiedy prosiła o sprawdzenie wątpliwej piłki, zawsze przegrywała. Po tym spotkaniu trzeba było zweryfikować jeszcze jedną utartą opinię. Serwis Rosjanki to wcale nie było słabe uderzenie. Sprytny, pewny, dość mocny. Na pytanie o tę widoczną poprawę odpowiedziała: – To długi proces, nie da się tego opowiedzieć w kilku słowach. Pracowałam nad tym z mamą. Trzeci wielkoszlemowy finał umknął Jelenie chyba z powodu rosnącego zmęczenia. Kilkanaście wymian granych na granicy wydolności wyczerpało obie, ale to pod Rosjanką wcześniej zaczęły się uginać nogi. – Czuję, że to był dobry tenis, chociaż czasem nie byłam pewna, czy po drugiej stronie nie stoi Andy Roddick. Obie walczyłyśmy, obie chciałyśmy zwycięstwa, wyszedł dobry mecz. Szkoda mi tylko tej piłki meczowej. Dziwne, że nie zagrałam wzdłuż linii, to moje ulubione uderzenie. Wszystko działo się jednak za szybko, by zauważyć Serenę tuż przy siatce – mówiła z uśmiechem, który warto wspominać tak samo jak znakomite odbicia piłek. Po najdłuższym kobiecym półfinale, jaki odnotowali wimbledońscy statystycy po 1968 roku, mieliśmy najkrótszy. Dinara Safina, wciąż jeszcze nr 1 światowego tenisa, przez 51 minut spotkania z Venus Williams miała na twarzy wypisane strach i rozpacz. Został jej jeden wygrany gem i łzy w oczach przy zejściu z kortu. Brawa były tylko dla Amerykanki. W sobotę w rodzinie Williamsów przybędzie ósma miniaturowa kopia srebrno-złotej misy na wodę różaną, jaką biorą do domu mistrzynie Wimbledonu. Serena i Venus zdobyły w Londynie siedem z dziewięciu tytułów od 2000 roku. Pięć wywalczyła starsza, dwa młodsza siostra. Jutro kort centralny mają dla siebie półfinaliści. Zaczną jak zawsze o 14 (czasu polskiego). Pierwszy jest mecz Tommy'ego Haasa z Rogerem Federerem, następny Andy'ego Roddicka z Andym Murrayem. Najpierw przyjemność, potem brytyjski patriotyczny obowiązek. [i]Krzysztof Rawa z Londynu[/i] [ramka] Wyniki spotkań 1/2 finału gry pojedynczej kobiet: Venus Williams (USA, 3) - Dinara Safina (Rosja, 1) 6:1, 6:0 Serena Williams (USA, 2) - Jelena Dementiewa (Rosja, 4) 6:7 (4-7), 7:5, 8:6. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL