Historia

Żołnierze dla swego Komendanta

Józef Piłsudski na spacerze, Sulejówek 1925 rok. Fotografował Witold Pikiel
Fundacja rodziny Józefa Piłsudskiego
Po raz pierwszy od wielu lat mógł zwolnić tempo pracy i najzwyczajniej wypocząć, domagał się tego organizm 56-letniego mężczyzny, który pracował bez wypoczynku i relaksu, w warunkach stałego napięcia i kryzysu. Swoich praw, dotychczas siłą rzeczy spychanych na drugi plan, domagały się także dzieci i rodzina
W 1921 roku zmarła Maria Piłsudska, żona Marszałka, związek z którą był od wielu lat fikcyjny, choć formalnie wciąż istniejący. Jej śmierć otworzyła drogę do zalegalizowania związku z Aleksandrą Szczerbińską, uczestniczką akcji pod Bezdanami, łączniczką I Brygady, więzionej przez Niemców w czasie I wojny światowej. Piłsudski mógł też więcej czasu poświęcić córkom, Wandzie (1918) i urodzonej dwa lata później Jagodzie (Jadwidze).
Ślubu udzielił 25 października 1921 roku kapelan naczelnika państwa ksiądz prałat Marian Tokarzewski. Od tego czasu, choć nie na długo, żona wraz z córkami zamieszkała w prawym skrzydle Belwederu. Do 1922 roku Piłsudski nie posiadał własnego mieszkania, i to pomimo piastowania najwyższych urzędów w państwie. Opuszczając Belweder po objęciu urzędu przez Gabriela Narutowicza, odjechał wynajętą dorożką, bez żadnej ochrony. Obok mieszkania wynajmowanego poprzednio przez panią Aleksandrę i wspomnianego epizodu z mieszkaniem w Belwederze, mógł korzystać ze służbowego lokum w budynku Sztabu Generalnego na placu Saskim. Tam też od 1923 roku przeniosła się marszałkowa z córkami. Znajdowało się ono na drugim piętrze lewego skrzydła gmachu i łączyło bezpośrednio z gabinetem służbowym Piłsudskiego. Okna wychodziły na Ogród Saski.
Pani Aleksandra z końcem stycznia 1921 roku zakupiła od kolejarza w Sulejówku niewielki, tani drewniany domek. I choć wymagał gruntownego remontu, to przecież pozwalał na wytchnienie z dala od zgiełku i polityki. Głównie latem, bo dom był nieogrzewany i nie nadawał się do całorocznego zamieszkania. Rok po zakupie nieruchomości pojawił się projekt nabycia dla Piłsudskiego domu w sąsiedztwie owego „drewniaczka”, ale środki zgromadzone przez Komitet Żołnierza Polskiego ze składek byłych legionistów i peowiaków okazały się zbyt małe. Postanowiono więc wybudować nowy dom, projektem zajął się architekt Kazimierz Skórewicz. Prace budowlane, w których brali liczny udział szeregowi żołnierze, prowadzono w zawrotnym tempie już od połowy 1922 roku. Nie pozostało to bez wpływu na jakość, bo jak się okazało tuż po zasiedleniu przez gospodarzy, co nastąpiło 28 maja 1923 roku, ujawniły się liczne usterki i poważne awarie. Największe zagrożenie stanowił przeciekający dach. Solidny remont przeprowadzony ze środków Związku Legionistów usunął wszystkie niedociągnięcia. Dom był typowym dworkiem szlacheckim, otoczonym sosnowym laskiem, który Piłsudski nazywał „swoją puszczą”. Wyposażenie wnętrz było skromne i zakupione zostało z funduszy Komitetu Żołnierza, przy udziale byłego szefa Kancelarii Cywilnej Naczelnika, Stanisława Cara. Na parterze domu znajdował się obszerny salon, którego ozdobą był kaflowy piec oraz stojący zegar – dar Artura Śliwińskiego. Wiele innych detali zostało ofiarowanych przez poszczególne pułki oraz osoby prywatne. Na ścianach znajdowały się liczne obrazy, w tym portret Marszałka autorstwa Jacka Malczewskiego oraz obraz Leona Wyczółkowskiego. Obaj otarli się o Legiony. Z lewej strony salonu znajdował się gabinet Marszałka, urządzony i wyposażony zgodnie z jego sugestiami, wraz z bogatą biblioteką podręczną, w której dominowały książki o tematyce wojskowej. Na piętrze – sypialnia żony oraz córek, a także pokój gościnny, które Piłsudscy wyposażyli z własnych oszczędności. Dwa były powody ofiarności społecznej na rzecz Marszałka. Był on osobą niepraktyczną, nie oszczędzał, nie dbał o życiowe sprawy. Żołd i zarobki (i to od czasów legionowych) chętnie dzielił z żołnierzem lub jego rodziną, szczególnie poszkodowanym przez wojnę. Czuł się odpowiedzialny za swoich „dłubinosków”. Sytuacja ta nie uległa zmianie także po odejściu ze służby. Był w pożyciu niezwykle prosty i łatwy... Oficjalne wyjazdy z Sulejówka do Warszawy związane były z godnością kanclerza Kapituły Orderu Virtuti Militari oraz przewodniczenia, jako szef sztabu, posiedzeniom Ścisłej Rady Wojennej. Po wizycie marszałka Focha w Warszawie w maju 1923 roku oraz pobycie w stolicy rumuńskiej pary królewskiej w czerwcu tego roku, w oficjalnym życiu politycznym Piłsudski nie brał już udziału. Sąsiadami Piłsudskich – z którymi się spotykali – byli Zofia i Jędrzej Moraczewscy oraz Stanisław Śliwiński, brat Artura, premiera z 1922 roku. Piłsudski często spotykał Moraczewskiego na pograniczu obu posesji i prowadził sąsiedzkie rozmowy. Nie brakowało również tematów politycznych. Żona premiera była częstym gościem Milusina i brała udział w życiu codziennym rodziny. Moraczewscy stanowili rodzaj parasola nad niezaradnym życiowo lokatorem Milusina. Piłsudski w Sulejówku wstawał dopiero około 10, kiedy żona Aleksandra podawała mu śniadanie wraz z nieodłącznym „Kurierem Porannym” i „Expressem”. Nierzadko zdarzało się, że pozostawał w łóżku dalsze dwie, trzy godziny. Potem wychodził do ogrodu, gdzie pozostawał aż do obiadu. Pracy w ogrodzie raczej się nie poświęcał, choć przyrodą się zachwycał i lubił ją obserwować. Ogród stanowił domenę żony Aleksandry, a prezentacja wyników jej pracy wobec gości stanowiła nieodłączny program niemal każdej wizyty. Sam pomagał w pracy przy ulach i pszczołach, zawsze podkreślając, że pszczoły wileńskie są najbardziej pracowite. Ulubionym miejscem w ogrodzie była ławeczka stojąca w zacisznym miejscu naprzeciw dworku, na której spędzał w samotności długie godziny. Niechętnie znosił wówczas obecność osób trzecich, a nawet najbliższych. Przemyśliwał wówczas sprawy publiczne, tematykę odczytów i książek, które w Sulejówku przygotowywał. Punktualnie o 15 rodzina zasiadała do wspólnego obiadu, raczej bez gości. Przy stole Marszałek był rozmowny, opowiadając liczne anegdoty i historie, związane również ze swoim życiem. Co do jedzenia nie miał szczególnych wymagań, z wyjątkiem słodkich legumin i domowych ciast, przygotowanych według receptury wileńskiej, do których miał wyraźną słabość. W ogóle, cokolwiek związane z Wilnem, miało przewagę nad resztą świata. Pijał dużo mocnej herbaty, podawanej zawsze w szklance. Po południu czytał książki, a w wolnych chwilach chętnie stawiał pasjanse i grywał w szachy lub bawił się z córkami. Aleksandra Piłsudska wspomina: „Był w ogóle w pożyciu niezwykle prosty i łatwy. Nigdy nie okazywał złego humoru i nigdy nie rzucał złego słowa”. [A. Piłsudska, „Wspomnienia”, Warszawa 1989, s. 213] Córki uwielbiały ojca... Szczególne więzy z córkami potwierdzają liczne relacje. Zofia Moraczewska była kilkakrotnie świadkiem opowiadania przez Marszałka córkom bajek, które im bardziej abstrakcyjne i nielogiczne, tym większe wywoływały zaciekawienie Jagódki i Wandy. Również żona Marszałka potwierdza szczególnie bliskie więzy łączące ojca z córkami oraz wielką umiejętność opowiadania im bajek i różnych historii, zawsze z ogromnym poczuciem humoru. „Dzieci uwielbiały ojca. Mimo wielkiej różnicy wieku […] panowało między nimi zawsze doskonałe wzajemne zrozumienie…”. [A. Piłsudska, „Wspomnienia”, Warszawa, 1989, s. 264] W otoczeniu córek przyjmował również wielu gości, także zagranicznych. Tak było podczas wizyty pożegnalnej posła norweskiego w Warszawie Samuela Eydego, złożonej w listopadzie 1923 roku. W swojej obszernej relacji z całodziennego pobytu w Sulejówku Eyde zanotował między innymi: „W tych nowych warunkach ujrzałem go szczęśliwego i zadowolonego wraz z jego czarującą i mądrą żoną i dwoma uroczymi córeczkami. […] Nigdy nie zapomnę, kiedy siedział na sofie ze swoją najstarszą córką na kolanach i opowiadał jej o Norwegii i o tym, jak dobrego przyjaciela miał we mnie. Była to niemalże bajkowa forma, w jakiej próbował przekazać swoje opinie tej małej, czarującej dziewczynce tak, by mogła ona zachować je w swojej pamięci”. [Emilia Denkiewicz-Szczepaniak, Józef Piłsudski w norweskiej opinii publicznej na przykładzie korespondencji posła nadzwyczajnego Królestwa Norwegii w Polsce dr. Samuela Eydego, w: Józef Piłsudski wobec Europy i wybranych zagadnień wewnętrznych Drugiej Rzeczypospolitej (1918 – 1935), red. Mieczysław Wojciechowski, Zbigniew Karpus, Włocławek – Toruń 2007, s. 32] Ułani pomagają i chronią W trakcie wizyt licznych delegacji przybywających do Sulejówka zdarzały się również sytuacje zabawne, wprawiające w dobry humor, jak odwiedziny delegacji z Okuniewa, która w imieniu „wszystkich monarchistów okuniewskich” zaoferowała Piłsudskiemu objęcie godności królewskiej. Wieczory to czas zastrzeżony na pisanie książek, które dyktował żonie, chodząc po salonie i swoim gabinecie. Również bracia Marszałka rozmowę z nim prowadzili, chodząc razem wokół stołu w salonie. Wieczorami, niekiedy aż do godzin rannych, Piłsudski przygotowywał większe prace, które później ukazały się w druku. Najważniejsze z nich to „Wspomnienie o Gabrielu Narutowiczu”, „Rok 1920”, „O wartości żołnierza Legionów”, wreszcie książka o roku 1863. Stanowiły one, oprócz odczytów, główne źródło utrzymania. Piłsudscy żyli skromnie, a główne obowiązki prowadzenia domu i pilnowania budżetu spoczywało na żonie Aleksandrze. Sama robiła zakupy, ubrania po starszej Wandzie nosiła Jagoda, a wierzchnie okrycia córek na zimę szyte były ze starych płaszczy Marszałka. Piłsudski zdecydował, że nie będzie wykorzystywał przyznanego mu dożywotnio uposażenia w wysokości 1000 zł, co byłoby potwierdzeniem jego przejścia na emeryturę. Uważał, że jako głowa rodziny winien ją utrzymać z własnej pracy, ale pisanie nie zapewniało regularnego dopływu gotówki. Dlatego, bez wiedzy Marszałka, po zorientowaniu się przez dowódcę 7. Pułku Ułanów o niedostatkach w Sulejówku, grono oficerskie pułku dobrowolnie opodatkowało się. Za te pieniądze, za pośrednictwem Moraczewskiego, dostarczano rodzinie żywność i tytoń. W tej i pozostałych kwestiach ważną rolę odgrywali adiutanci Piłsudskiego: Michał Galiński i Jerzy Jabłonowski, ordynans Jan Pasik i czuwający nad bezpieczeństwem Walenty Wójcik – wszyscy bezgranicznie oddani całej rodzinie. Po zabójstwie Narutowicza Piłsudski obawiał się o bezpieczeństwo swoich najbliższych. Znamienne, że zarówno Aleksandra, jak i on sam nie rozstawali się w tym czasie z rewolwerem. Dlatego z inicjatywy i na prośbę żony Marszałka w 1923 roku Janusz Głuchowski oddelegował do ochrony Milusina rotmistrza Kazimierza Jurgielewicza. W późniejszym czasie nad bezpieczeństwem czuwało kilku żołnierzy z 7. Pułku Ułanów, którzy mieszkali w „drewniaczku”. W 1924 roku wobec krążących plotek o możliwym zamachu na Piłsudskiego rząd zapewnił dodatkową ochronę domu. Poza posesją nad „bezpieczeństwem” Marszałka czuwali także tajniacy z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, których głównym zadaniem, jak się okazało, było inwigilowanie Piłsudskiego. Kasztanka na imieninach Dom Piłsudskiego tracił całkowicie swoją prywatność podczas imienin Marszałka. Już w 1924 roku wzięły w nich udział tłumy warszawiaków, których co pewien czas solenizant pozdrawiał z werandy domu. Corocznie 19 marca z wizytą w Sulejówku zgłaszała się delegacja 7. Pułku Ułanów, przywożąc ze sobą Kasztankę, nad którą sprawowali opiekę. Podoficerowie pełnili przez cały dzień wartę honorową przed domem. Po powitaniu Marszałek podchodził do Kasztanki i „głaskał ją, rozmawiał z nią tak, jakby przypominał swojej weterance legionowe boje”. W 1925 roku przygotowaniom do imienin przewodniczył poseł Karol Polakiewicz, a publikacje z tego okresu poświęcone Piłsudskiemu uzupełniano hasłami „Drogowskaz narodu” czy „Dobry lekarz niemocy narodu – gromiciel podłości i prywaty”. Na udziale w uroczystościach imieninowych 1925 roku zaważyła choroba, mimo to w księdze życzeń wpisało się 1646 gości. Natomiast w imieniny 1926 roku zorganizowano wielkie zawody marszowe z Warszawy do Sulejówka z udziałem licznych drużyn Związku Strzeleckiego. Po ich zakończeniu Marszałek wraz ze świtą generałów odebrał defiladę zawodników. Relacje prasowe wyliczały, iż udział wzięło ponad 3000 gości i że skorzystali oni z kuchni polowych ustawionych w ogrodzie. Zapoczątkowana wówczas tradycja organizacji marszów przetrwała kilka następnych lat. „Hocki-klocki” z Naczelnym Wodzem Sprawy państwowe obserwował za pośrednictwem prasy, konsultował z bliskimi sobie ludźmi. Przyjeżdżali oni do Sulejówka, zdając relacje z prac rządowych, nastrojów w wojsku i społeczeństwie. Od początku 1923 roku toczył się spór nad projektami organizacji najwyższych władz wojskowych. Działania przeciwników Marszałka zmierzały do zminimalizowania jego wpływu w wojsku, a w konsekwencji do jego ostatecznego wykluczenia z armii. Generała przewidzianego do funkcji naczelnego wodza starano się poddać kontroli ministra spraw wojskowych, a więc urzędnika (choć w mundurze) zależnego od każdorazowej większości w Sejmie. Już podczas posiedzenia Ścisłej Rady Wojennej 8 stycznia 1923 roku Piłsudski skrytykował obowiązujący w wojsku system kierowania i podziału kompetencji pomiędzy ministrem spraw wojskowych, naczelnym wodzem i szefem Sztabu Generalnego. Jego zdaniem w czasie pokoju wojskiem winien dowodzić minister spraw wojskowych, wraz z podlegającym mu Sztabem Generalnym, a generalny inspektor (wódz naczelny) winien odpowiadać za przygotowania wojska do wojny. Po upadku pozaparlamentarnego rządu gen. Sikorskiego (26 maja 1923 r.) również gabinet Wincentego Witosa uznał sprawy organizacji wojska za jedno z priorytetowych zadań. Przedłożony projekt, przygotowany przez gen. Szeptyckiego i zatwierdzony przez Radę Ministrów, skierowany został 27 czerwca do dalszych prac w komisji sejmowej. Witos nie widział potrzeby zasięgnięcia opinii Marszałka w tej sprawie, a kiedy gabinet zakwestionował obowiązywanie dekretu naczelnika z 7 stycznia 1921 o organizacji wojska, Piłsudski demonstracyjnie złożył rezygnację ze stanowiska przewodniczącego Ścisłej Rady Wojennej. Następnego dnia podczas pożegnalnego bankietu w hotelu Bristol Piłsudski wygłosił emocjonalne i ostre w słowach przemówienie. Jak sam podkreślił, nie piastując żadnych oficjalnych stanowisk i urzędów, mógł w „swobodnej mowie” odnieść się do wielu dotychczas przemilczanych kwestii. Wystąpienie, pełne ostrych sformułowań, spotkało się z głośnym odzewem. Przeciwnicy Piłsudskiego nie pozostawali mu dłużni. Określono go jako „ostatecznie załatwionego nieboszczyka” i „bożyszcze Żydów”. Biorący udział w pracach ŚRW Lucjan Żeligowski 15 lipca 1923 roku zanotował: „Co się stało u nas. Cały szereg generałów nie zrozumiał swoich zadań i zaczął politykować: Dowbór-Muśnicki, Haller, Sikorski. Każdemu z nich się wydaje, że on jest stworzony, ażeby być przywódcą narodu. O armii pamiętali o tyle, o ile ona była potrzebna dla tego, ażeby być u wszystkich na widoku. Dzięki temu generałowie ci prawie się pomarnowali. To byli zwykli ludzie, u których zakręciło się w głowie od wysokości, na którą weszli”. [Dariusz Fabisz, Generał Lucjan Żeligowski (1865 – 1947). Działalność wojskowa i polityczna, Warszawa 2007, s. 172] Prace nad projektem prowadzono w roku następnym. Projekt zgłoszony przez ministra spraw wojskowych gen. Sosnkowskiego nie został przyjęty wskutek dymisji, jakiej udzielił generałowi rząd Władysława Grabskiego. Kolejny projekt, noszący datę 25 lutego 1924 roku, przygotowany został przez gen. Sikorskiego. Zakładał przyznanie szerszych kompetencji prezydentowi, kosztem naczelnego wodza. Pracami mającej powstać Rady Obrony Państwa, miał kierować generalny inspektor podległy ministrowi spraw wojskowych. Piłsudski projekt ten i jego kolejne modyfikacje poddał ostrej krytyce, określając zasady tam zawarte jako „hocki-klocki”, zarzucając Sikorskiemu nieudolną próbę adaptacji rozwiązań francuskich. Narastanie antagonizmów wywoływały także próby zawłaszczenia autorstwa planu bitwy pod Warszawą czy chociażby skutecznego dowodzenia. Konflikt zaostrzyła sprawa odznaczenia gen. Józefa Hallera Krzyżem Komandorskim Virtuti Militari. Gdy na posiedzeniu 10 października 1924 roku gen. Rozwadowski zakwestionował legalność głosowania na poprzednim posiedzeniu, kiedy to przy równowadze głosów zaważył głos Marszałka, wzburzony Piłsudski odpowiedział: „Nie znam wojny w historii tak obrzydliwej dla dowodzenia naczelnego wodza, jak nasza wojna ubiegła. Odznaczała się ona anarchią generałów, posuwającą się niekiedy prawie do zdrady stanu. Nie było intrygi, której by przeciw naczelnemu wodzowi generałowie nie robili”. [Cyt. za Marek Orłowski, Generał Józef Haller 1873-1960, Kraków 2007, s. 412] Sikorski, Zagórski i inni rzucają wyzwanie Walkę w interesie Marszałka na łamach „Głosu Prawdy” prowadził Wojciech Stpiczyński. Przeciwnikami byli głównie gen. Włodzimierz Zagórski i gen. Stanisław Szeptycki. Pierwszemu z nich zarzucił udział w aferze dotyczącej „Francopolu”, a w trakcie procesu sądowego wytoczył zarzuty denuncjowania przez generała internowanych w 1918 legionistów. Warto podkreślić, że denuncjacje Zagórskiego nastąpiły już po lutym 1918 roku, długo po akcie 5 listopada 1916 roku proklamującym powstanie Królestwa Polskiego i po bohaterskim wystąpieniu II Brygady w proteście przeciwko pokojowi w Brześciu. Oznaczało to, iż nawet u progu niepodległości ważniejszy dla Zagórskiego był interes cesarski od interesu polskiego. W sprawie Zagórskiego zeznawał między innymi gen. Orlicz-Dreszer, który 15 i 16 marca 1926 r. w pełni potwierdził zarzuty redaktora „Głosu” w kwestii denuncjacji, a także represji Zagórskiego wobec żołnierzy 3 pp. Legionów, którzy nie chcieli złożyć przysięgi. Podobne zeznania złożyli Wieniawa-Długoszowski, Kołłątaj-Srzednicki, Zosik-Tessaro i Grzmot-Skotnicki. W następstwie tego Zagórski wyzwał Dreszera na pojedynek, ten jednak po raz drugi od 1917 roku odmówił mu satysfakcji honorowej. Trudno wyobrazić sobie napięcie, jakie towarzyszyło sprawie powrotu Zagórskiego do wojska: „Ponowne pojawienie się (po przejściu w 1921 r. do rezerwy w stopniu pułkownika) w 1923 r. Zagórskiego w wojsku, zaś rok później objęcie przezeń kierownictwa departamentu i awans do stopnia generała brygady, stanowiło dla piłsudczyków – nieuważających go za godnego noszenia polskiego munduru – rodzaj osobistego wyzwania. Zwłaszcza dla tych, którzy w czasie wielkiej wojny kilkanaście miesięcy spędzili za drutami niemieckich obozów internowania”. Z kolei Szeptycki doczekał się określenia „tchórz-defetysta”, co spowodowało pojedynek ze Stpiczyńskim na szable. Równie głośnym echem odbiła się afera z udziałem Rozwadowskiego i Hallera, związana z bankructwem Zrzeszenia Pracy, spółdzielni realizującej zamówienia wojskowe. W tej sprawie poseł Stanisław Hellman zgłosił interpelację poselską, zwracając uwagę na naruszenie pragmatyki oficerskiej. Minister Żeligowski skierował sprawę do komisji śledczej, która uznała postępowanie generałów za niewłaściwe i skierowała wniosek do Sądu Honorowego dla Generałów. Klimat epoki dobrze oddaje notatka gen. Żeligowskiego, który 30 grudnia 1924 roku zapisał, że w przypadku powrotu Piłsudskiego do wojska nie będzie tam miejsca dla Sikorskiego i ściśle z nim współpracujących Stanisława Hallera i Rozwadowskiego. Ostatnia nadzieja pokrzywdzonych Piłsudski był świadom, iż procesy rozliczeń o charakterze historycznym będą nakładać się na bieżącą walkę polityczną. Ale chciał przede wszystkim uchronić swoje miejsce i miejsce swoich żołnierzy w najnowszej historii. Posługiwał się odczytami, artykułami prasowymi i wywiadami oraz książkami. Adresatem było całe społeczeństwo. Chętnie relacjonowała je prasa, przyczyniając się do budowy wizerunku „samotnika z Sulejówka”. Na drugim zjeździe legionowym, który odbywał się we Lwowie (1923), swoje wystąpienie poświęcił zasługom Legionów w budowaniu etosu dobrego żołnierza, a w kolejnym odczycie mówił o działaniach na rzecz obrony Lwowa w 1918 roku. Podczas wykładów w Wilnie (sierpień 1923) odniósł się do przebiegu wojny polsko-bolszewickiej, planów federacyjnych i sprawy wileńskiej. Rok kolejny zaznaczył pięknym wykładem o powstaniu styczniowym w sali Coloseum w Warszawie, 20 stycznia 1924 roku. Na zjeździe legionowym w Lublinie (sierpień 1924) podkreślił, że zasługi dla ojczyzny stanęły w jaskrawej sprzeczności z pozycją, jaka w wolnej Polsce przypadła byłym legionistom. Wystąpił też na krakowskich obchodach 6. rocznicy odzyskania niepodległości. Postępująca hiperinflacja i wzrastające bezrobocie wzmacniały pozycję Piłsudskiego jako strażnika środowisk pokrzywdzonych przez prawicę. Rosła jego popularność wśród chłopów, szczególnie kiedy jak rząd Chjeno-Piasta rozmył projekt reformy rolnej, wprowadzając dowolność parcelacji oraz szereg ograniczeń. Już w listopadzie 1923 roku doszło w Krakowie do krwawych protestów robotniczych, padli zabici i ranni. Ofiary padły także w innych miastach. Na pewien czas sytuacja uległa poprawie, kiedy rząd Władysława Grabskiego podjął skuteczną reformę budżetu i systemu monetarnego. 28 kwietnia 1924 roku rozpoczęto wymianę marki na złote polskie. Wprowadzono parytet złotego do franka szwajcarskiego. Ale już rok później złoty się osłabił, bezrobocie wzrosło, a to z kolei wzmacniało legendę Piłsudskiego jako człowieka, który może przywrócić w państwie porządek. Ostre akcenty zawierało przemówienie Piłsudskiego wygłoszone podczas zjazdu legionowego w sierpniu 1925 roku. Chodziło o odpowiedzialność za dowodzenie i plan decydującej bitwy w wojnie z bolszewikami. Piłsudski wysunął wówczas zarzut usuwania z archiwum Biura Historycznego Sztabu Generalnego aktów operacyjnych. Zarzuty zbiegły się z opublikowaniem w Bellonie artykułu Mariana Kukiela „Pierwsza wytyczna operacji warszawskiej”, który spotkał się również z jego ostrą polemiką. „Niesiemy Ci w zwycięstwach zaprawione szable!” W narastającym kryzysie ważną cezurą była demonstracja oficerów w Sulejówku w 7. rocznicę powrotu z Magdeburga. Stało się to dwa dni po upadku rządu Władysława Grabskiego (13.11.1925). Następnego dnia Piłsudski przybył do Belwederu i złożył prezydentowi Wojciechowskiemu swoje oświadczenie: „Uważam za swój obowiązek ostrzec Pana Prezydenta przed pominięciem interesów moralnych armii polskiej w rozważaniach przy rozwiązywaniu obecnego kryzysu […] Niepodobna bowiem żądać, aby w państwie naszym wojsko służyło partiom politycznym”. [Pisma Zbiorowe, t. VIII, s. 247] 15 listopada przyjechała do Sulejówka grupa generałów i oficerów. Generał Gustaw Orlicz-Dreszer wypowiedział szeroko wówczas komentowane słowa: „Niesiemy Ci prócz wdzięcznych serc i pewne, w zwycięstwach zaprawione szable!”, dodając „by nie zechciał być w tym kryzysie nieobecny, osierocając nie tylko nas wiernych Twoich żołnierzy, lecz i całą Polskę”. Co prawda wyważona odpowiedź Piłsudskiego studziła zapał, ale zgromadzenie 12 generałów i wielu wyższych oficerów wskazywało, że bezpośrednie zaplecze zachęcało go do porzucenia roli biernego obserwatora życia publicznego i przejścia do działania. Jeden z historyków napisał: „Trudno było o lepsze rozpoczęcie marszu po władzę, a jednocześnie przestrogę. Dlatego też poważnie potraktować należy wyjaśnienie udzielone po latach Dębskiemu przez Dreszera, który określił manifestację sulejowską jako „ostatnie ostrzeżenie, ostatnie zlekceważenie, którego konsekwencją był zamach majowy”. [Przemysław Olstowski, „Generał Gustaw Orlicz-Dreszer (1898 – 1936) Dowódca wojskowy i działacz społeczno-polityczny”, Toruń 2000, s. 211 – 212] Kryzys narasta W kolejnym gabinecie Aleksandra Skrzyńskiego, utworzonym 20 listopada 1925 roku, tekę ministra spraw wojskowych otrzymał Żeligowski. Traktowano go jako łącznika pomiędzy Piłsudskim a rządem. Zadaniem, jakie sobie postawił, to uspokojenie gorącej atmosfery i sporów w szeregach armii. Żeligowski napisał: „Sprawa marszałka Piłsudskiego była jakby rozwartą raną na żywym ciele wojska, i ludzie tego typu, co gen. Dreszer, fanatycznie do osoby b. N [aczelnego] W [odza] przywiązani, byli bliscy rozpaczy. Obejmowałem ministerstwo z tym przeświadczeniem, że przez wprowadzenie Marszałka do wojska, ranę tę uda mi się zagoić, a tym samym wzburzone umysły jego zwolenników uspokoić”. [Dariusz Fabisz, „Generał Lucjan Żeligowski (1865 – 1947). Działalność wojskowa i polityczna”, Warszawa 2007, s. 203] W lutym 1926 roku Żeligowski przedstawił swój projekt organizacji naczelnych władz wojskowych. Propozycje w nim zawarte odpowiadały w większości postulatom Piłsudskiego, co wywołało ostrą krytykę jego adherentów. 19 kwietnia 1926 roku gen. Rozwadowski w liście do prezydenta, premiera, marszałków Sejmu i Senatu oraz ministra spraw wojskowych zakwestionował przygotowanie Piłsudskiego do objęcia stanowiska szefa sztabu. Zarzutów nie potwierdziła powołana przez Żeligowskiego komisja generałów. Żeligowski zawiesił więc tymczasowo w służbie gen. Rozwadowskiego. Z kolei marszałek Wojciech Trąmpczyński wyraził 5 maja 1926 roku podobną opinię co do przygotowania fachowego Piłsudskiego. Obawa objęcia któregoś z eksponowanych stanowisk w armii pchała przeciwników Piłsudskiego do zaostrzenia sytuacji i próby ostatecznego usunięcia go ze sceny politycznej. Tak należy traktować utworzenie rządu przez Witosa i powołanie na stanowisko ministra spraw wojskowych gen. Juliusza Malczewskiego. Żeligowski zanotował: „Nominacja gen. Malczewskiego była klasycznym przykładem wciągania wojska do polityki”. [Dariusz Fabisz, „Generał Lucjan Żeligowski (1865 – 1947). Działalność wojskowa i polityczna”, Warszawa 2007, s. 210] Narastanie kryzysu było dla wszystkich oczywiste. Paraliżował on wykonywanie normalnych funkcji państwowych. Publiczne poniżanie dorobku Piłsudskiego przez byłych podwładnych było dlań doskwierające. Sytuacja ta dzieliła armię; w jej szeregach cieszył się Piłsudski wielkim autorytetem, który próbowano obniżyć. Zarówno lewica, jak i prawica miały dojmujące przekonanie o kryzysie paraliżującym autorytet państwa. W odczuciu społeczeństwa „sejmokracja” wyrodziła się zaś w karykaturę. Dochodziła do tego skomplikowana sytuacja gospodarcza, załamanie realizacji reformy rolnej, wreszcie trudna sytuacja międzynarodowa po konferencji w Locarno. Wielu czekało na męża, który rozwiąże problemy i przywróci poszanowanie prawa. Jego wystąpienie zostało przyspieszone, a raczej sprowokowane przez prowokacyjny powrót do władzy koalicji Chjeno-Piasta. [ramka]Janusz Cisek [link=http://www.januszcisek.pl]www.januszcisek.pl[/link] [mail=jcisek@muzeumwp.pl]jcisek@muzeumwp.pl[/mail] dyrektor Muzeum Wojska Polskiego. W latach 90. dyrektor Instytutu Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku. Autor m.in. „Kalendarium życia Józefa Piłsudskiego” (wspólnie z Wacławem Jędrzejewiczem) oraz albumu „Józef Piłsudski”. Profesor w Instytucie Europeistyki UJ[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL