fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Gwiazdy przepłacone

Celine Dion zamiast do Moskwy pojechała do Krakowa. Na co dzień śpiewa w Las Vegas
AP
Kraków wyda na show Lenny’ego Kravitza 600 tys. dolarów, Szczecin na Rock Festival – 1,5 mln zł. Zachodni agenci mają żniwo, bo Polacy płacą jak za zboże pomimo kryzysu
Billboardy i spoty reklamowe z uśmiechniętymi gwiazdami muzyki pop zachęcają do zabawy na koncertach organizowanych przez kolejne festiwale.
Tymczasem w kulisach wre wojna między agencjami, które podbijają stawki za sprowadzenie artystów. Bywa, że cena nie gra roli – chodzi o wypromowanie kolejnej metropolii i zaistnienie w ekstraklasie polskich miast.
[srodtytul]Bogata Polska[/srodtytul]
– Sytuacja jest beznadziejna – mówi jeden z promotorów koncertów. – Miałem zamówienie na Manu Chao, za którego trzeba zapłacić 50 tys. euro. Ale po tym, jak w zeszłym roku we Wrocławiu nie wypalił przyjazd Lenny’ego Kravitza, w sytuacji podbramkowej sprowadzono Manu Chao, a miasto zapłaciło aż 350 tysięcy euro. Kiedy teraz zabiegałem o Hiszpana, jego menedżer zareagował następująco: „Jesteście bardzo bogaci. Manu nie przyjedzie do Polski za kwotę niższą niż 350 tys. euro!”. Problem polega na tym, że w wielu miastach kraju lokalni politycy wydają publiczne pieniądze, dbając wyłącznie o swój wizerunek, z myślą o przyszłych wyborach. Tymczasem rynek jest niszczony.
Ambicje najważniejszego organizatora koncertów w Polsce ma Kraków. Miasto ułatwia produkcję festiwali Coke i Selector, organizuje czerwcowe wianki, sylwestry. W zeszłym roku chciało wydać na sylwestrowy koncert Pussycat Dolls gigantyczną kwotę 700 tys. dolarów, ostatecznie poprzestało na Leonie Lewis – za 500 tys. euro.
W 2008 r. Kraków przeznaczył na wiankowy show Jamiroquaia 350 tys. euro, w tym zaprosił nad Wisłę Lenny’ego Kravitza, za którego zapłaci 600 tys. dolarów. Sprowadzenie tego samego artysty na biletowany koncert kosztuje w Europie od 125 do 750 tys. dolarów.
– Za imprezę niebiletowaną, dostępną dla wszystkich trzeba zapłacić nieco więcej – tłumaczy Filip Berkowicz, pełnomocnik prezydenta Krakowa.
[srodtytul]Drożej niż w Moskwie[/srodtytul]
O Krakowie mówiło się też, że zaangażował się w zaproszenie Radiohead. Gdy Poznań wyłożył 500 tys. euro – podwawelski gród miał przebić stolicę Wielkopolski o 350 tys.
– Prawdą jest tylko to, że Kraków miał być partnerem potencjalnego koncertu formacji Thoma Yorke’a – mówi Filip Berkowicz. – Tym samym nie mogę się odnieść do przedstawionych kwot, a jedynie stwierdzić, że było wiele czynników, które sprawiły, iż zespół podjął decyzję o występie w Poznaniu, m.in fakt, że Fundacja Malta planuje koncert na 50 tys. widzów, my chcieliśmy go zrobić dla 25 tysięcy.
Kraków był miejscem porażki koncertu Celine Dion.
– Chcieliśmy sprowadzić wokalistkę nad morze – opowiada jeden z agentów. – Zaproponowaliśmy zwykłą europejską stawkę. O kilkaset tysięcy dolarów przebił nas organizator występu na krakowskich błoniach. – Zrezygnowaliśmy z zaproszenia Celine Dion, kiedy koszt jej sprowadzenia osiągnął pułap 700 – 800 tys. dolarów – mówi jedna z menedżerek z branży. – Potem nie śledziłam już negocjacji, ale musiał paść rekord, jeśli organizator krakowskiego show pokonał konkurenta z Moskwy.
Efekt był taki, że ceny biletów na Dion odstraszyły fanów.
– To była inicjatywa prywatnej agencji. Miasto udostępniło tylko nieodpłatnie teren – mówi Berkowicz. – Na takie udogodnienia może liczyć większość organizatorów chcących realizować głośne projekty w Krakowie.
W tym roku polskie festiwale rywalizowały również o Faith No More. Grupę anonsował Szczecin Rock Festival – miasto wyda na ten cel 1,5 mln zł – tymczasem zagra ona na Heineken Open’er Festival w Gdyni. W branży mówi się, że grupa miała kosztować 100 tys. dolarów, ale stawka wzrosła do 250 tysięcy.
– Nie będę komentował treści umów – mówi Mikołaj Ziółkowski, szef Alter Art. – Mogę jednak wyrazić zdziwienie, że niektórzy organizatorzy zapowiadają koncert zespołu, z którym nie podpisali jeszcze kontraktu, i to na dzień, kiedy grupa ma już zaplanowany show gdzie indziej. Chcę też zwrócić uwagę, że moja sytuacja jest inna. Jestem organizatorem komercyjnej imprezy i mogę płacić tyle, ile uznam za opłacalne. Jeżeli sprowadzam na Open’era takie gwiazdy jak Kings of Leon, muszę pamiętać, że mają po kilkanaście propozycji przyjazdu na każdy dzień z całej Europy. Na szczęście pomaga mi coraz lepsza marka Open’era. Ostatnio wśród najważniejszych festiwali na świecie wymieniły nas „The Sunday Times” i „New Musical Express”.
[srodtytul]Rywalizacja miast[/srodtytul]
Zdaniem Filipa Berkowicza większość miast przesadza ze swoimi możliwościami, nie ma przemyślanej strategii i proponuje artystów z łapanki. Liczą na dużą frekwencję i trwałe miejsce na muzycznej mapie Polski, a za rok większość z tych imprez zniknie z mapy festiwalowej.
– Działamy w Krakowie w nieco inny sposób – mówi. – Jeśli tworzymy nowe przedsięwzięcie, to takie jak np. Selector Festival, który nie ma konkurencji w tej części Europy. Podstawą sukcesu jest też współpraca z najważniejszymi agencjami – Alter Art i Live Nation, jak też mediami – TVN czy RMF.
– Bydgoszcz ma szansę – mówi Ewelina Krysiak produkująca Smooth Jazz Festival. – Zaczęliśmy budować markę, zapraszając Macy Gray. Nie szastamy pieniędzmi, a zagraniczni agenci nie żądają zbyt wiele, bo chcą, żebyśmy za rok do nich wrócili.
– Miasto wydało na festiwal milion złotych – mówi Jerzy Woźniak, asystent prezydenta Bydgoszczy. – Ale kampania reklamowa, która nas promuje w Polsce, warta jest o wiele więcej.
– Dla Bydgoszczy ważna jest festiwalowa gala transmitowana w Dwójce – dodaje Ewelina Krysiak.
– Na pewno zmienia się filozofia organizowania koncertów dla miast – mówi Michał Merczyński, dyrektor poznańskiej Malty, który zaprezentuje poza Radiohead Jane’s Addiction i Nine Inch Nails. – Darmowe koncerty zabiły rynek polskich gwiazd, dlatego musimy zadbać, by nie zniszczyły zagranicznych. Przyszłość należy do imprez biletowanych, gdyż bardziej doceniamy i szanujemy to, za co musimy zapłacić.
Niebiletowane występy zabiły rynek polskich gwiazd. To samo grozi zachodnim
Masz pytanie, wyślij e-mail do autora: [mail=j.cieslak@rp.pl]j.cieslak@rp.pl[/mail]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA