Finanse

Europa tonie, polski deficyt rośnie

Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
Polska gospodarka na kryzysie ucierpi najmniej w Europie – przekonywali w piątek posłów szef rządu Donald Tusk i minister finansów Jacek Rostowski
Taki wniosek można też wysnuć, analizując prognozy międzynarodowych instytucji. Nawet Komisja Europejska, która szacuje, że nasz PKB skurczy się w tym roku o 1,4 proc., podaje, że gospodarka całej Unii i strefy euro odnotuje spadek sięgający 4 proc. Kraje, które dotąd rozwijały się najszybciej – Litwa, Łotwa i Estonia – nie unikną z kolei głębokiej recesji, ich gospodarki skurczą się o ponad 10 proc.
W tym kontekście rację ma szef resortu finansów, gdy mówi, że Europa tonie. Ale czy polskiej gospodarce rzeczywiście uda się w tym roku osiągnąć – jak twierdzi rząd – lekki wzrost? Zdaniem ekonomistów nawet jeśli na tle Europy i świata nie wyglądamy źle, to może się zdarzyć, że nie unikniemy recesji. Z ankiety przeprowadzonej przez „Rz” wśród krajowych ekspertów wynika, że nasza gospodarka może rosnąć w tempie 1,5 proc., ale równie dobrze może się skurczyć o 1,8 proc.
Niezależnie od tych prognoz wszyscy eksperci są przekonani, że nasz rząd będzie miał poważny problem z realizacją budżetu. Prognozę dochodów podatkowych oparto bowiem na przeświadczeniu, że wzrost gospodarczy sięgnie 3,7 proc. Ekonomiści podkreślają, że w zależności od tego, jak ostatecznie będzie się rozwijać w tym roku gospodarka, w kasie państwa może zabraknąć od 20 do 35 mld zł. Najbardziej pesymistyczny w wyliczeniach jest prof. Andrzej Wernik z Akademii Finansów, który uważa, że tegoroczny deficyt może być nawet o ponad 35 mld zł wyższy od założonych w budżecie 18,2 mld. Były minister finansów Mirosław Gronicki ostrzega, że na kondycję budżetu negatywny wpływ będą miały zwłaszcza dużo gorsze od założonych wpływy z podatku VAT. Jego zdaniem nowelizacja budżetu i podniesienie deficytu nawet do poziomu 30 – 35 mld zł są nieuniknione. Premier Tusk zapowiedział w piątek, że za półtora miesiąca rząd dokona przeglądu wydatków i znowelizuje budżet. Zaraz potem jednak minister finansów zastrzegł, że nie zwiększy deficytu, co będzie musiało oznaczać cięcia wydatków. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC, podkreśla jednak, że trzy czwarte wydatków publicznych jest wynikiem obowiązujących ustaw, a połowa z pozostałej części to wydatki inwestycyjne, których nie należałoby zmniejszać. Znaleźć oszczędności w pozostałej części – np. w płacach w sferze budżetowej – będzie bardzo trudno. W tej sytuacji ekonomiści są przekonani, że czekają nas podwyżki, np. składek na ZUS, nie wykluczają też wzrostu akcyzy. Ich zdaniem wyższy będzie także deficyt finansów publicznych, ponieważ fundusz drogowy czy ZUS będą się zmuszone zadłużyć w bankach komercyjnych, nie mogąc liczyć na dotacje z budżetu państwa.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL