fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Brat Pep

AFP
Jako piłkarz był symbolem Barcelony, jako trener jest tam traktowany jak nowy święty. Pep Guardiola, patron dobrego smaku, dialogu i błyskawicznych sukcesów
Koledzy małego Mariusa Guardioli mają z jego ojcem niepisaną umowę. Gdy Pep każdego ranka przywozi syna do szkoły, witają go, podsuną coś do podpisu, ale bez zbiegowiska, żeby nie drażnić nauczycielek. I tak było aż do poranka dwa tygodnie temu, gdy umowy nie dało się już dotrzymać. W oknach szkoły stanęły dzieciaki przebrane w koszulki Barcelony, a gdy przyjechali mały i duży Guardiola, zaczęły wiwatować. – Czemu klaszczą, papa? – zapytał Marius. – Bo są zadowoleni synku – odpowiedział Pep.
To był dzień, w którym do Katalonii wrócili zwycięzcy z Londynu, bohaterowie ostatniej minuty półfinału Ligi Mistrzów z Chelsea. Stało się to, co Guardiola obiecywał rok wcześniej, gdy ogłaszano, że zostaje nowym trenerem Barcelony: – Nie będę mówił o tytułach i pucharach. Ale mam przeczucie, że ludzie będą z nas dumni.
Siła słów to siła dzisiejszej Barcelony. Do podzielonej wcześniej szatni Guardiola wprowadził podczas swoich rządów to, czego tam najbardziej brakowało: przyjaźń i rozmowę. – Sprawia wrażenie zamkniętego, a przegadał ze mną po meczu kilkanaście minut, o sprawach moich i swoich – mówi Maciej Skorża, który z Wisłą Kraków grał przeciw Barcelonie w eliminacjach Ligi Mistrzów. Trenera Chelsea Guusa Hiddinka Guardiola zaskoczył, podchodząc do niego podczas półfinału, obejmując i mówiąc coś na ucho. Owinął sobie wokół palca kibiców, dziennikarzy, do których na konferencjach mówi po imieniu, i tych wszystkich, którym imponuje trener czytający katalońską poezję, fotografujący i zawsze gotowy do dyskusji. Przyjaciel pisarzy i projektantów. Piłkarski filozof ubrany jak model (jego partnerka Cristina Serra jest córką właścicieli domu mody), najchętniej w coś fioletowego. Nazywany wielkim uwodzicielem, ale uwodzący przede wszystkim siłą przykładu. Ktoś, kto pierwszy przychodzi do pracy i ostatni z niej wychodzi.
Nie udaje alchemika futbolu, tylko zarywa noce przed ekranem komputera, by rano po kilku godzinach analizowania meczów na DVD przekazać piłkarzom parę prostych komend. – On jest chory na futbol – mówi Xavi, rozgrywający Barcelony, który zna Guardiolę od dzieciństwa. I któremu Pep powiedział przed laty: – Ty odeślesz na emeryturę mnie, ale popatrz na Andresa Iniestę. On odeśle nas obu.
[srodtytul]Pierwszy wśród równych[/srodtytul]
KKilka dni przed owacją w szkole małego Guardioli (Josep ma jeszcze dwie córki, Marię i Valentinę, urodzoną w dniu gdy się dowiedział, że będzie trenerem pierwszej drużyny) Barcelona strzeliła Realowi sześć goli na jego stadionie w Madrycie, po meczu który nie był meczem, ale symfonią futbolu. Praktycznie już wówczas zapewniła sobie mistrzostwo Hiszpanii, a potem w Londynie – awans do finału Ligi Mistrzów (w najbliższą środę zagra z Manchesterem United w Rzymie).
Gdy Iniesta strzelał na boisku Chelsea gola dającego awans, jego trener na chwilę zapomniał kim jest i ruszył sprintem wzdłuż linii bocznej. Prawie tak jak 23 lata temu, gdy Barcelona na swoim stadionie Camp Nou, też w walce o finał Pucharu Europy, pokonała po rzutach karnych IFK Goeteborg, a nastoletni chłopak do podawania piłek przebiegł boisko łamiąc wszelkie przepisy, bo chciał się cieszyć z piłkarzami. Można to obejrzeć na archiwalnych filmach. Nawet nie jest trudno rozpoznać, że ten chudy piętnastolatek to Josep Guardiola.
Zanim przeprowadził się do domu w starej części Barcelony, spędził pół życia dosłownie na kilku hektarach koło stadionu Camp Nou. Jako trzynastolatek wszedł z torbą większą od siebie do La Masia, starej farmy, w której mieści się internat dla młodych piłkarzy Barcy. Rodzinny dom w Santpedor pod Barceloną, gdzie mieszkał z rodzicami i trójką braci, zamienił na pokój na piętrze, z widokiem na Camp Nou i boisko treningowe. Tu Josep stał się Pepem, chodził do szkoły obok stadionu, poznał Tito Vilanovę i Aureli Altimira, którzy dziś są jego asystentami w klubie. Ale przede wszystkim poznał Johana Cruyffa, Holendra z urodzenia, a Katalończyka z wyboru. Najpierw piłkarza, potem trenera, a do dziś szarą eminencję klubu. Wielkiego gadułę, który przed laty wymyślił, że Barcelona ma grać tak, jakby czas zatrzymał się kilka dekad wcześniej: wymieniając setki podań, pięknie i szybko.
Dla Cruyffa zobaczyć piękne podanie było większym przeżyciem niż obejrzeć piękną bramkę. Tego kazał uczyć w La Masia. Dzielenia się piłką tak, żeby zawsze była w ruchu. Zdecydował, że temu mechanizmowi rytm nadawał będzie wygadany, wysoki chłopak ze szkółki, który zawsze o coś pytał na odprawach.
Guardiolę nazywano piłkarskim dzieckiem Cruyffa. Mówił, że gdyby nie Holender, skończyłby jako piłkarz w trzeciej lidze. Cruyff pozwolił mu wymyślić pozycję dla siebie, głęboko cofniętego rozgrywającego z numerem 4. Gdyby Guardiolę-piłkarza rozebrać na części pierwsze, żadna nie okazałaby się perfekcyjna. Nie był ani szybki, ani twardy, średnio grał głową, nie ciągnęło go pod bramkę. To całość tworzyła perfekcję. Guardiola był trenerem na boisku, grał w piłkę krzycząc i myśląc. Dostrzegał wszystko ułamek sekundy przed innymi. Nadawał rytm i regulował go. Podanie, wyjście na pozycję, przyjęcie, podanie i tak w kółko. Jeden z ówczesnych piłkarzy, zapytany o styl gry Guardioli, odpowiedział słynnym: – Pam pam pam, pam pam pam, pam pam pam.
[srodtytul]Romantyczna legenda[/srodtytul]
NNie zawsze było mu z Barceloną tak dobrze, jak w maju 1992 roku, gdy jego klub pierwszy raz zdobył Puchar Europy, a on jako kapitan wniósł trofeum na balkon siedziby Generalitat (katalońskiego rządu), i krzyknął do tłumu słynne „Ja la teniu aqui!“, co można by swobodnie przetłumaczyć: „Oto jest!“ Dziewięć lat później ze łzami w oczach zapowiadał na konferencji, że po 17 latach i 16 zdobytych trofeach odchodzi z klubu, bo jest zmęczony presją otoczenia. Jedna z wersji mówiła, że zraniły go plotki o jego rzekomym homoseksualizmie, powtarzane przez kogoś z władz Barcy. Wybierał nowe drużyny najgorzej jak mógł, m.in. włoskie Brescię i Romę, gdzie nie tylko niespecjalnie szło mu na boisku, ale miał pozytywny wynik testu antydopingowego. Wykryto u niego nandrolon, ale i ta mała rysa na wizerunku się nie ostała, bo włoski sąd ostatecznie orzekł, że Guardiola jest niewinny.
Wrócił w końcu do Katalonii. Przeprosił się z Barceloną, największą piłkarską demokracją na świecie, która na sztandarach ma wypisane „Więcej niż klub“. Ta romantyczna legenda czasami zamazuje rzeczywistość. Stojąca za Barcą machina biznesowa firmy Nike i kłębowisko żmij w zarządzie chowają się za mitami dla kibiców. Ale akurat Pep jest z krwi i kości.
[ramka][b]Pep Guardiola - 38 lat [/b]
Prowadzi drużynę, która gra tak, że nawet rywale biją brawo. W pierwszym roku pracy z Barceloną zdobył już mistrzostwo Hiszpanii i Puchar Króla. Jeśli w środę dołoży do tego Puchar Europy, osiągnie w kilkanaście miesięcy to, czego inni nie mogą przez całe życie[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA