Styl życia

Powrót Kopciuszka

Julia Ormond
Materiały Promocyjne
Kiedy w połowie lat 90. oczarowała Hollywood rolami w „Wichrach namiętności” i „Sabrinie”, wróżono jej karierę Julii Roberts, porównywano do Audrey Hepburn... Ale piękna Brytyjka Julia Ormond nagle zniknęła z ekranów. Powróciła triumfalnie po prawie dekadzie
Czułam się wewnętrznie wypalona jako aktorka – wspomina Julia Ormond. – Przyjęłam kilka propozycji bardzo podobnych do siebie i zrozumiałam, że wpadam w rutynę. Brakowało mi wyzwań. A łatwizna to dla aktora pocałunek śmierci. Żeby całkiem się nie zniechęcić, musiałam zrobić sobie przerwę, zająć się czymś innym.
Ryzyko było duże, ale decyzja okazała się słuszna. 44-letnia gwiazda nigdy nie była tak zapracowana jak przez ostatni rok. Zagrała w „Ciekawym przypadku Benjamina Buttona” i „Che – Rewolucji”, gościnnie wystąpiła w kilku odcinkach popularnego serialu „CSI: Kryminalne zagadki Nowego Jorku”. To był powrót w naprawdę wielkim stylu. – Nie żałuję, że to są role drugoplanowe – mówi Ormond. – Wprost przeciwnie. Grając główne role, nigdy nie ma się takiej swobody. Mam poczucie, że odzyskałam kontrolę nad swoim życiem i robię to, co daje mi najwięcej satysfakcji.
Nie chodzi tylko o kino. Aktorka od lat angażuje się w działalność filantropijną, założyła fundacje, których celem jest walka z przestępczością, przemytem i handlem ludźmi. Została Ambasadorem Dobrej Woli ONZ. Przede wszystkim jednak – urodziła córkę. Mówi, że to najbardziej odmieniło jej życie: nauczyło odpowiedzialności i wciąż motywuje do pracy nad sobą. – Zmiany są potrzebne, bo rozwijają człowieka i hartują – uważa. – Przeprowadzki, najpierw z Londynu do Ameryki, do Nowego Jorku, potem do Los Angeles, były kolejnymi etapami. Dziś moim domem jest Nowy Jork. Na jak długo? Nie wiem. Nie zapominam o korzeniach. Nadal czuję się Brytyjką i Europejką. Urodziła się 4 stycznia 1965 roku w Epsom w Anglii. W domu, z którego pochodzi, sztuka była stawiana na piedestale. Dziadkowie byli artystami, rodzice – matka laborantka i ojciec biznesmen, który dorobił się milionów w branży komputerowej – chcieli zapewnić dzieciom jak najlepsze wykształcenie. Julia rozpoczęła edukację w renomowanej prywatnej szkole. Była jeszcze bardzo mała, gdy rodzice się rozwiedli. Jako dziecko z rozbitej rodziny czuła się inna niż rówieśnicy, stała się odludkiem, potem zbuntowaną nastolatką, chłopczycą, która od baletu wolała hokej. Początkowo chciała iść w ślady dziadków i zostać artystką, ale po roku w szkole plastycznej zrozumiała, że naprawdę pociąga ją aktorstwo. W 1988 roku skończyła prestiżową Webber-Douglas Academy of Dramatic Art w Londynie. Dziś się śmieje, że start w zawodzie zawdzięcza... umiejętności robienia zeza. Podbiła w ten sposób serca komisji podczas castingu do reklamy serka. Zaczęła występować na scenie i odnosić sukcesy, w 1989 roku dostała nagrodę londyńskich krytyków dla najlepszej debiutantki za rolę w sztuce „Faith, Hope and Charity”. Zwróciła na siebie uwagę jako Katarzyna w scenicznej wersji „Wichrowych wzgórz”. I tak bardzo wczuła się w tę postać, że naprawdę zakochała się w swoim partnerze Rorym Edwardsie grającym Heathcliffa. Ale i ta romantyczna historia nie zakończyła się happy endem – małżeństwo rozpadło się po pięciu latach. Popularność przyniosła Julii Ormond tytułowa rola w telewizyjnej biografii rosyjskiej carycy – „Młoda Katarzyna” (1991). W telewizji zagrała jeszcze m.in. żonę Stalina – „Stalin” (1992). Wystąpiła w głośnym „Dzieciątku z Macon” Petera Greenawaya i kostiumowym „Nostradamusie”. Ale prawdziwym przełomem był hollywoodzki melodramat z wojną w tle „Wichry namiętności” (1994), gdzie Ormond zagrała u boku m.in. Anthony’ego Hopkinsa i Brada Pitta. Zaraz potem przyszła propozycja głównej roli w „Sabrinie” (1995) – rozgrywającej się w realiach współczesnego Nowego Jorku kolejnej wersji bajki o Kopciuszku, który zakochuje się w przystojnym i bogatym biznesmenie (Harrison Ford). Film, który wyreżyserował Sydney Pollack, to remake klasyka z lat 50. – wówczas Sabrinę zagrała Audrey Hepburn. Jeszcze w tym samym roku Julię można było oglądać w „Rycerzu króla Artura” jako piękną Ginewrę rozdartą między miłością do Króla Artura (Sean Connery) a skłonnością do przystojnego Lancelota (Richard Gere). Sukces chyba najbardziej zaskoczył samą Julię. Aktorka czuła w dodatku, że role, wokół których zrobiło się tyle szumu, nie były wcale kreacjami na miarę jej talentu i możliwości. Nie chciała być tylko ładną buzią. Uznała, że powinna się wycofać. To nie znaczy, że zupełnie zrezygnowała z grania. Zaczęła jednak wybierać propozycje mniej komercyjne – założyła własne studio i nakręciła poruszający dokument o bośniackich kobietach przetrzymywanych w serbskim obozie – „Calling the Ghosts: A story of Rape, War and Women” (1996), za który dostała dwie nagrody Emmy. Potem na rok wyjechała do Rosji, żeby zagrać u Nikity Michałkowa w „Cyruliku Syberyjskim” (1999). W 1999 roku ponownie wyszła za mąż za amerykańskiego biznesmena Jona Rubina. Pięć lat później urodziła córkę Sophie. [i]Cyrulik syberyjski 12.45 | Ale Kino! | PIĄTEK Sabrina 21.20 | TVP 1 | NIEDZIELA[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL