Piłka nożna

Pierwszy sukces Smudy

Piłkarze Lecha z Pucharem Polski. Po pięciu latach trofeum wróciło do Poznania
Fotorzepa, Bartosz Siedlik
Puchar Polski dla Lecha, W finale zespół z Poznania wygrał z Ruchem Chorzów 1:0 i piąty raz w historii klubu zdobył trofeum
Lech był faworytem finału, bo miał lepszych zawodników niż Ruch. Ale lepsi nie zawsze zwyciężają. W tym sezonie ligi Ruch wygrał z Lechem w Chorzowie i niedawno zremisował w Poznaniu. W dodatku finał rozgrywany był na Stadionie Śląskim, na którym Ruch gra w ekstraklasie. Tym razem miał za sobą 16 tysięcy zwolenników, Lech około 8 tysięcy.
Lech - wiadomo. To jeden z niewielu zespołów w lidze, których wszystkich piłkarzy zna większość kibiców. Rzadko przegrywa i ma na pewno więcej atutów niż Ruch. Kiedy już w pierwszej minucie Remigiusz Jezierski na linii bramkowej ostro zaatakował Manuela Arboledę (za co otrzymał żółtą kartkę), wydawało się, że to zapowiedź twardej walki. Nic z tego. Cały mecz stał na przeciętnym poziomie, akcje prowadzone były w wolnym tempie, kończyły się zazwyczaj na obrońcach. Bramkarze nie mieli okazji, żeby stać się bohaterami finału.
Lech robił znacznie lepsze wrażenie. O jego akcjach, w których kilku zawodników przekazywało sobie piłkę, wchodząc na pole karne, można mówić tylko dobrze. Za ustawionym tym razem z lewej strony pomocy Robertem Lewandowskim chorzowianie nie nadążali. A kiedy Lewandowski podawał do Hernana Rengifo lub Tomasza Bandrowskiego, obrońcy nie byli w stanie temu zapobiec. W jednej z takich akcji stoperzy Ruchu w ostatniej chwili wybili piłkę spod nóg Peruwiańczyka. W innej Tomasz Bandrowski padł w polu karnym. Kiedy wszyscy spodziewali się rzutu karnego, sędzia Tomasz Mikulski ukarał Bandrowskiego żółtą kartką za wymuszenie jedenastki. Andrzej Juskowiak, który na takich sytuacjach zna się jak mało kto, skomentował: – Dla mnie to był karny. Bandrowski chciał jednak przedobrzyć, przewrócił się zbyt teatralnie i sędzia uznał, że udawał. Jedyna bramka padła pięć minut po przerwie po strzale Sławomira Peszki. Od tej pory Lech grał tak, żeby utrzymać przewagę i za bardzo się nie zmęczyć. W sobotę czeka go bardzo ważny mecz z Polonią w Warszawie, a potem z Cracovią. Przy szczęśliwym zbiegu okoliczności Lech może zdobyć także tytuł mistrza Polski. Ruch, który z kolei broni się przed spadkiem, nie mając nic do stracenia, ruszył do ataku, ale poza wolą i ambicją nie miał większych atutów. Najlepszą sytuację chorzowianie mieli nie po akcji, ale po rzucie wolnym Tomasza Brzyskiego. Jego strzał z około 25 metrów z trudem obronił Ivan Turina. Lech wygrał zasłużenie. Trener Franciszek Smuda zdobył swój pierwszy Puchar Polski. Manuel Arboleda, jak ma w zwyczaju w takich szczególnych chwilach, pokazał podkoszulek z napisem: „Dziękuję! Jezus. Polska. Lech Poznań. Smuda“. I pobiegł do szatni po kolumbijską flagę, którą się owinął. Hernan Rengifo miał już przygotowaną flagę peruwiańską. Wszyscy piłkarze Lecha włożyli białe T-shirty z napisem „Kolejorz“ i wizerunkiem Pucharu Polski. [ramka][b]Mówią trenerzy[/b] Franciszek Smuda: Dobry mecz. W finałach nie pada dużo bramek. Kiedy strzeli się jedną, trzeba już pilnować wyniku. A nas czekają jeszcze ważne mecze w lidze. Waldemar Fornalik: Gratuluję trenerowi Smudzie i Lechowi, bo był dziś drużyną lepszą. Ale my chyba nie zrobiliśmy wstydu.[/ramka] [ramka]Ruch Chorzów – Lech Poznań 1:0 (0:0) Bramka: S. Peszko (50). Żółte kartki: R. Jezierski, R. Grodzicki (Ruch), T. Bandrowski, I. Turina (Lech). Sędziował T. Mikulski (Lublin). Widzów 25 000 Ruch: Pilarz - Jakubowski, Adamski, Grodzicki, Brzyski - Grzyb, Baran, Pulkowski (77, Straka), Nowacki (52, Sobiech), Balaz - Jezierski (66, Janoszka) Lech: Turina - Kikut, Arboleda, Tanevski, Luis Henriquez - Peszko (89, Wilk), Lewandowski, Stilic (71, Injac), Murawski, Bandrowski - Rengifo[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL