Społeczeństwo

Debata bez „Solidarności” i OPZZ

W debacie z premierem Donaldem Tuskiem wzięli udział przedstawiciele mniejszych związków
Fotorzepa, Piotr Wittman Piotr Wittman
Stoczniowcy odrzucili zaproszenie premiera. Zrywamy debatę – ogłosiły wczoraj „S” i OPZZ. Związkowcy chcieli, by Tusk spotkał się z nimi przed stocznią na ich warunkach. Ale szef rządu zignorował ich i wziął udział w zapowiedzianej wcześniej debacie, z mniejszymi związkami
Losy telewizyjnej debaty Donalda Tuska ze stoczniowcami ważyły się wczoraj cały dzień. Choć już w zeszłym tygodniu „Rz” pisała, że duże związki mogą z niej zrezygnować, jeszcze przed południem rzecznik rządu Paweł Graś przekonywał, iż rozmowa dojdzie do skutku. Ostatecznie „S” i OPZZ zdecydowały, że nie wezmą w niej udziału.
Powód? Premier zaprosił na nią dwa mniejsze związki Stoczni Gdańskiej: „Okrętowca” oraz Związek Inżynierów i Techników. Zdaniem „S” i OPZZ są one niereprezentatywne, a ich zaproszenie to próba rozbicia jedności stoczniowców. – Wiedząc, że nie wygra, premier postanowił wziąć na debatę swoje przybudówki, które nie będą go atakować – stwierdził Roman Gałęzewski, szef stoczniowej „Solidarności”.
– Moi koledzy poczuli się oszukani i to ich święte prawo – powiedział „Rz” szef NSZZ „S” Janusz Śniadek. Premiera zaprosił do poważnej rozmowy o sprawach Polski, ale po wyborach. Zdecydowana odmowa największych związków nie zniechęciła jednak premiera. – Podtrzymujemy zaproszenie. Mamy nadzieję, że „S” i OPZZ pojawią się na debacie. Krzesła będą na nich czekać – mówił Graś. – Nie chcemy nikogo wykluczać. Nie wiem, dlaczego „Solidarność” tak się boi dyskusji. Na te słowa natychmiast zareagował wiceszef stoczniowej „S” Karol Guzikiewicz. – Nie tchórzymy przed debatą – mówił. Po czym związkowcy zaprosili premiera Tuska na rozmowę o godzinie 19 przed bramą stoczni. – Skoro premier zmienia zasady, to i my je zmieniamy – tłumaczyli „Rz”. Niespodziewanie kandydat PO do europarlamentu i były przewodniczący „S” Marian Krzaklewski zaapelował do premiera, by pojechał pod stocznię. Ale propozycję związkowców Graś skomentował: – To rozpaczliwa próba uniknięcia oskarżeń o tchórzostwo, które płyną pod adresem związków. Od kilku dni telewizje rezerwują czas na 20. Wtedy czekamy. Związkowcy zgromadzili się przed bramą nr 2 stoczni. Pod niebieskim namiotem na premiera na próżno czekało kilkunastu stoczniowców z prałatem Henrykiem Jankowskim. Z zadowoleniem przyjęli sondaż TVN 24, z którego wynikało, że aż 63 proc. Polaków winą za zerwanie debaty obarcza rząd. Tusk po 20 zjawił się na Politechnice Gdańskiej. Debata, choć w okrojonym kształcie, odbyła się. W jej trakcie premier zapewnił stoczniowców, że nie zostawi ich bez pomocy, gdyby Komisja Europejska nie zaakceptowała planu restrukturyzacji zakładu. Szef rządu poinformował też, że Stocznia Gdańska otrzymała „mniej więcej 600 – 700 mln zł” pomocy publicznej. Po wysłuchaniu debaty Guzikiewicz zażądał powołania sejmowej komisji śledczej w sprawie prywatyzacji Stoczni Gdańskiej. Jego zdaniem premier kłamał i podał nieprawdziwe informacje w sprawie publicznej pomocy dla stoczni. Z przebiegu spotkania zadowoleni są za to politycy PO. –Premier jest człowiekiem, który chce dobrze, i to pokazał – uważa poseł Arkadiusz Rybicki. – Przykro, że związkowcy się nie zjawili. To cyniczni gracze. Woleli siedzieć przed stocznią i robić cyrk. Zupełnie inaczej ocenia to opozycja. – Wielki show, którego nie było – komentuje Joanna Kluzik-Rostkowska (PiS). – Patrząc na to, czułam się wręcz zażenowana. Na miejscu premiera po prostu odwołałabym tę dyskusję – dodaje. – Trudno to nazwać debatą. To było spotkanie premiera z osobami, które nie wchodziły z nim w spór – mówi „Rz” lider SLD Grzegorz Napieralski. – O problemach polskich stoczni i sposobach ich rozwiązania nie dowiedzieliśmy się nic. Zdaniem Eryka Mistewicza, specjalisty od marketingu politycznego, wczorajsze spotkanie przegrały obie strony. – Premier był dobrze przygotowany do debaty. Problem w tym, że nie miał z kim dyskutować, więc wypadła blado – ocenia politolog Bartłomiej Biskup. – Trudno powiedzieć, aby był to PR-owy sukces rządu.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL