Koszykówka

Wielki powrót Turowa

Fotorzepa, BS Bartek Sadowski
W drugim meczu o mistrzostwo Polski mężczyzn zespół ze Zgorzelca nieoczekiwanie wygrał w Sopocie z broniącym tytułu Asseco Prokomem 93:84 i wyrównał stan finałowej rywalizacji na 1-1.
Od początku było to zupełnie inne spotkanie niż pierwsze, wysoko wygrane przez Prokom. Tym razem goście nie pozwolili rywalom wygrać walki o zbiórki. Do przerwy mecz był zacięty i wyrównany. Żadna z drużyn nie uzyskała przewagi wyższej niż osiem punktów.
W przerwie na trybunach Hali Stulecia pojawił się przewodniczący rady nadzorczej klubu z Sopotu i jego wieloletni główny sponsor Ryszard Krauze. Wydawało się, że jego obecność pozytywnie natchnęła zespół gospodarzy, tak jak w trzech poprzednich meczach play-off w przekonywujący sposób wygranych przez Prokom. Po seryjnie zdobywanych punktach przez Qyntela Woodsa oraz rzutach z dystansu Davida Logana i Filipa Dylewicza w 25. minucie gospodarze prowadzili już 68:47 i chyba nikt na trybunach nie wierzył, że mogą to spotkanie przegrać. Obrona strefowa, konsekwentnie stosowana przez Turów w drugiej połowie, okazała się jednak zabójcza dla mistrzów Polski. Gracze Prokomu, odrzuceni od kosza, przestali nagle trafiać także z dystansu. Ich kolejne niepowodzenia i malejąca przewaga nastawiły z kolei celowniki zawodników Turowa, którzy ostatnie dziesięć minut meczu wygrali aż 34:14. Po rzucie Roberta Witki za trzy w 35. minucie odzyskali prowadzenie (71:70) i już do końca kontrolowali wynik. W ostatniej kwarcie goście, grający we wtorek bez kontuzjowanego rozgrywającego Bryana Baileya, trafili aż siedmiokrotnie za trzy punkty (Alex Harris - 3/3 w niezwykle ważnych momentach).
Ale sukces zawdzięczają przede wszystkim najlepszemu na parkiecie Tyusowi Edneyowi (17 pkt, 7 zb., 8 as.), doskonale prowadzącemu grę i zdobywającemu w końcowce punkty po indywidualnych akcjach pod kosz (4/5 za dwa) lub rzutach wolnych (9/9) [ramka]Asseco Prokom Sopot - Turów Zgorzelec 84:93 (25:22, 25:22, 20:15, 14:34) Punkty – dla Asseco: P. Burke 19, D. Ewing 15, Q. Woods 15, R. Burrell 10, F. Dylewicz 10, D. Logan 9, P. Zamojski 6; dla Turowa: D. Drobnjak 23, T. Edney 17, D. Milijković 13, Ch. Daniels 13, A. Harris 13, R. Witka 12, K. Roszyk 2. Stan rywalizacji (do czterech zwycięstw) 1-1. Kolejne mecze odbędą się w piątek i niedzielę w Zgorzelcu.[/ramka] [ramka][b]Powiedzieli Paweł Turkiewicz, trener Turowa:[/b] Cieszę się, że udało nam się wrócić do gry w tym meczu i w całej rywalizacji. Mieliśmy zły początek drugiej połowy, ale moi zawodnicy grali do końca. Założyliśmy sobie dyscyplinę w obronie i ataku i wykorzystaliśmy swoje atuty. Dziś wygraliśmy też zbiórki, bo byliśmy bardziej agresywni pod tablicami. [b] Tomas Pacesas, trener Prokomu: [/b]Wierzę, że możemy wygrać finałową rywalizację, chociaż straciliśmy przewagę własnego parkietu. Moim zawodnikom zabrakło determinacji. Wygrywając dwudziestoma punktami, niektórzy pomyśleli, że poprawią swoje statystyki i grali zbyt indywidualnie. Piłka nie chodziła między graczami. Na pewno mamy dużo do przemyślenia. Qyntel Woods dobrze zaczął, ale w końcówce nie trafił czterech wolnych. [b] Robert Witka, kapitan Turowa: [/b]Gdy Prokom odskakiwał, musieliśmy coś zmienić w naszej grze. Rywale po pięknym starcie przestali grać. Byli zaskoczeni naszą obroną strefową, a my wreszcie zaczęliśmy trafiać po drugiej stronie boiska. [b] Przemysław Zamojski, Prokom:[/b] Wydawało się, że w po trzeciej kwarcie mamy bezpieczną przewagę. Okazało się, że w czwartej nie mieliśmy recepty na grę rywali. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL