fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Politycy na ty, czyli Donek i inni

Donald Tusk i Lech Kaczyński są po imieniu od bardzo dawna, w gdańskiej opozycji. Na zdjęciu w Sejmie w 1992 roku
Fotorzepa, ms Michał Sadowski
Kto komu mówi po imieniu? W klubach parlamentarnych to norma. – Tylko w PiS mają skłonność do "panowania się" – mówi poseł Platformy Sławomir Nitras
Lutek i Jarek, tak przez lata mówili do siebie Ludwik Dorn i Jarosław Kaczyński. Od politycznego rozstania, ku zdumieniu wspólnych znajomych, Dorn nie mówi już o prezesie PiS inaczej niż "pan Kaczyński".
Ich relacje były związkiem pary przyjaciół zafascynowanych polityką. I właśnie przyjaźń w tym wzajemnym "tykaniu" miała kluczowe znaczenie. Należą bowiem do osób, które trzymają dystans i z niewielu politykami są na ty. Prezes PiS jest nawet zwycięzcą nieformalnego rankingu "Rz" na parlamentarzystów, którzy najmniej chętnie zwracają się do innych po imieniu. Bo wśród posłów mówienie do siebie na ty jest normą.
[srodtytul]Jednak "panie premierze" [/srodtytul]
W ramach klubu parlamentarnego to niemal oczywistość. – Tylko w Klubie PiS mają skłonność do "panowania się". Bardzo się zdziwiłem, gdy okazało się, że Paweł Kowal i wicemarszałek Krzysztof Putra mówią do siebie "pan" – wspomina Sławomir Nitras, poseł PO.
Donald Tusk w poprzednich kadencjach był na ty w zasadzie ze wszystkimi partyjnymi kolegami. Zmieniło się to dopiero teraz. Większość pierwszoroczniaków, czyli nowych parlamentarzystów, zwraca się do niego "panie premierze". Nawet młoda i atrakcyjna posłanka Joanna Mucha, która szefowi rządu podobno bardzo się podoba.
Ale bycie po imieniu często zdarza się również w relacjach pomiędzy przedstawicielami różnych partii.
– Z niemal wszystkimi byłem po imieniu. Z Jankiem Rokitą przeszedłem na ty dawno temu, podczas przedłużających się do nocy obrad jednej z sejmowych podkomisji – opowiada Krzysztof Janik, były prominentny poseł SLD. – Odbyło się to bez specjalnych ceregieli. Podaje też najszybszy, dość często praktykowany sposób przechodzenia na ty na sali sejmowej: – Ma to miejsce, gdy pod adresem aktualnie przemawiającego posła padają z ław sejmowych okrzyki: "Ty wale!".
[srodtytul]Towarzysza zastąpił Zbyszek [/srodtytul]
O tym, że w polityce przechodzi się na ty w naturalny sposób, bez żadnego bruderszaftu, opowiadają wszyscy rozmówcy "Rz". To skraca dystans i może ułatwiać porozumienie. Prywatne relacje podczas trudnych negocjacji bywają przydatne. – Można w drażliwym momencie zmienić temat, przejść na wątek prywatny, aby rozładować atmosferę – zaznacza Teresa Kamińska, minister w rządzie Jerzego Buzka.
Kamińska, podobnie jak wielu polskich polityków, wywodzi się z ruchu związkowego. Tam wszyscy byli i są na ty. Podobnie jak byli solidarnościowi opozycjoniści. Działając w podziemiu, trudno było do siebie mówić "panie Zbigniewie". Nawet w PZPR, skąd wywodzi się sporo polityków lewicy, towarzysza często zastępował "Zbyszek". – Gdy w latach 80. zacząłem pracować w Komitecie Centralnym PZPR, ze zdziwieniem zobaczyłem, że wszyscy są tam ze sobą po imieniu – mówi Janik.
Natomiast politycy młodszego pokolenia najczęściej działali w organizacjach młodzieżowych, takich jak NZS. Potem, wzorując się na zachodniej modzie, przejęli angielski sposób zwracania się do siebie per "you". – Pod koniec Sejmu pierwszej kadencji (1991 – 1993 – red.) bycie ze sobą po imieniu stało się normą – twierdzi Paweł Piskorski, eurodeputowany, dawniej poseł PO. Jest na ty z większością polityków, również z Aleksandrem Kwaśniewskim.
– Wyjątki oznaczają zazwyczaj bardzo chłodne relacje. Nigdy nie byłem na ty na przykład z Maciejem Giertychem i jego synem Romanem – mówi.
[srodtytul]Powaga urzędu [/srodtytul]
Mimo że większość ministrów we wszystkich rządach po 1989 r. była ze sobą na ty, podczas obrad Rady Ministrów formuła "panie premierze", "panie ministrze" była żelazną zasadą.
– To wynika z powagi urzędu – tłumaczy Kamińska. O "tykaniu" zapomina się podczas oficjalnych i ważnych obrad. – Gdy zostawałem dyrektorem gabinetu ministra Józefa Kozioła w Kancelarii Prezydenta Jaruzelskiego, otrzymałem od niego dwie instrukcje. Po pierwsze, powiedział: będziesz teraz więcej zarabiać, ale musisz sobie kupić porządny garnitur. I po drugie: – Gdy jest z nami ktoś trzeci, nawet jeśli będzie to nasz wspólny znajomy, mówisz do mnie "panie ministrze".
Kiedy ekipa Lecha Wałęsy przejmowała prezydencki urząd, przyjechał do kancelarii Jacek Merkel, który miał być nowym ministrem, ze swoimi ludźmi. "Starzy" urzędnicy usłyszeli, że współpracownicy Merkla mówią do niego "Jacku". – Tu jest Kancelaria Prezydenta, tu się mówi "panie ministrze" – usłyszał reprymendę człowiek z ekipy Merkla. Podszedł więc zszokowany do szefa, mówiąc: – Jacek, k..., oni mi mówią, że mam ciebie nazywać panem ministrem.
[srodtytul]Ty to nie you [/srodtytul]
Psycholog Jacek Santorski potwierdza opinie politycznych rozmówców "Rz", że bycie po imieniu dla polityków jest dodatkowym środkiem ułatwiającym porozumienie. Ale przestrzega: – Angielskie you to wcale nie to samo co polskie ty. You jest mniej inwazyjne. Odkryłem to, gdy usłyszałem, że polska asystentka anglojęzycznego prezesa w pełni akceptuje, jak szef mówi do niej "you", ale nie czułaby się dobrze, jeśli zwracałby się "ty, Kasiu".
Zdaniem Santorskiego ważna jest gradacja stopni zażyłości, a także manifestowanie jej we właściwym momencie: – Najlepiej zaczynać od "panie prezesie", następny etap to "panie Janku" i wreszcie "Janku". Dopiero w tej ostatniej konwencji można powiedzieć wprost: "Janku, wygłupiłeś się".
Gdy politycy debatują w studiu radiowym bądź telewizyjnym, zwracają się do siebie formalnie: panie prezesie, panie pośle, panie ministrze. Choć często są ze sobą od lat na ty.
– Jeśli polityk w pewnym momencie dyskusji zwróci się do adwersarza: "Janku, no pomyśl, to przecież jest chyba inaczej", może się to okazać skutecznym zabiegiem wprowadzającym wymianę argumentów na pożądany tor – mówi Santorski. – Ale pod warunkiem, że ta socjotechniczna metoda nie będzie nadużywana.
[srodtytul]Jedyna taka osoba[/srodtytul]
W telewizyjnym studiu rzeczywiście rzadko się zdarza, by politycy mówili do siebie po imieniu. Podczas debaty Donald Tusk – Jarosław Kaczyński szef PiS zastanawiał się głośno, jak ma się zwracać do swojego dyskutanta. Tusk odparował: – Mów mi Donek.
Lech Kaczyński i Donald Tusk są po imieniu od bardzo dawna, od czasu działalności w gdańskiej opozycji. Bliscy i ci, którzy się pod takich podszywają, mówili do obecnego premiera właśnie "Donek". Tusk jest na ty także z bratem prezydenta Jarosławem. Ale też z Aleksandrem Kwaśniewskim, i to od dawna. Nie był na ty z Lechem Wałęsą, który nie szafuje mówieniem do innych po imieniu. Nieprawdą są natomiast doniesienia "Dziennika", że byli prezydenci Lech i Aleksander są na ty od kilkunastu dni. Olkują i Lechują się już od kilku lat.
Jedną z nielicznych osób, które są po imieniu zarówno z obu braćmi Kaczyńskimi, jak i z Tuskiem, jest była dziennikarka, posłanka PiS Joanna Kluzik -Rostkowska. Tuska poznała w środowisku gdańskich liberałów, Jarosław był jej szefem w "Tygodniku Solidarność", <\f>z Lechem pracowała w okresie jego prezydentury w stolicy. Po kilku miesiącach współpracy i różnych podchodach Lech zdecydował się wreszcie zapytać podwładną, dlaczego nie chce się do niego zwracać po imieniu. – Zrobię to z całą przyjemnością – odparła.
Bo problem przechodzenia na ty pomiędzy kobietą i mężczyzną, także w polityce, to oddzielna historia.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA