fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Majówka za trzy grosze

Jeśli na biwaku chcemy usmażyć jajka sadzone, wystarczy na patyku w kształcie widełek rozpostrzeć kawałek folii i powstanie zaimprowizowana patelnia
Corbis
Może to dzięki dymom nad łąkami potrawy z ogniska mają smak, którego nigdy nie zdobędą cywilizacyjne frykasy
Adepci surwiwalu potrafią gotować zupy w garnku z kory brzozowej, zbudować piekarnik z gliny i gałęzi, nie wspominając o domu z bierwion z kuchnią i lodownią budowanego tylko z pomocą traperskiego noża. My, zwykli śmiertelnicy, możemy się wspomóc przedmiotami, które pozwolą nam wyjść poza pyszny (choć na dłuższą metę nie do zniesienia) zestaw ogniskowy, czyli pieczone ziemniaki i kiełbaski na patyku.
[srodtytul]O wyższości folii aluminiowej[/srodtytul]
Na bezdrożach bez noża jak bez ręki. Do tego łyżka, metalowy kubek i miska, ewentualnie lekka plastikowa deska. Na wypadek niepogody można się asekurować prymusem. Warto zabrać szczypce, choć prawdziwi skauci potrafią się bez nich obyć. Jednak mieszczuchom pozwolą z łatwością wyjmować gorące potrawy bez azbestowych dłoni.
Współczesny Robinson, obok strzelby, wygrzebałby ze skrzynek profesjonalną folię aluminiową. Jest mocniejsza od normalnej, pokaźna rolka sporo waży, ale na wyprawę można zabrać tylko kilka arkuszy. Dzięki niej możemy zrobić prawie wszystko.
Brakuje lejka – wystarczy kawałek zwinąć w tutkę. Chcemy usmażyć jajka sadzone – wystarczy na patyku w kształcie widełek rozpostrzeć kawałek folii i otrzymamy zaimprowizowaną patelnię.
Zawińmy w folię płaski kamień i rozgrzejmy go dobrze w ognisku. Uzyskamy w ten sposób świetny stempel, dzięki któremu mięso równomiernie się upiecze.
Oczywiście najlepszym pomysłem są wszystkie dania pieczone w folii. Wystarczy wrzucić pokrojone warzywa, mięso lub ryby, doprawić solą i przyprawami, skropić oliwą. Zamknąć folię, zaginając krawędzie na zakładkę. Zostawić je przysypane żarem, by otrzymać aromatyczne paczuszki. Jeśli dania mają być chrupiące, trzeba zostawić mały otwór dla uciekającej pary.
[srodtytul]Niezbędnik z patyków [/srodtytul]
Kuchmistrz polowy musi być nade wszystko władcą ognia. Tylko amatorzy do gotowania rozpalają wielkie ognisko. Kończy się to heroicznymi próbami zbliżenia się do potrawy, która się zwęgla w najlepsze. Znawcy tematu rozpalają ognicho dla światła i atmosfery, a do gotowania wystarcza im żar lub płomień na kilka palców. Nad żarem można ułożyć ruszt z świeżo ściętych patyków. Unikajmy drzew iglastych – nadmiar żywicy pozostawia gorzki posmak. Gotując w garnku, postawmy lub zawieśmy go kilka centymetrów nad płomieniem. Jeśli za podpórkę służą nam kamienie, nie używajmy wyciągniętych z rzeki. Woda w nich zawarta, parując, może je rozerwać niby szrapnel, co skrzętnie wykorzystywali czerwonoskórzy przy napadach z zaskoczenia.
[wyimek]Na bezdrożach bez noża jak bez ręki. Do tego łyżka, metalowy kubek i miska [/wyimek]
Jeśli bagaż nie stanowi problemu, zamiast zaimprowizowanego pogrzebacza lepiej mieć ze sobą ostrze motyki lub metalową szufelkę do grzebania w żarze. Możemy dorobić do nich drewnianą przedłużkę. Kto nie ma serca do majstrowania, powinien zabrać ze sobą ruszt lub druciane koszyczki do grilla.
Garnek, a właściwie kocioł, to magiczny przedmiot od kotła czarownicy po ten ukradziony Hymirowi przez Thora. Na biwaku wyżej stawiam jednak brytfankę z wysokim brzegiem. Jako skaut marzyłem o zestawie aluminiowych menażek. Przypuszczam, że podobały mi się tak bardzo dlatego, ze nie używałem ich do gotowania. Wybierając naczynia do gotowania, pamiętajmy, że to droga w jedną stronę. Po kilku dniach są nieodwracalnie usmolone sadzą. Na dłuższą metę niezastąpiona jest druciana szczotka. Można oczywiście czyścić garnek i ruszt popiołem z piaskiem...
Hitem moich ostatnich wyjazdów okazała się zwykła płaska foremka za parę złotych. Chroni jedzenie przed przypaleniem. Można w niej przenosić żar z dużego ogniska. Jeśli postawimy ją na podwyższeniu, może zastąpić płytę kuchenną. Możemy na niej piec podpłomyki, a garnkom oszczędzimy sadzy. Mając dwie foremki, możemy jedną grzać od zewnątrz, a drugą od środka. Podczas transportu składamy je osmolonymi stronami do siebie. Po prostu wash po jedzeniu. And go. Bez mycia spodów.
[srodtytul]Historia butelki po coli[/srodtytul]
Matka natura dała nam setki jadalnych roślin i zwierząt. Jednak nie licząc prawdziwych wypraw, ani polowanie, ani łowienie ryb, nie mówiąc o zbieraniu jagódek i korzonków, nie ma szans z GS. Jednak nie trzeba studiów, by już wiosną znaleźć rośliny jadalne, jak dziki szczaw, mlecz, młode pokrzywy lub macierzanka. Można przegryźć nimi danie główne.
Jesteśmy obrośnięci sadłem przedmiotów. Z pustej puszki można wykonać naczynie albo rozpalarkę do drewna. Butelka po winie z powodzeniem zastąpi wałek. A kawałek banalnego sznurka lub drutu na bezdrożach jest cenniejszy niż złoto.
W dzieciństwie zrobił na mnie wrażenie film, którego fabuła kręci się wokół znalezienia przez dzikie plemię pustej butelki po coli. Okazuje się, że ma ona kilkanaście zastosowań, o które trudno ją podejrzewać, jak choćby soczewka lub tłuczek do manioku. Bohater, by uratować plemię targane walkami o nią, wyrusza do miasta, aby zdobyć więcej tych artefaktów.
Otaczają nas tysiące śmieci i odpadów, które są dziełem wyrafinowanej technologii. Każdy dziki puknąłby się w czoło, widząc to marnotrawstwo. I miałby po stokroć rację.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA