Sport

Sto lat za Hiszpanami

Po powrocie ze stadionu Legii włączyłem telewizor, żeby obejrzeć mecz Real – Barcelona. I to był błąd.
Zestawienie dwóch pojedynków drużyn walczących o tytuły mistrzów swoich krajów było szokujące. Im dłużej oglądałem spotkanie z Madrytu, tym głębiej nabierałem przekonania, że to, co robią tam zawodnicy Barcelony i Realu, jest zupełnie innym sportem niż ten, który dwie godziny wcześniej oglądałem na Łazienkowskiej. Z jednej strony towarzyszyła tej transmisji radość, jaką niesie oglądanie absolutnych mistrzów, z drugiej – stres, żal i przygnębienie, że między nimi a piłkarzami Legii, Wisły i Lecha jest przepaść. Dlaczego oni potrafią, a my nie?
Legia zagrała z ŁKS fatalnie. Jakby jej piłkarze wstydu nie mieli. Zwłaszcza po przegranym meczu pucharowym z Ruchem powinni pokazać kibicom, którzy wreszcie zaczęli ich dopingować, że zasługują na zaufanie. Ale widocznie w Legii nie może być idealnie. Albo kibice dopingują, albo piłkarze grają. Połączenie tych dwóch elementów w harmonijną całość jest niemożliwe. A przecież legioniści mogą zostać mistrzami kraju lub zdobywcami Pucharu Polski. Mają na to szanse, bo większość innych drużyn gra jeszcze gorzej. [wyimek]Legia na swoim stadionie zagrała z ŁKS fatalnie, jakby jej piłkarze wstydu nie mieli [/wyimek]Wisła najpierw dała sobie wbić bramkę w Gliwicach, a potem walczyła o odrobienie straty. Walczyła niemal do upadłego i skutecznie, chociaż remis z Piastem to dla kandydata na mistrza strata dwóch punktów, a nie zdobycie jednego. W najbliższą niedzielę Wisła spotka się w Krakowie z Legią i mam nadzieję, że pisanie komentarza po tym meczu będzie przyjemnością. Tak się bowiem składa, że w Polsce drużyny teoretycznie lepsze (zwłaszcza Legia) mają zwyczaj lekceważenia swoich przeciwników. A kiedy grają między sobą, zwykle są to dobre mecze, oczywiście jak na poziom naszej ekstraklasy, a nie hiszpańskiej ligi.
W tej fazie rozgrywek najwięcej emocji budzą mecze drużyn zagrożonych spadkiem. A zagrożonych jest więcej niż połowa. Górnik po sobotnim zwycięstwie nad Lechią opuścił na chwilę ostatnie miejsce, ale Cracovia, po wygranej z Polonią, znowu zepchnęła zabrzan na sam dół. Były trener Polonii Bogusław Kaczmarek stawiał się właścicielowi klubu i chociaż nie przegrał żadnego meczu, został zwolniony. Jego następca Jacek Grembocki jeszcze meczu nie wygrał, ale wystawia Tomasza Jodłowca na tej pozycji, na jakiej chce go wiedzieć szef, żeby dobrze piłkarza sprzedać jako stopera, a nie pomocnika. I to wystarczy. Żeby Józef Wojciechowski wyszedł na fachowca większego niż trenerzy, Polonia musi zdobyć Puchar Polski. A to jest możliwe. [ul][li][b][link=http://blog.rp.pl/szczeplek/2009/05/04/sto-lat-za-hiszpanami/]Skomentuj na blogu[/link][/b][/li][/ul]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL