Koszykówka

Wygrać z Bostonem

Marcin Gortat
AFP
Marcin Gortat - polski koszykarz Orlando Magic o swoim ostatnim meczu i o lidze NBA
[b]Rz: Jak czuł się pan przed swoim pierwszym występem w wyjściowej piątce w meczu play off przeciwko Philadelphii? [/b]
[b]Marcin Gortat:[/b] Bardzo dobrze, byłem pewny siebie. Wiedziałem, że jestem znakomicie przygotowany i mogę zagrać przez prawie cały mecz. Znam swój zespół, od pewnego czasu gram w miarę regularnie, tak więc jedyną różnicę stanowił czas spędzony na parkiecie. Nie miałem większych obaw, jeśli chodzi o to spotkanie. [b]Jakie były wskazówki trenera Stana van Gundy'ego dotyczące pana? [/b]
Były krótkie – angażować się w jak najwięcej zagrań pick and roll i grać akcje dwójkowe, które sprawiały mnóstwo problemów koszykarzom z Filadelfii. Dzięki temu mogliśmy atakować z rozmachem i stworzyć zagrożenie zza linii 3 punktów. W ten sposób wygraliśmy ten mecz, byliśmy bardzo skuteczni. [b]Jak czuł się pan na parkiecie? [/b] Bardzo dobrze. Podbudowałem się psychicznie już po pierwszych zagraniach podkoszowych, kiedy miałem kilka zbiórek i udanych akcji w obronie. To pozwoliło mi wejść w odpowiedni rytm. Miałem dużą frajdę z gry, cieszyłem się, że mogę występować w takim meczu w play off. Wszystko potoczyło się po mojej myśli. Na pewno jednak łatwiej się gra przeciwko Samuelowi Dalembertowi niż Dwightowi Howardowi na treningu, tak więc nie miałem problemów ani w ataku, ani w obronie. [b]Proszę opowiedzieć o tym niesamowitym wsadzie nad Dalembertem. Co mówili później koledzy w szatni? [/b] Szczerze powiem – to nie było nic niesamowitego. Zwykły wsad i tyle. Dzięki adrenalinie i przypływowi emocji udało mi się zakończyć akcję tak, a nie inaczej. Dalembert akurat wracał, po tym gdy pomagał przy zagraniu pick and roll, i "nadział się na wsad" w sytuacji, w której już nie mógł nic zaradzić. Cieszę się z tego zagrania, muszę być bardziej agresywny, jeśli chodzi o wykańczanie poszczególnych akcji. W tym momencie pokazałem, że potrafię to robić. Koledzy później żartowali, że jeśli będę tak ładował piłkę do kosza, to Magic awansują do finału NBA. Już na poważnie dodali, że w ten sposób wzbudzam większe zaufanie u innych zawodników, jeśli chodzi o moją grę w ataku. [b]Czy rozmawiał pan z Howardem przed oraz po zakończeniu meczu? [/b] Przed meczem nie rozmawiałem. Napisałem mu tylko wiadomość, czy mógłby się za mnie pomodlić w pokoju, abym zakończył ten mecz bez kontuzji i pomógł drużynie w odniesieniu zwycięstwa. Gdy wcześniej w trakcie sezonu również nie mógł zagrać, zachował się właśnie tak. Później już śmialiśmy się z wsadu nad Dalembertem oraz mojej reakcji. Żartowaliśmy z tego, co gazety w Filadelfii pisały przed meczem, że "jeśli Gortat będzie spędzał więcej czasu na parkiecie" to Sixers wygrają. Niestety, mieli pecha. Gortat grał więcej i przegrali. [b]Pod nieobecność Howarda Rashard Lewis wreszcie pokazał, że jego gra to nie tylko rzuty z dystansu, a może być również skuteczny pod koszem... [/b] Wiele osób nie docenia tego, jak wiele potrafi Rashard. Nie wiedzą, że to jest wszechstronny zawodnik, zwłaszcza w ataku. Ma niesamowity rzut po koźle, świetnie gra także tyłem do kosza, potrafi grać po zasłonach. Jego rola w zespole polega jednak na tym, że ma głównie biegać i "rzucać trójki", co wynika z tego, iż pod koszem stoi Dwight Howard. Uważam jednak, że Lewis od względem umiejętności w ataku dorównuje największym graczom tej ligi Kobe Bryantowi oraz LeBronowi Jamesowi. [b]Charles Barkley powiedział ostatnio na antenie TNT, że Magic, jego zdaniem, zagrają w finale Konferencji Wschodniej.[/b] Barkley na pewno zna się na koszykówce, był jednym z najwybitniejszych zawodników w historii NBA. Jeżeli ktoś taki wypowiada podobne słowa, musi być w tym sporo racji. Na pewno mamy duże szanse na awans do wielkiego finału, a nawet na tytuł mistrzowski. Dlatego jeśli będziemy skoncentrowani, a przy tym ominą nas kontuzje, stać nas będzie na realizację tego celu. [b]Co sądzi pan o serii Chicago Bulls – Boston Celtics? [/b] Była niesamowita, wielce pasjonująca. Padł rekord NBA pod względem liczby dogrywek w play off. Do tego dochodziły fantastyczne pojedynki, jak choćby rozgrywających obu zespołów, Rajona Rondo i Derricka Rose'a. Miło się takie mecze ogląda. W spotkaniu numer siedem kibicowałem Bulls, bo gdyby wygrali, wówczas mielibyśmy przewagę własnego parkietu. Poza tym, będąc w Chicago, mógłbym przy okazji pójść sobie na mecz moich ukochanych baseballowych Cubs i zjeść obiad w polskiej restauracji. Zresztą młoda drużyna Bulls byłaby dla nas bez wątpienia wygodniejszym przeciwnikiem niż doświadczony zespół Celtics, mający także większy respekt u sędziów. Cóż jednak zrobić, zagramy z ekipą z Bostonu i mam nadzieję, że wygramy.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL