Świat

Kola ma być prezydentem

Benedykt XVI zdaniem Łukaszenki legalizuje nieślubne dziecko w oczach opinii międzynarodowej
Reuters
Pięcioletni jasnowłosy chłopiec spotkał się już z papieżem i Władimirem Putinem. Od czasu, gdy Aleksander Łukaszenko przestał ukrywać syna z nieprawego łoża, zabiera go na wszystkie oficjalne wizyty zagraniczne
Pojawienie się chłopca u boku białoruskiego prezydenta podczas niedawnej audiencji u papieża zaskoczyło nawet Białorusinów, którzy przyzwyczaili się, iż Kola od półtora roku towarzyszy Łukaszence niemal we wszystkich oficjalnych wyjazdach. – Jak jednak mogą teraz reagować Białorusi na publiczne pokazywanie się Łukaszenki z synkiem z nieprawego łoża, skoro nie przeszkadza to nawet papieżowi? – pyta w rozmowie z „Rz” dziennikarz i autor książki o białoruskim dyktatorze Paweł Szeremiet. Zresztą wiadomość, że Łukaszenko ma małego synka niemal od razu po przyjściu Koli na świat w 2004 roku, stała się na Białorusi tajemnicą poliszynela.
[srodtytul]Romans z lekarką[/srodtytul] Matką Koli jest osobista lekarka głowy państwa Irina Abelska, którą prezydent zatrudnił tuż po objęciu urzędu w 1994 roku. O bliskich relacjach tej pary zaczęto spekulować rok później, po oficjalnej wizycie Łukaszenki we Francji. Wówczas miał on nakazać ministrowi spraw zagranicznych, by swój sąsiadujący z prezydenckim hotelowy apartament odstąpił właśnie Irinie Abelskiej. Po powrocie z Paryża nikogo już więc nie zdziwiło, że zamieszkała ona w prezydenckiej rezydencji pod Mińskiem. A w 2001 roku zaczęła kierować szpitalem prezydenckim. Po kilku latach – jak doniosły media – relacje między prezydentem a lekarką uległy gwałtownemu ochłodzeniu. Przetrwaniu niezarejestrowanego (oficjalnie Łukaszenko jest w związku małżeńskim z Galiną Łukaszenko, mieszkającą w posiadłości otoczonej wysokim płotem pod Szkłowem) związku prezydenta i panią doktor nie pomogło przyjście na świat wspólnego dziecka. W 2007 roku Abelska straciła posadę i pracuje obecnie jako zwykła lekarka w gabinecie USG jednego z mińskich szpitali.
[srodtytul]Generałowie salutują najmłodszemu [/srodtytul] W tym samym roku, gdy mama Koli zmieniła miejsce pracy, jego tata pierwszy raz publicznie wspomniał o jego istnieniu. Zrobił to 12 kwietnia podczas konferencji prasowej, odpowiadając na pytanie o następcę na stanowisku prezydenta Białorusi. – Najmłodszego będę szykował na następcę. To unikalny człowiek – oświadczył Łukaszenko, wprawiając dziennikarzy w osłupienie. Od tego czasu Kola stał obok taty i najwyższych dostojników w państwie na trybunie honorowej podczas parady z okazji Święta Niepodległości. Był też na otwarciu Olimpiady w Pekinie. Jasnowłosy chłopak został także przedstawiony władzom Kirgizji i szefom innych państw podczas ubiegłorocznego szczytu Wspólnoty Niepodległych Państw w Biszkeku. Najwięcej kontrowersji wzbudził jednak udział Koli w manewrach wojskowych jesienią 2008 roku. Telewizja białoruska pokazała wówczas, jak sędziwi generałowie raportują przed Głównodowodzącym Sił Zbrojnych i stojącym obok, ubranym w taki sam kamuflaż jak tata malcem. – Gdybym to ja wyszedł do wojska z synem, wszyscy pomyśleliby, że postradałem zmysły – nie krył oburzenia były minister obrony Białorusi Paweł Kozłowski. [srodtytul]Dar Boży na kolanach prezydenta [/srodtytul] Kolejna polityczna i dyplomatyczna bariera padła, gdy Kola wziął udział w oficjalnej wizycie Łukaszenki w Armenii. Siedział wówczas u ojca na kolanach w trakcie rozmów z ormiańskim przywódcą Serżem Sarkisjanem. Zdjęcia z tego spotkania stały się obiektem satyrycznych kpin zwłaszcza w rosyjskich mediach. Prowadzący program na Pierwszym Kanale rosyjskiej telewizji śmiali się, że białoruski przywódca w czasie kryzysu zabiera ze sobą wszędzie małego synka, bo oszczędza na niani. Niedługo po tym Pierwszy Kanał i inne rosyjskie stacje telewizyjne, pozwalające sobie na żarty z Łukaszenki, zniknęły z białoruskich sieci kablowych. Pięcioletni Kola Łukaszenko stał się jedną z najbardziej zauważalnych postaci białoruskiego życia politycznego. – Oczywiście dodaje mi obowiązków. Przecież ani ubierać, ani karmić nie może go nikt, tylko ja – żalił się Łukaszenko w rozmowie z dziennikiem „Komsomolskaja Prawda”. Pytanie o mamę Koli prezydent zbył odpowiedzią, iż „nie jest żadną tajemnicą, że jest ona lekarzem”. Ujawnił za to okoliczności wizyty Koli u jednego z najbardziej wpływowych przywódców świata. – Gościliśmy z synem u Władimira Władimirowicza. Putin mi powiedział: oj, Aleksandrze Grigoriewiczu, to przecież Dar Boży! – chwalił się Łukaszenko. [srodtytul]Rzecznik nic nie wie [/srodtytul] Mimo braku wątpliwości co do roli, jaką odgrywa Kola w życiu białoruskiego prezydenta, otoczenie głowy państwa odmawia komentarzy na ten temat. Jego rzecznik Paweł Legki kilkakrotnie mówił, iż nie ma pojęcia ani o wieku dziecka, które towarzyszy jego szefowi, ani o tym, czy jest ono spokrewnione z prezydentem. Ze słów Legkiego wynika też, że Kola na razie nie widnieje na liście oficjalnych członków delegacji, choć podróżuje u boku ojca. Ale fakt, że udział Koli w oficjalnych spotkaniach jest sprzeczny z protokołem dyplomatycznym, mało obchodzi Aleksandra Łukaszenkę. – Dla niego wszelkie ograniczenia nie mają znaczenia – przekonuje Paweł Szeremiet. – Dla Łukaszenki spotkanie z papieżem jest rodzajem zabawy politycznej, nie dba więc o zachowanie pozorów. Tym bardziej że wspólne zdjęcie z Kolą i z Benedyktem XVI, w jego mniemaniu, legalizuje nieślubne dziecko w oczach społeczności międzynarodowej – podkreśla. Szeremiet jest przekonany, iż po wizycie Koli w Watykanie nic nie stoi na przeszkodzie, by wziął także udział w zaplanowanym na 7 maja szczycie UE w Pradze, inaugurującym program Partnerstwa Wschodniego. [srodtytul]Jak Stalin z dziewczynką[/srodtytul] – To chwyt piarowski. Najbardziej znanym zdjęciem Stalina jest zdjęcie, na którym trzyma małą dziewczynkę – przypomina Szeremiet, twierdząc, iż pojawianie się Łukaszenki w towarzystwie małego Koli ma sprzyjać kształtowaniu bardziej ludzkiego wizerunku białoruskiego dyktatora. Media spekulowały nawet, że pomysł ujawnienia Koli podrzucił Łukaszence wynajęty przez niego brytyjski specjalista od Public Relations Timothy Bell, choć sam Bell temu zaprzecza. Tak czy owak rozmowy o Koli – trzecim i najmłodszym synu Łukaszenki – są jednym z najpopularniejszych tematów białoruskich internautów. Do najmniej dosadnych żartów należy ten, iż dzięki tacie jeszcze przed objęciem stanowiska prezydenta Kola zostanie doświadczonym politycznym wyjadaczem, bo pozna całą światową elitę. Dwaj starsi synowie Łukaszenki, pochodzący z małżeństwa z Galiną to Wiktor, pełniący funkcję doradcy prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego i Dmitrij, kierujący prezydenckim klubem sportowym.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL