fbTrack

Polityka

Marcin Libicki, czyli król i jego klan

Marcin Libicki. Zdjęcie zrobiono 8 lipca 2008 roku w Strasburgu
Reporter, Wiktor Dąbkowski Dąbkowski Wiktor
Europoseł, którego partia nie wpuściła na listę do PE, już raz doprowadził do buntu w PiS. W 2004 r. 100 działaczy napisało skargę do prezesa Kaczyńskiego
Politycy, którzy nie zgadzają się z tym, że Marcin Libicki nie dostał miejsca na liście PiS do europarlamentu, odchodzą z partii. To członkowie jego klanu.
Libicki był jednym z najlepszych eurodeputowanych tej partii. Jego wielkim sukcesem było przeforsowanie w PE krytycznego raportu na temat gazociągu północnego. W PiS od tego czasu zaczęto go bardzo cenić. Marek Jurek, były marszałek Sejmu z PiS, jest pełen uznania dla aktywności Libickiego: – Wyrobił sobie naprawdę niezłą pozycję w Parlamencie Europejskim.
[wyimek]Ten gorliwy katolik w prywatnych rozmowach potrafi powiedzieć, że papież to podejrzana osoba [/wyimek] Ale jego zasługi zbladły w obliczu oskarżeń o tajną współpracę ze służbami specjalnymi PRL. „Głos Wielkopolski”, powołując się na materiały IPN, napisał, że współpracował z wywiadem PRL i m.in. zajmował się zachodnimi dyplomatami przebywającymi w zachodniej Polsce. Libicki zaprzeczył i wystąpił o autolustrację, ale miejsca na liście PiS nie dostał. [srodtytul]Klan z Radzewic[/srodtytul] Marcin Libicki, 70-letni historyk sztuki, był posłem trzech kadencji. To syn prawnika zamordowanego w Katyniu i wnuk działacza narodowego zesłanego na Syberię w 1905 roku. Rodzina Libickich mieszka w dworku we wsi Radzewice, tuż nad Wartą. Urokliwy dom pełen pamiątek świadczących o szlacheckim pochodzeniu rodu zrobił duże wrażenie na Jacku Tomczaku, gdy zawitał tam po raz pierwszy, jako szkolny kolega synów Libickiego. Poseł Tomczak, który właśnie zrezygnował z członkostwa w PiS, należy do klanu Libickich. W ten sposób określa się w Poznaniu osoby spokrewnione z eurodeputowanym i ludzi, których gromadził wokół siebie od początku lat 90., gdy należał do ZChN. Dla nich Libicki jest królem. Tak go nazywają, być może dlatego, że jest honorowym członkiem Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego. Libicki rządził poznańskim PiS, choć formalnie szefem okręgu był jego syn Jan Filip. Wielu ludzi klanu piastuje rozmaite funkcje, głównie w poznańskim samorządzie. Kariery zrobili też członkowie rodziny: córka Pia Libicka jest wicekonsulem w Lille, syn Jan Filip posłem, bratanek Dominik prezesem Cyfrowego Polsatu, a brat Libickiego Jacek honorowym konsulem Francji i znanym wrocławskim biznesmenem. Rodzinne stosunki psuł fakt, że Jacek ma zupełnie inne poglądy niż Marcin. Jacek był zwolennikiem Unii Wolności, a potem PO, choć dziś jest podobno zawiedziony jej rządami. – Długo panowała między nimi arktyczna atmosfera, ale ostatnio jest już dobrze – opowiada europoseł Ryszard Czarnecki. Według Krystyny Łybackiej, poznańskiej posłanki SLD, klan Libickich jest dobrze notowany w Poznaniu. Ale inny tamtejszy polityk twierdzi, że wprowadzenie Jana Filipa Libickiego do Rady Miasta Poznania w 2002 roku zostało uznane za rodzaj nepotyzmu ze strony głowy rodu. Coś w tym zapewne jest, bo mimo powszechnego szacunku, jakim się cieszy Marcin Libicki, w tym samym roku sromotnie przegrał wybory na prezydenta Poznania. Zdobył 8 proc. głosów. Rządy klanu doprowadziły w 2004 roku do buntu w PiS. Ponad 100 działaczy napisało skargę do prezesa Jarosława Kaczyńskiego. – Poszło między innymi o to, że partia się nie rozrasta – wspomina polityk PiS z Wielkopolski, jeden z sygnatariuszy listu. – Libiccy nie byli zainteresowani wpuszczaniem do ugrupowania ludzi spoza swojego środowiska. Obawialiśmy się, że partia stanie się kanapowa. Autorzy listu zwracali też uwagę na obsadzanie stanowisk w spółkach miejskich swoimi ludźmi i niejasności wokół Towarzystwa Budownictwa Społecznego Nasz Dom, na czele którego w latach 2000 – 2001 stał Jan Filip Libicki. W firmie miało dochodzić do nieprawidłowości, ale śledztwo zostało umorzone. Niedługo po liście do Kaczyńskiego Marcin Libicki przestał być szefem PiS w Wielkopolsce. – Myślę, że nasz list miał tutaj decydujące znaczenie – mówi poznański polityk. Jednak klan Libickich nadal rozdawał karty. Przed wyborami w 2005 roku Libicki senior przeforsował Jana Filipa na pierwsze miejsce poznańskiej listy kandydatów do parlamentu, o co też była spora awantura w PiS. Dziś przeciwnicy Libickich twierdzą, że struktury PiS w Poznaniu praktycznie nie istnieją. Jeden z nich mówi: – Partia miała fatalny wynik w ostatnich wyborach. Nie pomogło nawet przysłanie Zyty Gilowskiej. Mimo to klan miał się dobrze. Dlaczego? – To chyba kwestia komunikacji pomiędzy centralą a prowincją. Poznań jest daleko – tłumaczy działacz PiS. Jarosław Zieliński, sekretarz generalny partii, uważa jednak, że nie można jednej osoby obarczać odpowiedzialnością za słaby wynik wyborczy w Wielkopolsce: – To byłoby nieuczciwe. Każdy z działaczy powinien sobie odpowiedzieć na pytanie, czy sam trochę nie zawinił. [srodtytul]Maniery i skąpstwo?[/srodtytul] Libickiego podziwia wielu ludzi, niezależnie od opcji politycznej. W samych superlatywach wyraża się o nim Łybacka: – Zawsze byłam pod wrażeniem jego nienagannych manier. Waldy Dzikowski z PO opowiada: – Pamiętam taką scenę. Jest zima, śnieg i mróz, godzina 18, siedzimy w radiu razem z Marcinem Libickim, a bezpośrednio po audycji ten 70-letni pan wsiada do samochodu i jedzie do Brukseli. Naprawdę mi zaimponował. Ale inny eurodeputowany śmieje się, że Libicki jeździ do Brukseli samochodem, bo słynie z oszczędności graniczącej ze skąpstwem: – Jechał do stolicy Belgii aż 16 godzin. Wywołało to zdziwienie, bo z Poznania zajmuje to góra 11 godzin. Okazało się, że po niemieckich autostradach, gdzie nie ma ograniczenia prędkości, jechał 90 km na godzinę, bo to najbardziej ekonomiczne. – Mimo swych poglądów ma dobre relacje z posłami różnych orientacji – zapewnia europoseł Czarnecki. – Bronił przed atakami hiszpańską rozgłośnię katolicką, odpowiednik Radia Maryja, ale cieszy się też szacunkiem posłów lewicy i liberałów. Czarnecki podkreśla, że Libicki w PE bardzo aktywnie broni praw człowieka. [srodtytul]Inna, gorsza cywilizacja[/srodtytul] Na Libickim zawiódł się Marek Jurek. Na początku lat 90. działali w ZChN. Libicki zbudował w Poznaniu niedużą, ale zwartą grupę działaczy bezwzględnie mu podporządkowanych. Wszyscy przeszli z nim drogę najpierw do AWS, później do Przymierza Prawicy, a na koniec do PiS. Ten ostatni transfer był dla Libickiego trudny. Jarosław Kaczyński nie chciał go mieć kiedyś w szeregach swojej partii, bo uważał go za zapiekłego działacza ZChN. Nic zresztą dziwnego, bo poznański polityk miał na wskroś prawicowe poglądy: był gorącym zwolennikiem dekomunizacji, opowiadał się za zakazem rejestrowania stowarzyszeń zakładanych przez mniejszości seksualne, atakował konstytucję za to, że nie jest oparta na prawie naturalnym, poparł projekt ustawy bezwzględnie zakazującej przerywania ciąży. Podpisał się też pod doniesieniem do prokuratury na dystrybutorów filmu „Ostatnie kuszenie Chrystusa” Martina Scorsese. Głosił, że niewierzący mogą być przyzwoitymi ludźmi, tylko gdy zostali wychowani przez wierzące matki. Wszystko to składało się na obraz katolickiego radykała, a nawet fanatyka. – Długo pracowaliśmy na to, żeby zauważono, iż jest wiele wart – opowiada Jurek. Libicki jednak nie odwdzięczył mu się polityczną lojalnością. Gdy Jurek odszedł z PiS po konflikcie w partii o konstytucyjną ochronę życia poczętego, liczył, że obaj Libiccy – ojciec i syn – odejdą z nim i wyprowadzą swoich ludzi. Oni jednak zostali w PiS. Dlaczego? Według nieoficjalnych informacji otrzymali od Jarosława Kaczyńskiego zapewnienie, że mogą robić w poznańskim PiS, co chcą. – Mógłbym uznać to wyjaśnienie, gdyby nie fakt, że Marcin Libicki na spotkaniach dawnego ZChN zawsze podkreślał: „Kaczyńscy to inna, gorsza cywilizacja” – mówi jeden z polityków skupionych wokół Jurka. – A potem wybrał tę inną cywilizację. Sam Jurek przyznaje, że był zaskoczony postawą Libickiego: – Pozostał w formacji, na której funkcjonowanie i działalność nie mógł mieć wielkiego wpływu. [srodtytul]O Prusie i krzyżowcach[/srodtytul] Libicki jest pragmatyczny do bólu – zgodnie powtarzają nasi rozmówcy. Był przeciwny przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej, ale dziś na europejskich salonach czuje się jak ryba w wodzie. Zna francuski. Jest gorliwym katolikiem, kawalerem łaski i dewocji zakonu kawalerów maltańskich, ale poważa wyłącznie Kościół przedsoborowy.  – Byliśmy kiedyś razem na debacie u ojców dominikanów i nagle Libicki mówi: „papież to podejrzana postać” – opowiada Marek Zieliński, poseł PO. – „Powiedz to publicznie” – mówię do niego, a Marcin na to: „Co to, to nie”. Ryszard Czarnecki zna Libickiego 18 lat – razem działali w ZChN, którego prezesem był dwa lata Czarnecki. W Parlamencie Europejskim siedzieli obok siebie. – Rozmawialiśmy dużo o literaturze, historii, wyprawach krzyżowych – opowiada Czarnecki. Ulubionymi pisarzami Libickiego są Bolesław Prus i Henryk Sienkiewicz. – Moimi też – zaznacza europoseł. – Rozmowy z nim były tak pasjonujące, że czasem zapominaliśmy wcisnąć guzik podczas głosowania albo wciskaliśmy nie ten co trzeba, a potem Adam Bielan miał do nas pretensje.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL