fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

MŚ 2010 - RPA

Rywale podali dłoń

Eliminacje MŚ. Słoweńcy zremisowali z Czechami po meczu bez bramek i bez wspomnień. Hiszpanie nie przegrali już 30. meczu z rzędu, Portugalia tonie, Francję na razie uratował Franck Ribery. Diego Maradona zadebiutował jako trener w spotkaniu o punkty: zwycięstwem 4:0
[b]Refren weekendu w Czechach składał się z dwóch słów: "Rada ven!" [/b](odejdź, wynocha). Zaczęli kibice na stadionie w Słowenii, a potem ich wezwania do dymisji trenera Petra Rady powtarzali wszyscy, którzy pisali i mówili o meczu ze Słowenią. Trudno powiedzieć, że Czesi się w Mariborze skompromitowali. Zremisowali u rywala, z którym każdemu w grupie 3 trudno o punkty. Ale zrobili to zanudzając widzów, irytując bezradnością, jednostajnym rytmem, podaniami do tyłu, pokazując, że bez kontuzjowanego Tomasa Rosicky'ego są drużyną bezzębną i przewidywalną.
"Brzydkie i tchórzliwe Czechy remisują ze Słowenią" - napisał "Tyden", a komentatorzy wyliczali: nie było ani jednej mądrej akcji w ataku, żadnej prawdziwej szansy na zdobycie gola, podczas gdy rywale mieli aż trzy. Jaroslav Plasil i Jan Polak, których wyznaczono do rozgrywania, najbardziej zawiedli. Milan Baros raz trafił w słupek, raz strzelił nad poprzeczką, ale w dobrych sytuacjach znalazł się przypadkiem, a nie dzięki kolegom. Krótko mówiąc: u Petra Rady bez zmian. Od kiedy niespełna dziewięć miesięcy temu zastąpił Karela Bruecknera, reprezentacja wygrała dwa z siedmiu meczów. W eliminacjach mundialu zdobyła tylko pięć goli, z czego trzy w meczu z San Marino i jednego w przegranym spotkaniu z Polską. Milan Baros, wokół którego Rada buduje atak, jeszcze nie strzelił bramki w tych eliminacjach. Vaclav Sverkos, grający w Mariborze w parze z Barosem, również. To, że Czesi w ogóle liczą się jeszcze w walce o mundial, zawdzięczają tylko losowaniu. W żadnej grupie eliminacyjnej poziom nie jest tak wyrównany (3 pkt dzielą pierwszą drużynę od piątej). I niestety jest to równanie w dół.
[b]Mecz w Mariborze nie był aż takim potworkiem jak spotkanie w Belfaście,[/b] ale trudno sobie wyobrazić postronnych kibiców wytrzymujących ten atak nudy do ostatniego gwizdka. Czescy piłkarze próbowali, ale nie dawali rady. Słoweńcy u siebie grali z kontrataku. - Żaden zespół nie zasłużył na zwycięstwo, z futbolem mecz nie miał wiele wspólnego - mówił Libor Sionko. Słoweńcy widzą to inaczej. "Pozostajemy w grze, ale znów po meczu z Czechami czujemy niedosyt" - napisał dziennik "Delo". Znów, bo jesienią w Teplicach Słoweńcy przegrali z Czechami 0:1, choć - ich zdaniem - nie zasłużyli na to. Teraz mają punkt, ale byli o centymetry od zwycięstwa. O tyle pomylił się Zlatko Dedić, gdy po kontrataku i podaniu od Milivoje Novakovicia miał przed sobą tylko Petra Cecha. Strzelił obok słupka. Dobrą okazję zmarnował też Mirnes Sisić, a dwa kolejne kontrataki skończyły się na niczym przez niedokładne ostatnie podania Dedicia i Roberta Korena. W słoweńskiej drużynie nikogo poza wymienionymi piłkarzami nie interesowała połowa przeciwnika, stali na swojej i czekali. W ten sposób rywale kolejny raz podali pomocną dłoń piłkarzom Leo Beenhakkera. Pewnie nieostatni. W środę Słoweńcy będą budować mur w Belfaście, a Czesi mierzą się ze Słowacją, która w sobotę grała towarzysko na Wembley i - jak napisał jeden z czeskich portali - dostała tam od Anglii "vyprask". Przegrała 0:4, popełniając mnóstwo błędów w obronie, zwłaszcza przy stałych fragmentach. Słabo grał Marek Hamsik, chaotycznie Martin Skrtel. David Beckham wszedł w drugiej połowie i wyprzedził Bobbyego Moore'a na liście piłkarzy, którzy zagrali dla Anglii najwięcej meczów. Beckham (asystował przy pierwszym golu Wayne'a Rooneya) ma ich teraz 109., wyżej na liście jest już tylko jeden reprezentant: Peter Shilton. [b]Niemal każdy wielki turniej ma swojego wielkiego nieobecnego. [/b]W mundialu 2010 może nim być Portugalia, która właśnie trzeci raz z rzędu zremisowała 0:0, tym razem ze Szwecją, i jest o cztery punkty od miejsca barażowego. Jeśli w środę nie wygra z Albanią na wyjeździe (a u siebie z nią nie wygrała) to zostanie jej budowanie drużyny na Euro 2012. I raczej nie będzie tego robił trener Carlos Queiroz, bezradnie obserwujący z ławki męki swoich piłkarzy. Queiroz wprowadza do drużyny nowych piłkarzy, doświadczonym zmienia pozycje (np. Pepe gra u niego jako defensywny pomocnik), ale niemoc i nieskuteczność nie mijają. W meczu ze Szwedami (grali bez zawieszonego za żółte kartki Zlatana Ibrahimovicia) dobre sytuacje zmarnowali m.in. Danny i Simao Sabrosa, a Cristiano Ronaldo głównie irytował wymuszaniem fauli (jak to się dzieje, że on w meczach reprezentacji przewraca się dwa razy łatwiej niż w lidze angielskiej?). Portugalia zaczęła być groźna dopiero gdy w drugiej połowie wszedł wyleczony Deco, ale i z jego strzałami Andreas Isaksson sobie poradził. Portugalia została nad krawędzią, uciekła znad niej Francja. Raymond Domenech jeszcze przed wyjazdem na Litwę dostał od francuskiej federacji gwarancję dalszej pracy, ale lepszą zapewnił mu Franck Ribery. Strzelił w Kownie jedynego gola, udowadniając, że dobry piłkarz poradzi sobie nawet na kartoflisku podobnym do tego na Windsor Park. Francuzi nadal są poza miejscem barażowym, ale mają już tylko dwa punkty straty do Litwinów, przed sobą rewanż z nimi w środę u siebie i jeszcze jeden mecz w zapasie. Lider grupy, Serbia, wygrała w Rumunii i praktycznie wypchnęła gospodarzy z rywalizacji o mundial. [b]W innych grupach faworyci wykonali zadanie.[/b] Niemcy odrobili pańszczyznę w meczu z Liechtensteinem (4:0), Włosi wygrali bardzo ważny mecz w Czarnogórze (2:0), Holendrzy po łatwym zwycięstwie nad Szkocją (3:0) mogą się spokojnie rozglądać za hotelami w RPA. Tak jak Hiszpanie, choć akurat o ich wygranej 1:0 z Turkami można powiedzieć wszystko, tylkonie to, że przyszła im łatwo. Mistrzowie Europy nie przegrali 30. już spotkania z rzędu, mają komplet punktów w eliminacjach, ale tak trudnej próby jak w meczu z Turcją nie przeszli od Euro 2008. W Madrycie to Turcy mieli grać sercem, Hiszpanie głową, a było odwrotnie, gospodarze nie radzili sobie z mądrą taktyką rywali. osaczających Xaviego, Xabiego Alonso i Marcosa Sennę. "Wielkie drużyny to mają: wygrywają i wówczas, gdy na to zasługują, i wówczas, gdy niczym nad rywalem nie górują. Tak było z Turcją, którą Hiszpania wyprzedziła o centrymetry. I tylko na tablicy wyników, bo w grze nie" - napisał po tym meczu "El Pais". Jedynego gola na Santiago Bernabeu strzelił środkowy obrońca Gerard Pique Bernabeu, debiutujący w meczu o punkty. Po dośrodkowaniu Xaviego Sergio Ramos źle trafił w piłkę, dostał ją Pique i zareagował z refleksem. [b]Ciekawie było również poza Europą,[/b] zwłaszcza w Ameryce Południowej, gdzie przegrał lider, Paragwaj (0:2 w Urugwaju), a na stadionie Monumental w Buenos Aires 50 tysięcy widzów, którzy wcześniej odstali swoje w kolejkach po bilety, patrzyło na trenerski debiut Diego Maradony w spotkaniu o punkty i jednocześnie pierwszy jego mecz w nowej roli przed własną publicznością. Maradona przejął kadrę Argentyny od Alfio Basile pod koniec ubiegłego roku i od tego czasu zdążył pokonać w towarzyskich meczach Szkocję i Francję, pokłócić się z najważniejszym w ostatnich latach piłkarzem reprezentacji Juanem Romanem Riquelme, a tuż przed sobotnim meczem - z Pelem (Co ja mam komentować? Przecież ten człowiek stracił cnotę z mężczyzną - odpowiedział Maradona przez dziennikarzy Pelemu, gdy ten zarzucił mu, że jako gwiazda futbolu dawał zły przykład młodym piłkarzom). Podczas meczu Maradonie udało się, o dziwo, usunąć w cień, a jego piłkarze wygrali z Wenezuelą 4:0. Gole strzelali Leo Messi, najlepszy w tym meczu (pierwszy raz grał dla Argentyny z nr. 10, przejętym od Riquelme), Carlos Tevez, Maxi Rodriguez i Sergio Aguero. Ten ostatni to narzeczony córki Maradony, ojciec wnuka Diego. Przed meczem wniósł małego Benjamina na boisko, ubranego w koszulkę z nr. 10, w której grał kiedyś dziadek. Było wzruszająco i wesoło, czyli zupełnie inaczej niż za czasów Basile.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA