fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

31 rannych dzieci

Na miejscu wypadku nie było śladów hamowania. W marcu ze wstępnych ustaleń policji wynikało, że wiadukt jest prawidłowo oznakowany
PAP, Adam Hawałej Adam Hawałej
– Dzieci mówiły, że gdy autobus uderzył w wiadukt, usłyszały ogromny huk – opowiadała jedna z matek reporterce RMF.
Przód neoplanu, który o godz. 10 wpadł pod wiadukt z dużą prędkością, został ścięty do wysokości foteli. 45 dzieci w wieku od dziesięciu do 14 lat jechało z Bystrzycy Górnej do teatru w Świdnicy.
Jak powiedziała matka jednego z uczniów w RMF, uratowało ich to, że zmęczone podróżą osunęły się na fotelach, a część drzemała. – W innym wypadku siedzącym na przodzie pościnałoby głowy – mówiła. Do szpitala Latawiec w Świdnicy trafiło 31 dzieci, troje opiekunów oraz kierowca. Jak zapewniają lekarze, ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Dzieci i ich rodzice są pod opieką psychologów. Najpoważniejszy jest stan 14-letniego chłopca. Ma poważne obrażenia głowy. Lotnicze pogotowie ratunkowe przetransportowało go do szpitala we Wrocławiu. Po południu trafił tam też jeden z opiekunów.
Po południu w świdnickim szpitalu przebywało 14 osób. 19 wypisano do domów. Jednemu z chłopców usunięto śledzionę. Nauczycielka ma połamaną miednicę. Siła uderzenia była tak wielka, że wyrzuciła ją przez przednią szybę. W świdnickim Latawcu zoperowani zostali jeszcze dwaj opiekunowie, którzy doznali urazów kończyn, oraz nastolatek, który miał złamaną szczękę. Dlaczego doszło do wypadku? – Ze wstępnych ustaleń wynika, że kierowca nie zastosował się do znaku zakazu wjazdu pod wiadukt pojazdów o wysokości ponad 2,9 metra – informuje mł. aspirant Paweł Petrykowski, rzecznik dolnośląskiej policji. – Prześwit pod wiaduktem wynosił 3,5 m, a autokar miał ok. 3,7 m wysokości. Znak zakazu stał w miejscu oddalonym od wiaduktu, kierowca mógł jeszcze wybrać inną trasę. Na miejscu wypadku nie było śladów hamowania. W zeszłym roku pod wiaduktem remontowano nawierzchnię. Została podniesiona o kilkanaście centymetrów. Ale ze wstępnych ustaleń policji wynika, że wiadukt był prawidłowo oznakowany. – Będziemy to szczegółowo analizować, podobnie jak i stan techniczny autokaru, ocenią to biegli – zapowiada rzecznik dolnośląskiej policji. Policja do wieczora nie przesłuchała 60-letniego kierowcy, który ma m.in. złamany obojczyk. – Był trzeźwy, gdy prowadził autokar, ale jest w szoku – mówi mł. aspirant Petrykowski. – To pracownik miejscowej firmy przewozowej. Kierowca opowiadał w TVN 24, że trasę wyznaczyła nauczycielka: – Powiedziała, że zawsze tędy jeździła. Moja ostrożność się wyłączyła. Autobus był sprawny. Na miejsce wypadku pojechał wojewoda dolnośląski Rafał Jurkowlaniec. Podkreślał, że akcja ratunkowa była przeprowadzona bardzo sprawnie. Pierwsze karetki pojawiły się już po czterech minutach. Na miejscu było też m.in. ponad 50 strażaków i 30 policjantów. [i]Masz pytanie, wyślij e-mail do autora: [mailto=j.kalucki@rp.pl]j.kalucki@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA