fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Najmłodszy geniusz gitary

Joe Bonamassa
Universitatis Varsoviensis
Joe Bonamassa jest cudownym dzieckiem muzyki bluesowej. Skończył dopiero 32 lata, a ma za sobą dwie dekady kariery. BB King mówił o nim: „Ten chłopak to legenda, która wyprzedziła samą siebie”
Amerykanin zakochany w brytyjskim blues-rocku wygrywa plebiscyty popularności, coraz częściej nazywany jest najlepszym bluesowym gitarzystą świata i następcą Steviego Raya Vaughana. Wszystkie albumy Joe Bonamassy długo utrzymywały się w pierwszej dziesiątce bluesowej listy magazynu „Billboard”, a kilka od razu wskoczyło na pierwszą pozycję. Bonamassa daje 150 koncertów rocznie, ma fanów na całym globie i wiele zrobił, by muzykę z delty Missisipi przybliżyć nowym słuchaczom. Mawia, że jego publiczność z czasem młodnieje, teraz prawie połowa wielbicieli to nastolatki.
Sam w świat muzyki wkroczył jeszcze wcześniej, jako czterolatek grał już na małej gitarze Chiquita. Dostał ją od ojca, właściciela sklepu z instrumentami. Joe urodził się w 1977 r. w Utice w stanie Nowy Jork. Dorastał otoczony gitarami i zamiast budować domki z klocków, zaczął grzebać w domowej kolekcji płyt winylowych. Weekendy spędzał, przesłuchując czarne krążki Petera Greena, Erica Claptona, Paula Kosoffa i Jeffa Becka. Po latach powiedział, że kamieniami milowymi jego edukacji były albumy Johna Mayalla & The Bluesbreakers, Cream i Irlandczyka Rory’ego Gallaghera. Poza kilkoma lekcjami u profesjonalnego wykładowcy z Julliard School of Music Bonamassa wszystkiego nauczył się sam, ze słuchu. Szybko zaczął występować w niewielkich klubach. Był jeszcze dzieckiem, gdy do współpracy zapraszali go najwięksi. Jako 11-latek otworzył urodzinowy wieczór BB Kinga, na osobistą prośbę znakomitego muzyka. – Jest jedyny w swoim rodzaju. A pokazał zaledwie skrawek możliwości – mówił wtedy słynny bluesman.
Wkrótce Bonamassa miał wystąpić z Johnem Lee Hookerem, Jamesem Cottonem i Buddym Guyem. Rozpoczynał koncerty grupy Foreigner i Joe Cockera. Niemal co rok nagrywa nową płytę i zbiera pochwały: za świetną technikę, niepowtarzalny i odważny styl gry, wreszcie za wkład w rozwój bluesa. Bonamassa łączy tradycyjne brzmienia z delty, rock’n’roll i elektryczny blues z Wysp Brytyjskich. Konserwatywni muzycy rwą sobie z tego powodu włosy z głowy, ale Bonamassa się cieszy, że jego twórczość prowokuje do dyskusji: – To jedyny sposób, by utrzymać bluesa przy życiu, zmieniać go i odświeżać – mówi. – Kiedy gram, staram się myśleć nieszablonowo, ale jednocześnie składam hołd ojcom założycielom tego gatunku: Muddy’emu Wattersowi i Robertowi Johnsonowi. Zanim skupił się na karierze solowej i w 2000 r. wydał sensacyjny „A New Day Yesterday” (wyprodukowany przez Toma Dowda – legendarnego inżyniera Atlantic Records), nagrywał z grupą Bloodlines. Założył ją z synami muzycznych legend: Berrym Oakleyem Juniorem (synem basisty Allman Brothers Band), Waylonem Kriegerem (potomkiem muzyka The Doors – Robby’ego) i Erinem Davisem, którego ojcem był Miles. Ich album „Bloodlines” – mieszanka bluesa, funku, boogie i rocka – otrzymał świetne recenzje. Jednak dopiero w pojedynkę Bonamassa pokazał, ile potrafi. – Odnalazłem własny głos, wcześniej nie zdawałem sobie sprawy z jego istnienia – wspominał niedawno. – Dziś nie boję się ryzykować. Dręczy mnie jedynie obawa przed powtórkami. Nie chcę chodzić w kółko ani być więźniem gustu publiczności. Decydując się na nagranie „Sloe Gin”, wiedziałem, że ryzykuję mniejszą popularność albumu. Trudno: ważniejsze było, by odejść od blues-rocka. Dotychczasowa dyskografia Bonamassy dowodzi jego wszechstronności. Drugą solową płytę „So, It’s Like That” z 2003 r. wypełniły kompozycje rockowe, na trzeciej – „Blues Delux” – znalazły się znane bluesowe tematy i kilka własnych kompozycji. W późniejszych nagraniach muzyk powracał do brzmień rockowych, jednak wydana w 2006 r. „You & Me” przyniosła korzenny, ciężki blues, a na „Sloe Gin” słychać przede wszystkim akustyczne gitary. Bonamassa przejął od ojca zamiłowanie do kolekcjonowania instrumentów, ma ponad 200 gitar i podobno ze wszystkich korzysta. Nagrywając pierwszą płytę, posłużył się 20. Podczas koncertów używa zwykle ośmiu.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA