fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Media i internet

Nie wszyscy muszą się z nami zgadzać

Jan Wejchert – współzałożyciel ITI, jednego z największych holdingów rozrywkowo-mediowych w Polsce, w skład którego wchodzą m.in. TVN i Onet.pl, sieć Multikin, klub Legia i platforma cyfrowa „n”. Z majątkiem szacowanym na 610 mln zł plasuje się na 20. miejscu na liście 100 najbogatszych Polaków „Forbesa”
Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
- Rynek podobnie reagował, gdy przejęliśmy Onet, miał też wątpliwości czy poradzimy sobie ze stacją taką jak TVN24 - mówi o planach spółki Jan Wejchert, współzałożyciel i prezydent grupy ITI
[b]Rz: Czy według pana kryzys dotarł już do telewizji? [/b]
[b]Jan Wejchert:[/b] Widać, że reklamodawcy ostrożniej wydają pieniądze, więc należy się pewnie spodziewać spadków wpływów z reklam ale myślę, że nie będzie on dramatyczny. Staramy się to kompensować je przychodami z innych źródeł: z telewizji płatnej, wpływów od operatorów kablowych i platform cyfrowych, od końcowych odbiorców. Próbujemy dawać naszym klientom reklamowym oferty kompleksowe: Internet, telewizję i platformę cyfrową. Sytuacja inspiruje do szukania nowych rozwiązań. Będziemy dążyć do tego, by przekonać klientów nie obniżkami, ale ciekawszym produktem, czyli za tę sama cenę będzie można po prostu dostać więcej. [b]Jak długo może się utrzymać spowolnienie na reklamowym rynku w Polsce? [/b]
Zazwyczaj zanim pojawi się ożywienie gospodarcze, wcześniej zaczyna się wzrost na rynku reklam. Myślę, że w połowie roku będziemy mogli łatwiej na to pytanie odpowiedzieć. Już słychać, że w USA czy Niemczech pojawiają się dowody na to, że z rynkiem zaczyna się dziać coś pozytywnego. Myślę, że następne 3-4 miesiące będą bardzo dosyć ważne, pozwolą ocenić, jak będzie wyglądała przyszłość. Ważne będzie uporządkowanie rynku finansowego, który jest motorem wszystkich gospodarek. Jeżeli uda się go uporządkować i banki zaczną sprawnie działać, firmy zareagują na potrzeby rynku. [b]Możemy mieć jednak na rynku za chwilę zupełnie inną sytuacje, którą trzeba będzie jakoś rozwiązać: np. znacjonalizowane banki. [/b] To będzie sprawa tymczasowa. Jeśli rynek finansowy będzie szybko przywracany do pełnienia swoich funkcji, to taka „kryzysowa” nacjonalizacja będzie traktowana jako stan przejściowy i sytuacja szybko wróci do normy. [b]Ale dla grupy ITI, które ma 320 mln euro długu, kłopoty banków mogą być problemem. Banki mogą renegocjować marże, co skomplikuje sytuację firmy. [/b] Z konsorcjum banków, które udzieliło nam kredytu, mamy umowę i warunki tej umowy spełniamy. Obsługujemy kredyt i mamy rezerwę na obsługę kredytu na najbliższe lata. Mamy go spłacić w 2012 roku, a na razie wszystkie nasze firmy, poza Legią, funkcjonują bardzo dobrze i przynoszą zyski operacyjne. Można powiedzieć, że 320 mln euro to dużo, ale trzeba popatrzeć na to, jakie firma ma obroty i zyski oraz czy może takie zadłużenie obsłużyć. Ogólna kondycja gospodarki i firm będzie się oczywiście odbijała na wydatkach na marketing i reklamę, bo przez obniżanie kosztów można w pozornie prosty sposób zrekompensować straty. Ale trzeba je obniżać mądrze. Obniżka kosztów marketingowych i reklamowych może się okazać nietrafiona, jeśli w rezultacie pojawią się kolejne problemy ze znalezieniem klientów. To może być dla firm samobójcze. [b]Jeśli banki renegocjują lub zrywają warunki kredytowania, kryzys może się wydłużać. [/b] Tak, ale popieram to, co powiedział polski minister finansów: jeżeli banki mają otrzymać jakąkolwiek pomoc, to ma ona mieć wpływ na zasilanie gospodarki. Jeżeli bank dostanie pieniądze i nie będzie ich potem pożyczał, to takiej pomocy nie powinien dostać. Banki są po to, by mogła funkcjonować gospodarka. [b]W Polsce nie ma na razie takiej polityki. Są tylko jej deklaracje. Rząd do tej pory nie pobudził akcji kredytowej. [/b] Nie pobudził, ale banki muszą z czegoś żyć. Odcięcie się banków od kredytowania jest możliwe tylko w krótkim czasie, bo to ich główne źródło przychodów. W dłuższym czasie byłoby to zabójcze. Poza tym skutki braku kredytowania mogą być naprawdę bardzo poważne. Brak kredytowania może spowodować zahamowania inwestycji planowanych na najbliższe lata. Jeśli one teraz zostaną wstrzymane, o dwa-trzy lata opóźni się tworzenie nowych miejsc pracy. I to jest według mnie najpoważniejsze zagrożenie w całej tej sytuacji. [b]Czy nie zniechęci to ITI do inwestycji w tym roku? [/b] Mamy dwa duże projekty inwestycyjne. Jeden to studia w Warszawie, ten projekt jest przygotowywany technicznie i prawdopodobnie zostanie przesunięty w czasie, trudno powiedzieć, o jak długo. Drugi projekt to budowa siedziby TVN i Onetu w Krakowie w specjalnej strefie ekonomicznej. Ten projekt kontynuujemy na obecnym etapie, przygotowujemy dokumentacje potrzebną na uzyskanie pozwoleń na budowę. Myślę, że teraz mamy dobry moment na negocjowanie kontraktów budowlanych, bo wykonawcy mają mało zapewne coraz mniej zleceń. [b]Nierentowna Legia nie jest jedyną spółką ITI, której sytuacja finansowa jest zła. Problemy przeżywa także “Tygodnik Powszechny”. [/b] Dwukrotnie już wsparliśmy finansowo „Tygodnik”. Zostaliśmy jego udziałowcem, kiedy był w naprawdę bardzo ciężkiej sytuacji: znajdował się u progu utraty płynności. Zaproponował nam wtedy kupno udziałów mniejszościowych. W ubiegłym roku doszło do podwyższenia kapitału z naszym udziałem przez co umożliwiliśmy kontynuację wprowadzanych zmian. Do stanu równowagi finansowej wiele już nie brakuje, niestety Tygodnik, tak jak cały rynek prasowy, został od początku roku bardzo silnie dotknięty przez kryzys. Wspólnie z Fundacją Tygodnika Powszechnego szukamy alternatywnych źródeł finansowania "Tygodnika". To jest bardzo dobry tytuł i potrzeba więcej wysiłku ze strony pracowników i redakcji, szczególnie działu sprzedaży, żeby na siebie zarabiał. [b]A jeśli im się nie uda? Czy jeśli tytuł zbankrutuje, ITI będzie na to spokojnie patrzył? [/b] Nie byłaby to pierwsza gazeta, która zbankrutowała, ale jestem przekonany, że za kilka miesięcy „Tygodnik” będzie bliższy sytuacji, w której koszty będą zrównoważone przez wpływy. Gazeta zmniejszyła format, obniżyła koszty druku, poprawiła dystrybucję, ale za mało sprzedaje reklam. Wywierana na nią presja jest potrzebna. Nie ma powodu, dla którego wszyscy nie powinni tam myśleć o tym, co zrobić, by firma lepiej funkcjonowała. [b]Czego ITI obawia się w obecnej sytuacji na rynku? Negatywne rekomendacje Bank of America czy Goldman Sachs wpływają przecież na kurs akcji firmy. [/b] Banki powinny popatrzeć na swoje notowania, a dopiero potem na notowania swoich klientów. Akcje wspomnianego Bank of America straciły na przestrzeni ostatniego roku niemal 90 proc. i to pomimo gigantycznej pomocy państwowej, wiele innych zostało de facto lub de jure znacjonalizowanych. Wolę mieć firmę, która jest zdrowa i wypracowuje zysk niż taką, która ma zawyżony kurs, a mimo to się w niej źle dzieje i źle funkcjonuje. To co się dziś dzieje na giełdach, nie pozostaje w żadnej relacji z sytuacją w spółkach. TVN opublikował najlepsze wyniki w historii i tego samego dnia kurs tej spółki spadł o ponad 7 proc. [b]Rynek źle zareagował też na przejęcie kontroli nad platformą “n”. [/b] W obecnej sytuacja na rynku reklamowym posiadanie drugiego źródła przychodów, jakim są końcowi odbiorcy jest bardzo przydatne i uważam, że strategicznie był to bardzo dobry ruch i wykonaliśmy go odpowiednio wcześnie. Rynek podobnie reagował, gdy przejęliśmy Onet, miał tez wątpliwości czy poradzimy sobie ze stacją taką jak TVN24. Nie wszyscy muszą się z nami zgadzać i rozumieć, jak funkcjonujemy oraz umieć przewidzieć, co się będzie działo w przyszłości. [b]Czy TVN może kiedyś kupić resztę udziałów w platformie „n”?[/b] „N” została stworzona przez ITI po to, by wesprzeć TVN. Nie chcieliśmy jednak z początku obciążać tym TVN, bo było to ryzykowne przedsięwzięcie pod względem finansowym i menadżerskim. Dziś „n” daje TVN niezależność dystrybucyjną. Jeśli ktoś, gdzieś nie chce oferować naszych kanału, alternatywą dla klientów jest platforma. Poza tym ITI nadal finansuje „n” - 49 proc. udziałów mamy w niej bezpośrednio, ale mamy też 62 proc. udziałów w TVN, więc de facto w 80 proc. finansujemy „n” nadal. O naszym 49 proc. pakiecie myślimy przede wszystkim w kontekście konsolidacji rynku.Teraz chodziło nam o to, by TVN zwiększył zaangażowanie w „n” i mógł konsolidować wyniki. Kiedy ITI kupił Onet, TVN nie mający w nim udziałów, specjalnie nie był wynikami tej spółki zainteresowany. Inaczej sytuacja wygląda od , kiedy stał się większościowym udziałowcem Onetu. Ponadto uznaliśmy, że w związku z tym, co się dzieje na rynku, TVN powinien konsolidować ten rynek jako właściciel „n”. [b]Nie uważa pan, że zagrożeniem dla platform jest cyfryzacja naziemnej telewizji? Jeśli na pięciu cyfrowych multipleksach np. pojawi się 30-35 kanałów to czy część ludzi nie zacznie emigrować do czegoś, co ma za darmo?[/b] Trzeba sobie zadać pytanie kto będzie chciał, żeby jego kontent pojawił się na multipleksach. Wyobraźmy sobie, że jesteśmy w roku 2014 i cała polska jest pokryta antenami. Nasz TVN24 dociera wtedy do 85 proc. polskich gospodarstw domowych, za co pobiera opłatę. Dlaczego mielibyśmy oferować go za darmo? Bezpieczniej jest mieć połowę przychodów z takiego kanału z opłat od klientów, a połowę - z rynku reklamy. [b]To co TVN może przeznaczyć na multipleksy?[/b] Na pewno TVN i TVN7, myślę, że nadawałaby się do tego także Religia.tv, bo chcielibyśmy, żeby ten kanał miał ogólnopolski zasięg. Na przykład we Francji można było wystąpić o pojedyncze miejsce na multipleksie. Zostały w tej sprawie wydane decyzje, ale przygotowywanie jednego kanału na potrzeby telewizji cyfrowej nie składa się finansowo. Nie wiem, kto zechce to robić. [b]Paru chętnych już jest: np. Agora czy Point Group. Może się okazać że jeśli ktoś się z tego wyłamie, będziecie mieć problem. Załóżmy, że Agora naprawdę chce TV Puls.[/b] Jeśli z TV Puls nie poradził sobie Rupert Murdoch, tym bardziej nie poradzi sobie z nim Agora. Przykładem może też być tu RTL. Skończyło się tak, że w 2002 roku za symbolicznego dolara po kilku latach odkupiliśmy od nich RTL7, w który zainwestowali wcześniej pewnie ze 200 mln euro. Ja bym teraz np. zapewne nie ryzykował z wejściem na rynek z własną gazetą. Ale, jak czytałem, Zygmunt Solorz-Żak rozważa inwestowanie w Agorę i „Gazetę Wyborczą”. [b]Czy faktycznie Solorz mógłby się na to zdecydować? [/b] Nie potrafię na to odpowiedzieć, ale myślę, że Solorz- Żak ma znacznie większe doświadczenie, jeśli chodzi o zajmowanie się różnymi skrajnymi biznesami i wyciąga z tego wnioski. Zajmowanie się czymś, na czym się człowiek nie zna, jest bardzo ryzykowne w dzisiejszych czasach, a prasa jest bardzo specyficzną branżą, trudną, czeka ją duża przemiana, przy czym nie ma jeszcze nowego modelu jej funkcjonowania dla prasy. Być może odpowiedź dadzą nowe technologie. W Internecie każde wydanie „Tygodnika Powszechnego” ma dziś np. kilka – kilkanaście razy więcej wejść niż „Tygodnik” ma sprzedanych egzemplarzy. Dlatego tytuł zaczyna zarabiać właśnie poprzez Internet. [b]Myśli Pan, że w wyniku właśnie tego spowolnienia może powstać nowy model biznesowy funkcjonowania prasy? [/b] Tak, bo w trudnych momentach myśli się intensywnie nad nowymi rozwiązaniami i analizuje się nawet takie, które wcześniej były uznawane, za niemożliwe i łamiące dotychczasowy porządek. [b]Jak trudne czasy wpłyną na ukończenie pana pola i klubu golfowego? [/b] Niespecjalnie to opóźnią. Myślę, że realne jest uruchomienie projektu pod koniec 2010 roku, najpóźniej na początku 2011. 60 proc. pola jest już ukształtowane. Chciałbym, żeby ten projekt po jakimś czasie stał się samofinansujący. Nawet takie moje działania hobbystyczne, jak Stara Papiernia po jakimś, może dłuższym niż by się chciało czasie, stają się rentowne. [b]Inwestycje w jaką branżę interesują pana teraz najbardziej? [/b] Pole golfowe jest wystarczająco ambitnym i czasochłonnym przedsięwzięciem, jak na moje ambicje. Żadnych innych nowych projektów teraz w planach nie ma.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA