fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lokaty i inwestycje

Zainwestować bezpośrednio czy przez fundusz

Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
Obligacje notowane na giełdzie nadal utrzymują stosunkowo niskie ceny, więc zakup papierów skarbowych powinien zapewnić co najmniej 4 – 6 proc. zysku w skali roku
Światowy kryzys i wysoka inflacja sprawiły, że na całym świecie banki centralne obniżają stopy procentowe. Tak samo jest w Polsce. Od czerwca ubiegłego roku Rada Polityki Pieniężnej obcięła stopy NBP o 2 pkt proc., do 4 proc. I nie jest to ostatni ruch w tym kierunku. Spadek oprocentowania spowodował wzrost cen obligacji skarbowych na giełdzie, co w ostatnim okresie było dla ich posiadaczy źródłem niemałych dochodów.
Na przełomie stycznia i lutego na rynku obligacji zaczęła się korekta. Ceny papierów zmalały, a to spowodowało, że rentowność ich zakupu wzrosła do około 6 proc. (obligacje pięcioletnie). Jeśli przyjmiemy, że zgodnie z oczekiwaniami analityków stopy procentowe dalej będą spadać, to utrzymujące się jeszcze na giełdzie niższe ceny wciąż można wykorzystać do zakupu obligacji, z tym że teraz kokosów spodziewać się raczej nie należy. [srodtytul]Fundusze stają się lepsze[/srodtytul]
Analitycy twierdzą, że na koniec grudnia główna stopa procentowa NBP zmaleje do 3,25 proc., co ich zdaniem spowoduje spadek rentowności papierów skarbowych do 3,8 proc. (dwulatki), 4,5 proc. (pięciolatki) i 4,6 proc. (dziesięciolatki). To oznacza, że ceny tych papierów na giełdzie powinny wzrosnąć. Jeśli zatem dziś kupimy obligacje po niższych cenach, to zapewnimy sobie rentowność ok. 4 – 6 proc. w skali roku i zyskamy dodatkowo kilka procent na wzroście kursu giełdowego. Aby partycypować w tych dodatkowych zyskach, musimy kupić obligacje na giełdzie lub jednostki funduszy inwestujących w tym segmencie rynku. Z naszych wieloletnich obserwacji wynikało, że ta druga forma była mniej efektywna, głównie dlatego, że fundusze pobierają prowizje i opłaty za zarządzanie. Ale ostatnio sytuacja się zmienia, co widać na wykresie. Fundusze obligacji potrafią zarobić więcej, niż wynosi zysk z indywidualnych inwestycji. Dodatkowo, wybierając fundusze, unika się problemów z zakupem obligacji na giełdzie, gdzie płynność tych papierów jest nieduża. [srodtytul]Jak to się robi na giełdzie[/srodtytul] O ile zakup jednostek funduszy jest stosunkowo prosty, o tyle przeprowadzenie transakcji na giełdzie wymaga znajomości kilku podstawowych zasad. Przede wszystkim trzeba mieć rachunek maklerski i złożyć zlecenie, za którego realizację płaci się prowizję, przy zakupie wynosi ona przeciętnie ok. 0,5 proc. (fundusze obligacji pobierają prawie dwa razy więcej). Składając zlecenie, należy podać cenę zakupu. Można się posiłkować tabelą z giełdowymi kursami obligacji („Rz” zamieszcza ją na zielonych kartkach w sekcji: notowania; jest w niej podawana data wykupu, wartość skumulowanych odsetek, kurs oraz obrót; można zobaczyć, że wieloma papierami rzadko się handluje). W tabeli cena (kurs) podawana jest jako procent nominału obligacji wynoszącego 100 zł w przypadku papierów detalicznych (trzyletnie TZ i pięcioletnie SP) oraz 1000 zł w przypadku hurtowych (np. dziesięcioletnie DS i DZ, pięcioletnie PS, dwudziestoletnie WS). Kurs z tabeli nie jest jednak ostateczną ceną, którą musimy zapłacić. W rzeczywistości jest ona powiększona o skumulowaną wartość odsetek przypadających na dany dzień. Oznacza to, że koszt zakupu jednej obligacji hurtowej może przekraczać 1000 zł. Cenę oblicza się bowiem według wzoru: odsetki skumulowane plus wartość nominalna papieru pomnożona przez kurs zamknięcia. Dla wielu osób tak duży wydatek może być barierą. [srodtytul]Duży wybór[/srodtytul] Na giełdzie notowane są różne typy obligacji: o oprocentowaniu stałym (np. pięcioletnie PS, dziesięcioletnie DS, dwudziestoletnie WS), zmiennym (np. trzyletnie TZ, dziesięcioletnie DZ), indeksowane wskaźnikiem inflacji, zerokuponowe, inaczej dyskontowe (OK). Dokonując wyboru, trzeba wziąć pod uwagę prognozy dotyczące koniunktury. Gdy stopy procentowe spadają, warto mieć w portfelu obligacje o stałym oprocentowaniu. Ich zaletą jest to, że z góry znamy oprocentowanie w całym okresie inwestycji. Precyzyjnie możemy zatem określić przyszłe dochody, pod warunkiem że dotrzymamy papiery do terminu wykupu. Z kolei obligacje o zmiennym oprocentowaniu czy indeksowane inflacją przyniosą lepsze rezultaty w czasie, gdy rośnie inflacja, a więc i stopy procentowe. W przypadku obligacji zerokuponowych (na warszawskiej giełdzie są to dwulatki o symbolu OK) cena zakupu jest ustalona poniżej nominału, a Ministerstwo Finansów zobowiązuje się odkupić papiery, płacąc za nie kwotę równą wartości nominalnej.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA