fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Rkscentrycy: Henryk Wolpe

Minimalny dorobek naukowy miał profesor nadzwyczajny Henryk Wolpe, wicedyrektor do spraw naukowych Instytutu Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk, gdy zacząłem tam pracować na pełnym etacie 1 kwietnia 1956 roku.
„Słownik Współczesnych Pisarzy Polskich” pod redakcją Ewy Korzeniewskiej (tom trzeci, s. 527, Warszawa 1964) wymienia jedynie dwie jego naukowe pozycje: pracę doktorską (ale gdzie i u kogo pisaną?) pt. „Horacy w poezji Kochanowskiego” powstałą w roku 1930 – tekst gdzieś zaginął – oraz pozycję drugą, odczyt pt. „Mickiewicz w Rosji” zamieszczony w tomie „Siedem odczytów”, (Czytelnik 1956, autorzy: Julian Krzyżanowski, Zdzisław Libera, Stanisław Pigoń, Julian Przyboś, Henryk Wolpe, Stefan Żółkiewski). Skompilowany odczyt naszego uczonego liczył stron 16 (w książce od strony 77. do 94.), z tym że stronę ostatnią wypełniłem ja nieco rozbudowanymi przypisami (do tego drukowanymi nonparelem) wedle umowy z wydawnictwem.
A jednak Henryk Wolpe był członkiem Komitetu Redakcyjnego Dzieł Adama Mickiewicza i na tym terenie miałem do czynienia z tą postacią jako sekretarz Komitetu Redakcyjnego (tak zwanego wydania jubileuszowego przygotowywanego na stulecie śmierci Mickiewicza w roku 1955), którego przewodniczącym był Julian Krzyżanowski, a członkami także Stanisław Pigoń, Leon Płoszowski, Eugeniusz Sawrymowicz.
Profesora Wolpego postawiła tu Polska Zjednoczona Partia Robotnicza. W nekrologu, jaki zamieściła „Trybuna Ludu” 25 kwietnia 1966 roku, podpisanym przez Grono Towarzyszy czytaliśmy: „Odszedł na zawsze towarzysz Henryk Wolpe (pseudonimy partyjne: Lisowski, Jan), działacz społeczny, pedagog i pracownik naukowy, który całe swe życie zespolił nierozerwalnie ze sprawą komunizmu i kształtowania nowego człowieka”. Działał więc towarzysz Wolpe w Komunistycznej Partii Robotniczej Polski, która się potem przekształciła w KPP, już od 1918 roku, a potem aż 11 w sumie miesięcy przesiedział w różnych więzieniach. Od 1922 roku był sekretarzem komórki nauczycielskiej KPP. „Po najeździe hitlerowskim – cytuję nadal – znalazł się w Białymstoku, brał udział w organizacji szkolnictwa” itd. Możnaby z tego sądzić, że organizował szkolnictwo pod hitlerowcami. Ale nie: „Po 22 czerwca 1941 r. ewakuował się na wschód, wnosząc swą pracę do walki z hitlerowskim najeźdźcą”. RABOTAŁ ON DOCENTOM na uniwersytetach w Swierdłowsku i w Moskwie, a od maja 1943 r. został aktywnym działaczem Związku Patriotów Polskich, zaś od roku 1946 był radcą i chargé d’affaires ambasady, jeszcze RP, w Moskwie. Wróciwszy do kraju, pełnił poważne funkcje, a w latach 1852 – 1953 był zastępcą dyrektora Instytutu Kształcenia Kadr Naukowych przy Komitecie Centralnym Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, skąd przeniósł się na Uniwersytet Warszawski, by zostać tu profesorem nadzwyczajnym i jako taki przenieść się do IBL.
Tolerował mnie przecież, bo byłem pod opieką profesora Krzyżanowskiego, tak, mogę zbierać prace materiałowe, ale pod ścisłą kontrolą jako pracownik naukowo-techniczny, bo czasem – powiedział – potrzeba takich miglanców jak ja. A przecież lubiłem go nawet, był pozornie życzliwy (mowa pozornie życzliwa), bo choć pryncypialny, widział przecież jakieś możliwości pewnej tolerancji na tym etapie, chociaż, jak pisało Grono Towarzyszy, „był niezłomny w walce o nieskażoną czystość i bojowość ideologii komunistycznej w żarliwych poszukiwaniach najlepszej drogi jej realizacji”.
W ramach zapewne tych żarliwych poszukiwań chciał w bibliotece IBL wprowadzić karteczki, na których byłoby napisane, że ten i ów od tej do tej godziny czytał to czy tamto, strony takie a takie, a on Henryk Wolpe potem by te karteczki przeglądał. Biblioteka wymigała się jakoś od tego pomysłu żarliwie racjonalizatorskiego.
Wreszcie umarł i 30 kwietnia 1966 r. byłem na jego pogrzebie na Powązkowskim Cmentarzu Wojskowym. Już nie pamiętam dokładnie, boć przecież lata minęły, ale z czerwonym, obszytym srebrnymi czy złotymi frędzlami sztandarem jakiejś podstawowej czy wyższej organizacji partyjnej dzielnie lawirował mój były kolega z polonistyki UW Krzemien Ojak Sław, walczył – pamiętam – zawsze, żeby go tak właśnie pisać i wymawiać przez n, a nie ń, zmiękczone, aleć przecież później przekształcił się na czas jakiś (i pewnie dla jakichś celów) w Sławomira Krzemienia, dziś jest znów Sławem, ale Krzemieniem Ojakiem, miękkie ń, emerytowanym profesorem (estetyka, teoria kultury).
Wracając do profesora Wolpego: po referacie Chruszczowa i trzęsieniu partyjnej ziemi, powiedział nam kiedyś: „Mówcie wy, co chcecie, ale ja nigdy nie zapomnę, że tę rękę (tu pokazał prawicę) uścisnął kiedyś Stalin”.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA