fbTrack

Kraj

Sponsoring za receptę

Wizyty przedstawicieli medycznych powodują konflikty z pacjentami czekającymi przed gabinetem – zauważają lekarze. Na zdjęciu kolejka do rejestracji w Centralnym Szpitalu Klinicznym MSWiA w Warszawie 19 stycznia.
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Nawet co trzecią receptę na antybiotyk wypisuję dlatego,że uczestniczę w programie lojalnościowym którejś z firm farmaceutycznych – przyznają anonimowo lekarze w badaniu firmy Sequence
„Rz” dotarła do badań nad relacjami między lekarzami wypisującymi recepty a koncernami farmaceutycznymi. Zamówiły je pod koniec 2008 r. same firmy. Na szczegółowe pytania ankiety odpowiadali lekarze rodzinni i specjaliści.
Wyniki są poruszające: wypisywanie recepty lekarze coraz częściej traktują jak transakcję z firmą, która dany lek wyprodukowała. „Lekarze oczekują gratyfikacji, partycypacji w zyskach, jakie firmy osiągają dzięki ich przychylności. Ma to być rekompensata za złą sytuację służby zdrowia i ich niskie pensje” – piszą autorzy raportu. Taka sytuacja niepokoi już nawet firmy farmaceutyczne. Zauważyły, że lekarze żądają coraz więcej za przepisywanie recept. „Rosną koszty „zdobycia” kolejnej recepty. Dodatkowo pogłębia się zła reputacja przemysłu, co utrudnia relacje z regulatorami rynku ochrony zdrowia i głównym płatnikiem instytucjonalnym (resortem zdrowia i NFZ – red.)” – podkreślają autorzy.
Efektem tej „złej reputacji” była ostatnia zmiana przepisów. W grudniu Ministerstwo Zdrowia wydało rozporządzenie, w którym zakazało lekarzom spotykania się z przedstawicielami firm w godzinach pracy. Autorzy raportu szacują, że nowe przepisy spowodują spadek wizyt przedstawicieli medycznych u lekarzy rodzinnych o 75 proc. i o 80 proc. u specjalistów. A na spotkania po pracy zdecyduje się nawet o 80 proc. mniej lekarzy. Oczywiście niektórzy z nich deklarują: „Jeśli nam zapłacą, to przyjdziemy. Wszystko jest kwestią pieniędzy”. Ale są i tacy, którzy odetchnęli z ulgą. Coraz bardziej się bali, że kontakty z firmami zostaną potraktowane jak korupcja. Na dodatek ciągłe wizyty przedstawicieli medycznych (nawet trzy, cztery dziennie!) utrudniały im pracę i wywoływały konflikty z pacjentami. Reprezentanci firm udawali, że są zapisani na wizytę, i wchodzili bez kolejki. „Lekarze zauważyli nawet, że pogorszył się wygląd stroju przedstawicieli medycznych. Interpretowali to jako chęć upodobnienia się do pacjentów. Niektórzy lekarze oceniali, że to rozporządzenie spadło im jak z nieba, bo teraz łatwiej będzie im tę sytuację uporządkować” – czytamy w raporcie. Przy zmianie przepisów firmy argumentowały, że przedstawiciele medyczni trafiający do gabinetów dostarczają lekarzom bieżącej, naukowej wiedzy i monitorują działania niepożądane leków. Przeczą temu wypowiedzi samych medyków: „Szczerze mówiąc, gdyby mi nie zależało na sponsoringu, to myślę, że przedstawiciel medyczny nie byłby mi potrzebny” – mówił jeden z nich. Trudno ocenić skalę problemu – zależy od specjalizacji lekarza. Z raportu wynika, że nawet 80 proc. medyków przepisujących antybiotyki na choroby układu oddechowego uczestniczy w tzw. badaniach obserwacyjnych (sprawdzają ewentualne skutki uboczne już zarejestrowanych leków). W praktyce są to promocje i programy lojalnościowe oferowane lekarzom przez firmy. Mimo że firmy często przekonują, iż badania mają walor naukowy, to autorzy raportu podkreślają: „Korzyści, jakie widzą lekarze w badaniach obserwacyjnych, to przede wszystkim możliwość uzyskania gratyfikacji. Sami lekarze zauważają, że badania służą jedynie podniesieniu sprzedaży leku”. Ok. 70 proc. medyków przepisujących popularne antybiotyki przyznaje, że zdarza im się wypisywać recepty, bo… lubią przedstawiciela medycznego. [i]Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: [mailto=s.szparkowska@rp.pl]s.szparkowska@rp.pl[/mail][/i] [ramka][b]Koniec akwizycji w przychodniach[/b] Rewolucyjne rozporządzenie Ministerstwa Zdrowia weszło w życie w grudniu 2008 roku. W tej chwili wprowadzają je dyrektorzy szpitali i przychodni. Zakłada ono, że na każde spotkanie lekarza z przedstawicielem firmy farmaceutycznej musi wyrazić zgodę kierownik przychodni lub szpitala, a spotkanie obowiązkowo musi się odbywać poza godzinami pracy medyka. – Narodowy Fundusz Zdrowia płaci za czas pracy lekarzy, dlatego powinien on być poświęcony pacjentom – przekonywał Marek Twardowski, wiceminister zdrowia. Firmy farmaceutyczne protestowały i tłumaczyły, że zmiany doprowadzą do zwolnień kilku tysięcy ludzi pracujących jako przedstawiciele medyczni. Zarówno firmy, jak i Naczelna Izba Lekarska podkreślały, że rozporządzenie jest elementem nagonki na lekarzy, a przedstawiciele dostarczają medykom potrzebnej, aktualnej wiedzy.[/ramka] [ramka][b]Rozporządzenie daje szansę[/b] Jerzy Gryglewicz, wicedyrektor Instytutu Reumatologii [b]Rz: Rozporządzenie obowiązujące od grudnia określa, że od tej pory na każde spotkanie lekarza z przedstawicielem firmy farmaceutycznej musi pan jako dyrektor wyrazić zgodę. Dużo jest tych spotkań?[/b] Jerzy Gryglewicz: Zaskoczę panią. Zawsze pytamy lekarzy, czy chcą się spotkać z przedstawicielami firm. Na 21, których spytaliśmy, 19 odmówiło. Okazuje się, że lekarze wcale nie chcą się spotykać z osobami reklamującymi leki. [b]A wcześniej się spotykali?[/b] Tak, i to bardzo często. W przychodniach przyszpitalnych przedstawiciele medyczni wchodzili do gabinetów bez kolejki, odciągali lekarzy od przyjmowania pacjentów... Dochodziło do nieustannych konfliktów. [b]To jak tłumaczyć obecną niechęć lekarzy do takich spotkań?[/b] Teraz wolno się spotykać z przedstawicielem medycznym tylko po godzinach pracy, a na to nie każdy ma ochotę. Zupełnie co innego było, gdy prezentacje leków odbywały się w czasie przyjęć. Myślę też, że koło promocji tak już się nakręciło, że sytuacja zaczęła być niewygodnai dla firm, i dla lekarzy. Rosła demoralizacja obu stron. To rozporządzenie, choć kontrowersyjne, jest szansą, żeby pewne niekorzystne zjawiska przerwać. [b]Czy rzeczywiście leki danej firmy były częściej przepisywane po wizycie jej przedstawiciela?[/b] O, zdecydowanie. Zrobiliśmy przegląd tego, co jest używane w naszym szpitalu. Okazało się, że zamieniając leki na inne, tańsze, a tak samo skuteczne, udaje się ograniczyć wydatki na leki o 20 procent. My sprawdzamy, co jest przepisywane w szpitalu, ale na recepty realizowane w aptekach powinien zwracać uwagę NFZ, który za nie płaci, a także pacjenci. Przecież to oni są najbardziej poszkodowani, jeśli dostają lek bez żadnego medycznego uzasadnienia. [b]Z badania, które publikujemy, wynika, że lekarze przepisujący popularne antybiotyki szczególnie często uczestniczą w „badaniach obserwacyjnych”. Co to znaczy?[/b] To programy lojalnościowe. Za wypisywanie określonej liczby recept lekarze dostają laptopa lub kupon na wycieczkę. To fatalne, bo antybiotyki są u nas zdecydowanie nadużywane.[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL