fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Marzą o szefie Obamie

Barack Obama w gronie sympatyków
AFP
Setki tysięcy Amerykanów chciałoby pracować dla nowego prezydenta USA. Każdego dnia jego biuro zalewane jest tysiącami nowych CV. Miejsc jest jednak tylko osiem tysięcy
– Zgłosiło się do nas już 300 tysięcy osób – zdradził CNN Radio rzecznik Baracka Obamy Nick Shapiro. To prawie tyle, ilu mieszkańców liczy Islandia. I niemal siedem razy więcej niż w przypadku chętnych do pracy z George’em W. Bushem w 2001 roku. Prawie dziewięć lat temu do sztabu republikanów wpłynęło zaledwie 44 tysiące aplikacji.
Poprzedni rekord należał do Billa Clintona. Tuż przed dniem inauguracji w styczniu 1993 roku chciało z nim pracować około 100 tysięcy Amerykanów. Tym razem – jak twierdzi CNN – rekord będzie dużo bardziej wyśrubowany, bo do inauguracji Obamy został jeszcze prawie miesiąc. Składanie aplikacji ułatwia też Internet. Biuro prezydenta elekta umieściło w sieci [link=http://change.gov/page/s/application" "target=_blank]specjalne, dwuczęściowe formularze[/link] i zachęca do ich wypełniania.
Większość chętnych będzie jednak musiała odejść z kwitkiem. W nowej administracji prezydenta USA jest tylko osiem tysięcy stanowisk do obsadzenia.
Mimo to z obamomanii już korzystają firmy zajmujące się rekrutacją pracowników. – Odczuwamy ogromne zainteresowanie. Osoby zajmujące wysokie stanowiska w prywatnych firmach nagle chcą się przenieść do rządu federalnego i pracować dla tej administracji – przyznaje w rozmowie z CNN Scott Kirk z firmy CareerPro Global. Jego zdaniem wiele osób jest gotowych porzucić dotychczasowe miejsce pracy po 10, a nawet 20 latach, nie mówiąc o wysokim wynagrodzeniu.
O stanowiska nie muszą ubiegać się ci, których Barack Obama wybrał osobiście do swojego rządu. I tu padł swoisty rekord. 11 tygodni po wygraniu wyborów George W. Bush mianował 26 najwyższych urzędników. Richard Nixon – 25. A Barack Obama, który świętował zwycięstwo dopiero siedem tygodni temu – już 69. Jak pisze „Wall Street Journal”, przyszły prezydent USA przeszedł właśnie do kolejnego etapu – wyboru pracowników z niższej półki. W nowej administracji będzie m.in. pięć kobiet, czterech Murzynów, trzech Latynosów, dwóch republikanów i dwóch Azjatów. Nie wszystkim jednak podoba się taki rozkład sił. Protestują zwłaszcza organizacje kobiece, twierdząc, że w administracji będą miały za mało przedstawicielek. Wiadomo już, że na czele Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego stanie pani gubernator Arizony Janet Napolitano. Szefową Departamentu Stanu będzie Hillary Clinton, a Departamentu Pracy – Hilda Solis. Susan Rice zostanie ambasador przy ONZ, a Lisa Jackson szefową Agencji ds. Ochrony Środowiska.
Podobna liczba kobiet była na wysokich stanowiskach zarówno w administracji Billa Clintona, jak i Busha. Ale organizacje kobiece przekonują, że liczyły na postęp w tej sprawie. – Obama robi krok do tyłu – twierdzi jedna z założycielek ugrupowania New Agenda. Obama powtarza jednak, że dobiera ludzi wyłącznie według umiejętności.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA