fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Teatr

Dorota Masłowska – dramaturg nr 1

Dorota Masłowska
Fotorzepa, Bartosz Siedlik
Najlepszym spektaklem roku było "Factory 2" Krystiana Lupy.
Drążąc problemy współczesnej duchowości, reżyser stworzył transową improwizację, magnetyzujące współistnienie aktorów i widowni w Starym Teatrze, a jednocześnie laboratorium Andy'ego Warhola, guru popartu.
Pokazał, jak pragnienie wolności, przekraczanie granic moralnych i obyczajowych prowadzi na śmietnik popkultury, gdzie każdy może się czuć bogiem przez 15 minut. Wystarczy być ekshibicjonistą i szokować. Wspaniałość Lupy polega również na tym, że choć bywa okrutny dla bohaterów, próbuje zrozumieć indywidualne przyczyny ich dramatów. Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem.
Na drugim biegunie znalazł się znakomity "Iwanow" Jana Englerta. Z jednej strony gra Czechowa klasycznie, dając pole do popisu aktorom Narodowego, w tym Andrzejowi Łapickiemu, który triumfalnie wrócił na scenę. Z drugiej zaś inspirował się awangardową stylistyką Jerzego Grzegorzewskiego. Z kolei spektakl córki tegoż Antoniny Grzegorzewskiej "Ifigenia" był najlepszym debiutem roku. Nowoczesnym, a jednocześnie polemicznym z artystowską wizją ojca.
O zdrowy rozsądek dopominał się w "Trans -Atlantyku" Gombrowicza Mikołaj Grabowski w Starym Teatrze. Wyśmiał radykalnych liberałów i konserwatystów, którzy fundują nam nieustanną wojnę domową. Namawiał, byśmy się kochali bez podtekstów. Stary odświeżył język dzięki spektaklowi "blog.pl", który powstał na podstawie internetowych dzienników.
Współtworzyła go Dorota Masłowska, dramaturg nr 1. Na festiwalu Wiener Festwochen miała udaną premierę "Dwóch biednych Rumunów mówiących po polsku". Napisała znakomitą sztukę "Między nami dobrze jest", groteskę o naszej współczesności i stosunku do historii.
Podobał mi się "Hamlet" Moniki Pęcikiewicz we wrocławskim Teatrze Polskim zrealizowany z perspektywy Ofelii. Klarownością imponowało "Wesele" Anny Augustynowicz w Teatrze Współczesnym w Szczecinie. Falstart zanotował stołeczny Teatr Dramatyczny pod nową dyrekcją Pawła Miśkiewicza.
Premiery były efekciarskie, a przegląd Warszawa Centralna przypadkowy. Zwłaszcza na tle Festiwalu Czterech Kultur w Łodzi i "Boskiej Komedii" w Krakowie, która ma szansę wylansować polskie spektakle za granicą, m.in. nagradzanego "Dantona" Jana Klaty, który podzielił krytykę.
Chciałbym, żeby w Teatrze Telewizji było więcej klasyki. Wzorem dla Sceny Faktu, której poziom artystyczny jest nierówny, niech będzie polsko -izraelski spektakl "Bat Yam – Tykocin" Yael Ronen i Michała Zadary. Mówi o najtrudniejszych momentach naszej historii w niebanalny sposób. Zadara był też bohaterem Warszawskich Spotkań Teatralnych.
Nasze eksportowe gwiazdy, Warlikowski i Jarzyna, pokazywały na świecie starsze spektakle. Teraz muszą udowodnić, ile są warci, działając na własny rachunek. Niestety nie mają, gdzie grać.
[ramka][b]Zachwyty:[/b]
"Factory 2" Krystiana Lupy
"Iwanow" Jana Englerta
Zbigniew Zapasiewicz w "Słonecznych chłopcach"
[b]Rozczarowania[/b]
Inwestycje wirtualne prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz
Początek dyrekcji Pawła Miśkiewicza
"Przebudzenie wiosny" Heleny Kaut-Howson[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA