fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Dziś powrót do przeszłości budzi śmiech

"Ile waży koń trojański"
Monolith
Komedia Juliusza Machulskiego "Ile waży koń trojański" wejdzie na ekrany w drugi dzień świąt. Reżyser twierdzi, że decydując się na opowieść o późnym PRL, robił film niemal historyczny
Sylwester 2000 roku. Świat wchodzi w nowe milenium. Zosia jest kobietą spełnioną, matką 12-letniej Florentynki. Z jej ojcem wprawdzie rozwiodła się, lecz ma u boku Kubę – drugiego męża, mężczyznę niemal idealnego. Ale człowiek zawsze czegoś żałuje.
Zosia w milenijną noc zatem wzdycha: „Szkoda, że nie jestem 13 lat młodsza...". Wtedy mogłaby inaczej pokierować życiem, szczęście przyszłoby wcześniej, może Florentynka byłaby dzieckiem Kuby. Rano Zosia budzi się 13 lat młodsza. W łóżku obok niej śpi pierwszy mąż. A wokół jest PRL.
Nowy film Juliusza Machulskiego to komedia romantyczna. Dlaczego romantyczna – wiadomo. Młoda kobieta próbuje naprawić stare błędy i związać się z mężczyzną swego życia. A komedia? Humor niesie zderzenie naszych dzisiejszych przyzwyczajeń i sposobu myślenia z realiami PRL.
[srodtytul]Życie 20 lat temu[/srodtytul]
To zderzenie sprawia, że podczas projekcji „Ile waży koń trojański?" można przeżyć pewien szok. Powoli zapominamy, jak żyliśmy w 1987 r., gdy toczy się akcja filmu, w świecie, którego już nie ma.
– Socjalizm był czasem trudny nie tylko dla tych, którzy podpisywali protesty, trafiali na czarne listy cenzury, a w stanie wojennym bili się z ZOMO, byli internowani czy siedzieli w więzieniach – mówi Juliusz Machulski. – On był okropny dla wszystkich. Dla każdego, kto chciał wyjechać za granicę, kto wychodził na ulicę i próbował kupić papier toaletowy, pomarańcze albo przyzwoitą pastę do zębów. A najgorsze, że przyzwyczailiśmy się do takiego życia. Traktowaliśmy je jak normę. Mieliśmy podcięte skrzydła i przez długi czas o tym nie wiedzieliśmy.
Dziś coraz częściej wypieramy tamten czas z pamięci. Norma to wolność, paszport w kieszeni, pełne półki w sklepach i fast foody.
– Gdy do składanki „Solidarność" kręciłem nowelkę „Sushi", postanowiłem pójść tym tropem – mówi reżyser.
„Ile waży koń trojański?" to dzisiaj film historyczny. Po szarych ulicach chodzą szarzy ludzie, wśród nich kobieta ze sznurem papieru toaletowego przewieszonym przez ramię. Jeżdżą łady, fiaty 125 i 126. Realia tamtego czasu nie było łatwo odtworzyć.
– Warszawa jest zupełnie inna niż 20 lat temu – twierdzi Machulski. – Inaczej wyglądają Trasa Łazienkowska czy port lotniczy na Okęciu. Wydawało mi się, że znajdę „socjalistyczne" plenery w blokowiskach na Stegnach. Nieprawda. Tam też domy zostały ocieplone, pomalowane, pomiędzy nimi wyrosły nowoczesne bungalowy. W końcu znaleźliśmy miejsce na Kępie Potockiej, gdzie jak się odpowiednio ustawi kamerę, można uchwycić fragment osiedla wyglądający jak za socjalizmu.
Machulski chciał pokazać choć jeden symbol tamtego czasu – warszawskie kino Moskwa, ale dziś na tym miejscu stoi nowoczesny Europlex.
– Zachowały się zdjęcia, ale w materiałach filmowych nie znaleźliśmy dobrych ujęć. Naszą „Moskwę" wykreowaliśmy na komputerze, w systemie 3D. Z drugą stroną ulicy Puławskiej było łatwiej – zmieniliśmy tylko szyldy.
Kostiumograf Ewa Machulska wszystkie ubrania szyła albo kupowała w sklepach second hand.
Ale najbardziej zaskakuje inna mentalność. Pierwszy mąż Zosi to Polak-cwaniaczek, taki, co wszystko załatwi. Na kolacji dla szwedzkiego przedsiębiorcy bez żenady opowiada, jak okantował z kolegą policję w Szwecji. Dzisiaj taka opowieść byłaby wyjątkowym nietaktem.
– To jednak zmienia się najwolniej – twierdzi Machulski. – Socjalizm został w naszych głowach.
[srodtytul]Inny świat komedii[/srodtytul]
Machulski odtwarza czasy późnego PRL skrupulatnie, ale bez przerysowań. Jego film nie sprawia wrażenia karykatury. Jest prawdziwy. Reżyser przyznaje, że nie toleruje nieprawdziwego świata z polskich komedii romantycznych.
– Nie wierzę w nich ani jednemu słowu – mówi. – I dziwię się, że widz stał się tak niewymagający. Może to wina telewizji, która serwuje dziesiątki telenowel o najprostszej fabule. Kiedyś film miał scenariusz, teraz przypomina worek, do którego wrzuca się różne postaci i dialogi.
Filmy są źle wyreżyserowane, słabo zagrane. Obyczaje z sitcomów przechodzą do kinematografii. Aktorzy z seriali grają tak potwornie szybko, że nie są w stanie zastanowić się nad swoją postacią. Byle tylko wypowiedzieć tekst. Często zresztą nie mają co grać. Próbują akcję jakoś uprawdopodobnić, ale im się nie udaje. Poza tym starają się rozśmieszać. To błąd. Gra w komedii nie polega na robieniu min, nie wiem, skąd wzięła się taka maniera. Może z „Trzynastego posterunku" albo innych sitcomów. Mnie ona nie śmieszy.
„Ile waży koń trojański?" ma precyzyjny scenariusz. Nawet przygoda z cofnięciem się w czasie jest logicznie wyjaśniona. Ale to nie znaczy, że twórcy nie pozwalają sobie na odrobinę poezji.
 
 
 
 
 
 
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA