fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lokaty i inwestycje

Opcje walutowe są zabezpieczeniem, a nie sposobem na zwiększanie zysków

Fotorzepa, ms Michał Sadowski
Ostatnio o opcjach mówi się bardzo źle. Całkiem niezasłużenie. Jeśli tylko zostaną właściwie zastosowane, nie są niebezpieczne. Mogą natomiast zminimalizować ryzyko walutowe ponoszone przez importerów i eksporterów
Mrożące krew w żyłach historie firm, które straciły na instrumentach pochodnych związanych z kursami walut, mogą odstraszać od stosowania takich instrumentów. Na liście poszkodowanych, których straty idą w miliony złotych, są już m.in. Ciech, Ropczyce, spółki z grup Rafako i PPWK. Kolejne przykre niespodzianki mogą zostać ujawnione przy okazji publikacji rocznych raportów firm stosujących takie instrumenty czy obsługujących je banków.
Tymczasem eksperci są zgodni – z opcji walutowych warto korzystać. W głośnych ostatnio wpadkach nie zawiniły bowiem opcje, tylko niewłaściwy dobór strategii i nadmierne ryzyko.
Część firm, zamiast zabezpieczać kurs, po jakim rozliczą przepływy ze swojej podstawowej działalności, robiła coś przeciwnego – używała tych instrumentów do spekulacji na kursie walutowym. Trudno dziś rozstrzygać, jaką część winy za obecne kłopoty ponoszą sami przedsiębiorcy, którzy założyli, że złoty nie może się radykalnie osłabić, a jaką bankowi sprzedawcy tych produktów, którzy nie przedstawili rzetelnie ryzyka.
[srodtytul]Najbardziej przydaje się eksporterom[/srodtytul]
Jednak te wpadki nie zmieniają generalnej zasady: dobrze dobrana strategia zabezpieczająca naprawdę zabezpieczy, i to niezależnie od tego, co będzie się działo z kursami walutowymi. A na tym rynku spokoju oczekiwać nie należy. Analitycy zgodnie przewidują, że przynajmniej przez kilka najbliższych miesięcy duże skoki wartości złotego będą na porządku dziennym.
Ryzyko kursowe w największym stopniu dotyczy eksporterów. Typowa jest sytuacja, gdy firma ponosi koszty w złotych (czynsze, media, materiały i surowce, płace pracowników), a sprzedaje swoje towary lub usługi za granicą i otrzymuje od kontrahentów zapłatę w obcej walucie. Ale mechanizm może działać i w drugą stronę – firma sprowadza z zagranicy części lub półprodukty, za które płaci w euro, a gotowy produkt sprzedaje za złote na rynku krajowym. Tu ryzyko jest o tyle mniejsze, że tylko część wydatków jest w innej walucie niż przychody.
Aby całkowicie wyeliminować ryzyko walutowe, firma musiałaby idealnie zgrać kwoty faktur w obcej walucie: tych, które musi opłacić, i tych, które sama wystawia. To jednak zdarza się niezwykle rzadko. Większość przedsiębiorców handlujących z zagranicznymi partnerami ma do wyboru dwie możliwości: albo liczyć na to, że kurs waluty służącej do rozliczeń z kontrahentami zachowa się w oczekiwany sposób, albo zdecydować się na jego zabezpieczenie.
[srodtytul]Gwarantowany kurs w przyszłości[/srodtytul]
Możliwości tworzenia takich zabezpieczeń są niemal nieograniczone. Dobry doradca na życzenie klienta zbuduje indywidualną strategię opcyjną uwzględniającą specyfikę działalności i poziom akceptowanego ryzyka. To jednak propozycja głównie dla dużych firm. Małym i średnim, które rozliczają się w obcych walutach, w zupełności wystarczą najprostsze narzędzia.
Jednym z takich instrumentów jest forward walutowy.
Zawierając taką transakcję, przedsiębiorca gwarantuje sobie kurs, po jakim w przyszłości rozliczy transakcję kupna lub sprzedaży waluty. W efekcie z góry zna kwotę w złotych, jaką otrzyma od swego zagranicznego kontrahenta lub jaką będzie musiał mu zapłacić. Tego typu zabezpieczenie jest bezpłatne.
Bardziej wyrafinowanym rozwiązaniem jest kupno opcji call (importerzy) lub put (eksporterzy). Taka opcja to nic innego jak zagwarantowanie sobie prawa kupna lub sprzedaży określonej kwoty w walucie po znanym z góry kursie. I tak na przykład przy obecnym kursie euro około 3,9 zł eksporter może wykupić opcję put chroniącą go przed spadkiem kursu europejskiej waluty poniżej poziomu 3,7 zł w ciągu trzech miesięcy. Jeśli w tym czasie nastąpi taki spadek, będzie miał prawo sprzedać euro po kursie 3,7 zł. Jeśli kurs będzie wyższy, eksporter nie skorzysta z opcji i sprzeda walutę po aktualnej cenie rynkowej.
Za takie zabezpieczenie trzeba już zapłacić, jednak ma ono kilka przewag nad opisaną wcześniej transakcją typu forward. Przede wszystkim klient może dopasować kurs opcyjny do swojej wrażliwości na ryzyko. Oczywiście będzie to miało wpływ na cenę – im korzystniejszy kurs, tym opcja będzie droższa. Dodatkowo przedsiębiorca, zabezpieczając się przed spadkiem, pozostawia sobie możliwość osiągnięcia nadzwyczajnych zysków, gdyby kurs waluty wzrósł. W analogiczny sposób importer może się zabezpieczyć przed wzrostem kursu euro, na przykład powyżej poziomu 4,1 zł za euro, kupując opcję call.
[srodtytul]Można ograniczyć wahanie kursu[/srodtytul]
Stosunkowo prostym rozwiązaniem jest też budowa tzw. korytarza opcyjnego. Przedsiębiorca, kupując jedną opcję i wystawiając drugą, w praktyce ogranicza wahanie kursu do wąskiego przedziału. Gwarantuje sobie, że sprzeda lub kupi walutę po kursie nie niższym i nie wyższym niż określony z góry. W ten sposób eliminuje ryzyko straty, którą poniósłby przy skokowej zmianie kursu w niekorzystnym kierunku, ale też rezygnuje z nadzwyczajnego zysku wynikającego z korzystnej zmiany.
Jest to więc idealne rozwiązanie dla firm, które chcą osiągać przewidywalne zyski ze swojej podstawowej działalności, a nie czerpać nadzwyczajne korzyści z ruchów na rynku walutowym. Stosując tego typu zabezpieczenie, klient nie ponosi kosztów.
[ramka]Maciej Reluga, główny ekonomista BZ WBK
Odnoszę wrażenie, że część mediów jest bliska uznania transakcji zabezpieczających za spekulację, a forwardów i opcji walutowych za toksyczne instrumenty. Nie zgadzam się z takim podejściem. Jest dokładnie przeciwnie. O spekulacji można mówić wtedy, gdy firma nie zabezpiecza kursów, po jakich rozliczy przyszłe płatności w obcych walutach.
W ciągu ostatnich kilku lat polskie firmy sięgały po zabezpieczenia kursów coraz częściej. Robili to zwłaszcza eksporterzy, na niekorzyść których działało systematyczne umacnianie się polskiej waluty.
W ostatnich tygodniach okazało się, że niektóre firmy zabezpieczały się w skali przekraczającej wartość ich przychodów walutowych. Przy umacniającym się złotym taka strategia przynosiła dodatkowe zyski, ale nieoczekiwane i gwałtowne odwrócenie trendu na rynku walutowym spowodowało straty. Wynika z tego, że warto zabezpieczać się przed zmianami kursów walutowych, ale nie na więcej niż 100 proc. przychodów walutowych, bo wtedy zabezpieczenie zmienia się w spekulację.
O stratach w ujęciu księgowym mogą też mówić ci eksporterzy, którzy zastosowali instrumenty zabezpieczające, a teraz muszą sprzedawać obce waluty po z góry ustalonym kursie, mniej korzystnym od rynkowego. W tym przypadku trudno jednak mówić o stratach spowodowanych stosowaniem zabezpieczeń kursowych, a raczej o braku dodatkowych zysków.
Sytuacja wygląda gorzej wtedy, jeśli firma zabezpieczyła swoje transakcje eksportowe, ale one nie dojdą do skutku z powodu załamania popytu zagranicznego. Możemy mieć wówczas do czynienia z zabezpieczeniem ponad 100 proc. zrealizowanych przychodów, ponieważ okażą się one mniejsze niż przychody oczekiwane. Ta ewentualna strata wynika jednak bardziej z ryzyka prowadzenia działalności gospodarczej niż z ryzyka walutowego.[/ramka]
[ramka]Jak stracić przez nadmierne ryzyko
Załóżmy, że kilka miesięcy temu, przy kursie euro około 3,3 zł, eksporter zabezpieczył się, kupując opcję put z kursem 3,1 zł, rozliczaną pod koniec listopada. Aby odzyskać pieniądze zainwestowane w ten instrument, równocześnie wystawił opcję call z kursem 3,5 zł, także rozliczaną pod koniec listopada. Jeżeli wartość obu tych opcji była równa i odpowiadała kwocie przyszłej płatności od zagranicznego kontrahenta, przedsiębiorca zapewnił sobie sprzedaż walut uzyskanych z tej transakcji (przyjmijmy, że było to 100 tys. euro) po kursie z przedziału od 3,1 do 3,5 zł. Dziś widełki te wydają się mało atrakcyjne, jednak wówczas taki kurs mógł wyglądać satysfakcjonująco. Pod koniec listopada przedsiębiorca sprzedał więc 100 tys. euro, które zapłacił mu kontrahent, i uzyskał za nie 350 tys. zł.
Stały spadek ceny euro mógł jednak sprowokować do tego, by wystawić opcję call wartą nie 100 tys. euro, tylko np. 200 tys. euro. Przedsiębiorca mógł założyć, że skoro wzrost wartości euro jest nieprawdopodobny (a tak mogło się wydawać jeszcze kilka miesięcy temu), obowiązek sprzedaży waluty po 3,5 zł, gdy kurs przekroczy ten poziom, jest czysto hipotetyczny. Można więc wystawić takich opcji więcej i zainkasować wyższą premię opcyjną.
Na nieszczęście dla tego przedsiębiorcy tendencja na rynku walutowym zmieniła się i kurs europejskiej waluty pod koniec listopada zbliżył się do 3,9 zł. A to oznacza, że eksporter, który otrzymał z zagranicy 100 tys. euro, był zobowiązany sprzedać 200 tys. euro po kursie niższym od rynkowego o niemal 40 gr na jednostce waluty. Jego strata z niepotrzebnie wystawionych opcji o wartości 100 tys. euro wyniosła więc 40 tys. zł minus zainkasowana na początku premia opcyjna.
Dotyczy to jednak sytuacji, w której firma wystawiła opcje na kwotę „tylko” dwukrotnie większą, niż potrzebna do zabezpieczenia transakcji. Zachłanność niektórych przedsiębiorców okazywała się jednak większa. Niekiedy przebitka była nie dwukrotna, tylko czterokrotna, ośmiokrotna albo jeszcze wyższa. Gdy kurs złotego przestał się zachowywać zgodnie z oczekiwaniami, równie szybko rosły straty firm, które postanowiły zarobić na spekulacji.[/ramka]
[ramka]Co to jest
- [b]Kontrakt (forward) walutowy[/b] – transakcja zobowiązująca do kupna lub sprzedaży waluty w przyszłości po kursie znanym w dniu zawarcia transakcji.
- [b]Opcja[/b] to instrument pochodny, którego wartość zależy od wartości innego instrumentu, zwanego aktywem bazowym. Może nim być np. kurs akcji, cena surowca lub wartość indeksu. W zebranych poniżej definicjach zakładamy, że aktywem bazowym jest waluta obca.
- [b]Opcja walutowa[/b] to instrument, który daje nabywcy prawo kupna lub sprzedaży określonej ilości waluty w określonym terminie i po uzgodnionym kursie.
- [b]Kupno opcji[/b] to zagwarantowanie sobie prawa do kupna lub sprzedaży waluty obcej po określonym z góry kursie; kupujący płaci za to prawo tzw. premię opcyjną; jej wysokość zależy m.in. od tego, jaki kurs zostanie uzgodniony.
- [b]Wystawienie opcji[/b] – przyjęcie na siebie obowiązku kupna lub sprzedaży waluty po określonym z góry kursie; wystawiający otrzymuje za to zobowiązanie tzw. premię opcyjną; jej wysokość zależy m.in. od tego, jaki kurs zostanie uzgodniony.
- [b]Opcja put[/b] – opcja, której zakup uprawnia do sprzedaży waluty na znanych z góry zasadach; opcje takie kupują eksporterzy, którzy chcą zagwarantować sobie, że kurs, po jakim w przyszłości wymienią walutę na złote, nie będzie niższy niż akceptowane przez nich minimum.
- [b]Opcja call[/b] – opcja, której zakup uprawnia do kupna waluty obcej na znanych z góry zasadach; takie opcje kupują importerzy, którzy chcą, żeby kurs, po jakim w przyszłości kupią walutę, nie był wyższy niż akceptowane przez nich maksimum.[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA