fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Ameryka wita kajdankami

Fotorzepa, Rob Robert Gardziński
Służby imigracyjne bezwzględnie traktują starsze kobiety, których nie chcą wpuścić na teren Ameryki. O aresztowaniach i deportacjach nie informują nawet pracowników polskich placówek dyplomatycznych - pisze Anna Wickers z Nowego Jorku
W środę 3 grudnia Edyta Ciroch oczekiwała na matkę na lotnisku w Newark. Zaniepokoiła się, kiedy usłyszała, że pasażerowie, którzy przylecieli z Polski, mówią między sobą o ostrym traktowaniu przez obsługę lotniska i o tym, że ktoś został aresztowany. Po trzech godzinach ktoś anonimowy poinformował ją, że zatrzymano jej matkę i że zostanie ona deportowana do kraju.
[srodtytul]W ciemnej celi bez leków i jedzenia[/srodtytul]
Pani Edyta czekała na lotnisku do północy, próbując bezskutecznie dowiedzieć się, co się wydarzyło. Dopiero następnego dnia okazało się, że matka przebywa w areszcie w Elizabeth w New Jersey. Ktoś pozwolił jej skorzystać z karty telefonicznej i zadzwoniła do córki. Na lotnisku, gdzie założono jej kajdanki na ręce i nogi, pozostała do trzeciej nad ranem. Potem przewieziono ją do aresztu. Po trzech godzinach, które spędziła w ciemnej celi, wyprowadzono ją na ogólną salę i zaoferowano coś do jedzenia. Pozostała tam do piątku wieczorem. Wtedy wsadzono ją do samolotu lecącego do Warszawy.
– Potraktowano moją matkę jak kryminalistkę. Zabrano jej ubranie, bieliznę, nawet majtki. Ma 62 lata. Jest chora na cukrzycę i nadciśnienie. Płakała i krzyczała, żeby wezwać lekarza. Dopiero po jakimś czasie zgodzono się na odszukanie w bagażu osobistym jej lekarstwa – mówi w rozmowie z „Rz” zdenerwowana pani Edyta. – Do tej pory to przeżywam. Nie podaruję im tego. Będę interweniować w konsulacie i Ministerstwie Spraw Zagranicznych.
Przyznaje, że jej matka w związku z chorobą i śmiercią ojca mieszkającego w USA przedłużyła nielegalnie pobyt, kiedy była tu w ubiegłym roku. Teraz chciała przyjechać, żeby zabrać urnę z jego prochami.
[srodtytul]Babcie i mamy niczym przestępcy[/srodtytul]
Przypadek pani Edyty nie jest jedyny. Tylko w ubiegłym miesiącu na lotnisku w Newarku zatrzymano 13 osób, które przyleciały z Polski. Większość z nich to starsze kobiety. Jedna miała 77 lat. Podobnie jak matkę pani Edyty zakuto je w kajdanki i przetrzymywano w areszcie do czasu załatwienia miejsca w samolocie.
Sprawę nagłośniono dzięki artykułowi w polonijnym „Nowym Dzienniku”. Jego autorka Ewa Kern-Jędrychowska w końcu listopada otrzymała list od czytelniczki, która skarżyła się na sposób, w jaki potraktowano na lotnisku jej matkę. Potem przyszedł następny, z podobną sprawą. Kiedy zadzwoniła do Konsulatu Generalnego w Nowym Jorku, okazało się, że takich osób jest znacznie więcej.
Konsul generalny w Nowym Jorku Krzysztof Kasprzyk przyznaje, że w ubiegłym roku doszło do kilkudziesięciu przypadków aresztowania i deportowania Polaków na trzech lotniskach: w Newark, na nowojorskim JFK i na chicagowskim O'Hare.
– Amerykanie mają obowiązek informowania o zatrzymaniu polskich obywateli w ciągu 72 godzin. Uważają jednak, że dotyczy to tylko osób, które zostały aresztowane na terytorium Stanów Zjednoczonych. Ich zdaniem Polacy, którzy nie przeszli przez kontrolę paszportową, znajdują się ciągle poza granicami USA. O zatrzymaniach dowiadujemy się tylko wtedy, kiedy informują nas o tym sami poszkodowani lub ich rodziny – wyjaśnia.
Konsul podkreśla, że amerykańskie służby imigracyjne mają prawo nie wpuścić danej osoby na terytorium USA, ale sposób, w jaki to robią, uważa za niehumanitarny. – Przecież to nie są przestępcy, ale osoby zupełnie niewinne. Nasze babcie i mamy – mówi. – Byłem świadkiem zakuwania w kajdanki mężczyzn, ale nie nigdy nie zetknąłem się z takim postępowaniem wobec kobiet.
[srodtytul]Sprawa w rękach MSZ[/srodtytul]
Konsulat Generalny nie ma możliwości bezpośredniej interwencji u władz amerykańskich. O sprawie wie już więc Ministerstwo Spraw Zagranicznych w Warszawie. Konsulat zwróci się też z prośbą do Ambasady RP w Waszyngtonie o wysłanie w tej sprawie oficjalnej noty do amerykańskiego Departamentu Stanu.
Argumentu, że osoby pozostające w strefie przylotów są traktowane tak, jakby nie znajdowały się na terenie Stanów Zjednoczonych, nie może zrozumieć pani Edyta. – Jeśli tak, to jakim prawem Amerykanie aresztowali i zakuli w kajdanki moją mamę – pyta. Odpowiedzi na to szukała m.in. w konsulacie. Miał wysłuchać jej jeden z pracowników placówki. Spotkanie „w związku z nawałem innych spraw” przełożono.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA