fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Eksperyment z ochłapem

Fikus z żółtym liściem, olej na płótnie (1998)
Galeria aTak
Twórczość Jacka Sienickiego. Za trzy dni przypada ósma rocznica jego śmierci. Stołeczna Galeria aTAK prezentuje 100 prac, pierwszy duży pokaz po odejściu autora
Naprzeciwko wejścia majaczy twarz artysty. Jeden z ostatnich autoportretów, z 2000 roku. Choć to właściwie ciemna plama z zatartymi rysami od razu rozpoznaję charakterystyczny kształt czaszki. Powtarzany na wielu płótnach tak często, że stał się znakiem firmowym Jacka Sienickiego.
Portretował się nie z narcystycznych, lecz praktycznych względów: był dla siebie zawsze dostępnym ludzkim modelem. W ogóle inspiracji nie szukał daleko. Brał, co w zasięgu ręki lub wzroku. Garnek, butelka, kwiat doniczkowy, krzesło, widok dachów za oknem. I mięso, ochłap na kartki. Tak zatytułował serię z lat 80., z okresu żywnościowych racji. Z przydziałowego kawałka gnata uczynił nie tylko motyw malarski, także symbol PRL-owskiej mizerii i komunistycznej hipokryzji.
W odniesieniu do twórczości Sienickiego słowo „mięso” ma jeszcze jedno znaczenie: charakteryzuje materię plastyczną kładzioną tak grubo, że nieraz bliską płaskorzeźbie. Prawdziwe „mięso malarskie”. Tłuste zwały olejnej faktury odcinają się od miejsc malowanych chudo, wyskrobanych szpachlą do gładzi, do tkanki płótna.
Absolutne mistrzostwo: pomimo ubóstwa tematów i wyciszonej gamy kolorystycznej to malarstwo odbieram jako bogate, wręcz luksusowe. Zmysłowe pomimo programowej ascezy. Po prostu – magia. Trochę jak u Rembrandta.
Zachwyciła mnie jedna z ostatnich martwych natur, wcześniej niepokazywana, wyłuskana z domowych złóż. Gładkie, puste tło; przy prawej krawędzi toporny czarny kształt garnka; bliżej środka – butelka jarząca się jaskrawą zielenią szkła, gdy padnie na nie słońce.
Bliżej poznałam go dopiero w latach 90., kiedy się przeprowadził, a raczej – wprowadził ponownie do rodzinnego domu na Saskiej Kępie. To było jedno z najradośniejszych wydarzeń w życiu artysty: odzyskał segment wybudowany w 1936 roku przez ojca architekta. Miejsce, z którego jego rodzina została wypędzona po wojnie.
Po studiach Sienickiego ciągnęło ku eksperymentom, ku nowoczesności. Kompozycje z połowy lat 50. wydają się abstrakcjami. Tylko dzięki tytułom wiadomo, że przedstawiają ściany domu…
Jednocześnie malarz poczytywał za swój obowiązek oddać hołd ofiarom wojny. Też typowe w jego pokoleniu. W Galerii aTAK wyeksponowano wcześniej niepokazywane rysunki Sienickiego z wczesnych lat 50.
Ostra drapieżna kreska dopełniona czarnymi plamami tuszu. Dramatyczne sceny, przejmujące, zmasakrowane postaci. Rzecz ciekawa – pracując nad tą serią, artysta posłużył się hitlerowskimi fotografiami dokumentującymi likwidację warszawskiego getta. Bardziej wierzył w obraz niż we własną pamięć.
Późniejsze o 30 lat „ochłapy na kartki” zdają się zakorzenione w tamtych szkicach o tematyce wojennej. W jednym i drugim przypadku wyczuwam podobne intencje autora. Solidaryzuje się ze skrzywdzonymi, nie godzi na pogardę ludzi wobec ludzi. Sam tego doświadczył.
[ramka][srodtytul]Biografia[/srodtytul]
Całe życie Jacek Sienicki związany był z Warszawą: tu urodził się w 1928 r. i zmarł w 2000 r.; tu spędził wojnę i powstanie.
Studiował na Akademii Sztuk Pięknych w latach 1948 – 1954. Debiutował na wystawie „Arsenał ’55”. Po dyplomie zaangażowany jako asystent na ASP u prof. Artura Nachta-Samborskiego.
Tytuł profesora otrzymał w 1981 r., w 1992 r. przeszedł na emeryturę, lecz niemal do końca nauczał na ASP rysunku. Laureat nagród Krytyki Artystycznej im. Norwida (1975), im. Cybisa (1983), Fundacji im. Jurzykowskiego (1993) i Nagrody Kultury Niezależnej „Solidarności”.[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA