Aplikacje/egzaminy

Radość niektórych, przygnębienie większości zdających

Fotorzepa, Rob Robert Gardziński
Nie było demonstracji po ogłoszeniu wyników na aplikację adwokacką w stolicy, jak zapowiadano. Szok jednak jeszcze nie minął
Na 1161 zdających w stolicy na aplikację adwokacką test zaliczyło 107 (9,22 proc. – to nieco mniej niż średnia polska – 11,6). Po sprawdzeniu wyniku na liście większość przygnębiona opuszczała siedzibę warszawskiej palestry. – To koniec kariery – rzucił jeden ze zdających. – Nie bardzo mam nastój na rozmowę.
Rozmowniejsi byli oczywiście ci, co zdali. Oni też chyba liczniej przybyli. Za niektórych przyszły matki, ojcowie. – Jestem szczęśliwa – krzyczała do komórki informując bliskich i znajomych Alicja Nowakowska, absolwenta Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika. Dostała 194 punkty (kwalifikowało 190). Kuła trzy miesiące, studia skończyła rok temu, ale zdawała pierwszy raz. Pierwszy raz zdawało też trzech kolegów, tegorocznych absolwentów UMCS. Dwaj zdali, trzeci nie. – Ja mam już pracę, nie dostałem urlopu, uczyłem się nieco ponad dwa tygodnie, gdybym mógł uczyć się miesiąc dłużej, zdałbym – twierdzi Grzegorz Nowaczyk (178 punktów). – Moi koledzy uczyli się od wakacji i zdali. To przykre, zwłaszcza dla tych, którzy uczyli się kilka miesięcy, ale nie koncentrowali się na tematyce, którą preferowali autorzy testu. Nie mnie oceniać, czy powinno dostać się 50 proc. zdających, więcej czy mniej, na pewno 10 proc. to wynik zbyt wysokiej poprzeczki.
107 szczęśliwców dostało się na aplikację na 1161 zdających Dostał się natomiast Maciej Zaborowski (196 punktów) z Fundacji Odpowiedzialność Obywatelska (zajmuje się działalnością patriotyczno-edukacyjną, a tutaj wspiera zdających na aplikacje). – Gdy zdawałem na Uniwersytet Warszawski, zabrakło mi punktu, by dostać się na studia dzienne, obawiałem się więc teraz powtórki, ale miałem trochę szczęścia. Inni go nie mieli, im radzę, żeby już teraz demonstrowali swoje niezadowolenie z przebiegu egzaminu. – Szczęście jest ważne w życiu, niech ma znaczenie w 5 proc., ale nie w 30 czy więcej – mówi z kolei Michał Płaza, któremu zabrakło sześciu punktów. – Tym, co się nauczyli, szczęście pomogło uzyskać nieco lepszy wynik, wykoncypować odpowiedź, ale tym, co się nie nauczyli, nic to nie pomogło – wskazuje Tymoteusz Barański, który po trzech latach od zakończenia studiów zdawał po raz pierwszy i dostał 207 punktów.  Te trzy lata pracy w kancelarii u znanego profesora prawa pomogły mu w znalezieniu poprawnych odpowiedzi, choć i on strzelał w 30 pytaniach, a przed egzaminem wziął urlop i dwa miesiące wkuwał. Nie wie, ilu powinno się dostawać, jednego jest pewien: nie powinno być aż takich różnic między egzaminami w poszczególnych latach. Nie brakowało pretensji do polityków, Ministerstwa Sprawiedliwości oraz korporacji, że rozgrywają swoje interesy kosztem młodych prawników. Byli w tym zgodni zarówno ci, którym dopisało wczoraj szczęście, jak i ci, co oblali. Poza oczywistą krytyką niespodziewanie wysoko podniesionej poprzeczki testu, do jego uczciwości nikt nie miał zastrzeżeń. Testy na aplikacje wraz z odpowiedziami
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL