Medycyna i zdrowie

Uczeni na usługach piękna

Pamela Anderson, aktorka urodzona w Kanadzie, zasłynęła z zamiłowania do poprawiania swojego wyglądu. Wydatne usta zawdziecza kosmetycznym zabiegom
Reuters
Wstrzykiwanie płytek krwi, badania DNA czy dziurawienie skóry za pomocą lasera. Wbrew pozorom nie są to procedury wykonywane w naukowych laboratoriach, ale coraz częściej w gabinetach lekarzy medycyny estetycznej
Upiększanie i odmładzanie przestają być zwykłymi zabiegami przeprowadzanymi w tradycyjnych salonach piękności. Stają się skomplikowanymi procedurami, w stosowaniu których korzysta się z najnowszych osiągnięć nauki. Dowodzą tego nowe trendy w reperowaniu niedostatków urody, o których będzie mowa podczas rozpoczynającego się w sobotę w Warszawie VIII Międzynarodowego Kongresu Medycyny Estetycznej i Antiaging.
– Coraz rzadziej korzystamy ze sztucznych protez, a coraz częściej staramy się sięgać po substancje, które można uzyskać z ludzkiego organizmu – wyjaśnia dr Andrzej Ignaciuk, przewodniczący sekcji medycyny estetycznej Polskiego Towarzystwa Lekarskiego, organizator kongresu. Przykładem jest wstrzykiwanie w skórę fibroblastów, słabo zróżnicowanych komórek tkanki łącznej. Przygotowania do wykonania pierwszego podobnego zabiegu w Polsce rozpoczęto w jednym z warszawskich ośrodków medycyny estetycznej. Poddane mu zostały trzy kobiety. Pobrano im zza uszu fragment skóry, z której sporządzana jest zawiesina zawierająca kilka milionów fibroblastów. Po wstrzyknięciu w skórę będą one pobudzać produkcję kolagenu i elastyny. W rezultacie zmarszczki ulegną spłyceniu. Plusem zabiegu jest małe ryzyko efektów ubocznych. Organizm powinien dobrze zareagować na wstrzyknięcie własnego materiału biologicznego. Minusem jest cena: 8–10 tys. zł. Efekt utrzyma się około roku. Podobne właściwości będzie miał zabieg wstrzyknięcia własnych płytek krwi. Z racji zawartych w nich czynników wzrostowych silnie pobudzą tkankę skórną do pracy. Procedura ta znajduje się jeszcze na etapie badań – choć już bardzo zaawansowanych. Płytki krwi mogą pomóc nie tylko w upiększaniu. Jak dowodzą uczeni, w przyszłości posłużą do przyspieszania gojenia się ran. A nawet mogą znaleźć zastosowanie w leczeniu sportowców. Duże nadzieje wiąże się z leczeniem łysienia z pomocą komórek macierzystych. Obiecujące wyniki badań na ten temat przedstawi na kongresie Ludmiła Korkina, rosyjska profesor medycyny pracująca w klinice dermatologicznej w Rzymie. Podobne nowe trendy w medycynie estetycznej nazywane są mianem biostymulacji. Przedrostek "bio" cieszy się zresztą wśród specjalistów w tej dziedzinie dużą popularnością. Podkreślają oni, że dzisiaj stawia się przede wszystkim na naturalny efekt zabiegu. W rezultacie zmienia się koncepcja stosowania popularnych wypełniaczy, takich jak botoks. – Ucieka się już od efektu sztucznie wyglądających, plastikowych twarzy – mówi dr Andrzej Ignaciuk. Naprzeciw tym tendencjom wychodzi zarejestrowany zaledwie kilka miesięcy temu w Polsce kwas polimlekowy służący do ujędrniania skóry. I to nie tylko na twarzy, ale i na dekolcie, rękach czy brzuchu. Co ciekawe, po raz pierwszy użyto go we Francji u osób zakażonych HIV. Przyjmowane przez nich leki antyretrowirusowe zaburzają bowiem proces rozmieszczania tkanki tłuszczowej. Wstrzykiwany pod skórę kwas może to naprawić. Daje bowiem efekt naturalnego "napompowania". Szkolenie w zakresie jego używania przeszło w Polsce 35 lekarzy. Kwas jest biodegradowalny, w związku z czym zabieg trzeba powtórzyć. Cena jednego wynosi ok. 1500 zł. Inną z nowych technologii, która stosunkowo niedawno weszła do Polski, jest laserowa technologia wyspowa. – Polega na dziurawieniu skóry na zasadzie wykłuwania w niej wąskich tuneli – opowiada dr Joanna Czuwara, dermatolog. Zabieg uszkadza punktowo skórę, a w rezultacie prowadzi do jej przebudowy. Wygładza zmarszczki i poprawia rozstępy oraz likwiduje zmiany barwnikowe. To technologia mniej inwazyjna niż używane dziś tzw. lasery ablacyjne. A to sprawia, że po zabiegu można szybko wrócić do normalnego życia. – Na międzynarodowych konferencjach wiele mówi się o dermogenetyce – relacjonuje dr Barbara Walkiewicz-Cyrańska, prezes Polskiego Stowarzyszenia Lekarzy Dermatologów Estetycznych. Na czym polega? Na badaniu DNA, które ma pomóc w dobraniu odpowiedniego programu pielęgnacji skóry. – Okazało się, że ja muszę głównie dbać o kolagen – mówi Cyrańska, która na konsultacje pojechała aż do Nicei. Za tę wiedzę trzeba zapłacić od 150 do nawet 999 euro. Ale mimo wysokiej ceny wiele wskazuje na to, że dermogenetyka pojawi się wkrótce u nas. Już kilkaset tysięcy Polaków korzysta co roku z oferty ośrodków medycyny estetycznej. Według specjalistów wkrótce liczba wykonywanych zabiegów może wynieść nawet 1,5 miliona. Wprawdzie do operacji plastycznej przyznaje się co setna Polka (dane TNS OBOP), ale już co szósta deklaruje, że poprawiłaby swój wygląd, gdyby miała dość odwagi i pieniędzy. Koszty przestały być jednak problemem, od kiedy ośrodki wprowadziły możliwość skorzystania z tzw. zabiegu na kredyt. Powstają także inicjatywy zwiększające bezpieczeństwo pacjentów. Sekcja Medycyny Estetycznej Polskiego Towarzystwa Lekarskiego chce wprowadzenia w całym kraju programu certyfikacji gabinetów.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL