Muzyka

Do cyrku mnie nie ciągnie

Katarzyna Groniec przyznaje, że piosenki z albumu „Na żywo” nagrała nie- oczekiwanie dla samej siebie
Fotorzepa, Pio Piotr Guzik
Rozmowa z Katarzyną Groniec, jedną z najzdolniejszych piosenkarek. Wokalistka mówi, dlaczego stroni od radia i telewizji oraz skąd wziął się pomysł nagrania nowego albumu „Na żywo”
Rz: Słucha pani czasem radia?
Katarzyna Groniec: Rzadko. Jeśli już, to informacyjnego, chociaż też z trudem. Audycji muzycznych niegdyś słuchałam. To czas przeszły...
Być może jestem niesprawiedliwa, ale w pewnym momencie odniosłam wrażenie, że nawet radia niekomercyjne zaczęły korzystać z maszyn losujących. A że te bywają złośliwe, to kilka razy na godzinę leci mniej więcej ten sam utwór. Nie drażni to pani? W ogóle mnie nie dotyka, ponieważ mam to, za przeproszeniem, w „głębokim poważaniu”. Żyję swoim rytmem, a muzyki słucham z płyt. Bardziej wkurza mnie sposób prowadzenia audycji. Radio stało się koszmarnie młodzieżowe. Czasem nie jestem w stanie doczekać piosenki. A telewizję pani ogląda? Też niezbyt często. Albo nie mam szczęścia, albo jest tak, że wieczorem we wszystkich telewizjach dominują programy komercyjne. Taniec na parkiecie, taniec na lodzie albo jakiś cyrk. Moja córka lubi programy muzyczne i czasem każe mi je oglądać. Nigdy nie miałam drygu do komercji. Nie zmienię swego charakteru, by się dobrze sprzedać Na szczęście nie przyjmuje bezkrytycznie wszystkiego, co się ludziom wciska. Jako młoda osoba w okresie buntu wolałaby pewnie, żebym była bardziej przebojowa, ale cóż… rodziców się nie wybiera. Trafnie komentuje też niektóre moje wykonania. Niekoniecznie pozytywnie. Dostała pani kiedyś propozycje uczestniczenia w gwiazdorskim show? Zdarzały się zaproszenia na casting do serialu, ale nie poszłam. Do popisów cyrkowych raczej mnie nie ciągnie. Nie jestem kojarzona z tym rodzajem twórczości. Nie żal pani? Miałaby pani więcej funduszy na swoje płyty. To kusząca wizja. Może niekoniecznie program z gwiazdami, ale dobra reklama, która niesie ze sobą pieniądze. Kiedyś nie miałam takich dylematów, ponieważ nie rozwinęła mi się ta półkula, która odpowiada za komercję. Nonszalancko odrzucałam proponowane reklamy. Dzisiaj jednak odnotowuję śladowy rozwój, bo zastanowiłabym się chwilę dłużej, czy nie warto w ten sposób pozyskać środków na bardziej ambitne projekty. Człowiek musi dojrzeć. A z Dodą by pani zaśpiewała? Gdybyśmy zrobiły pastisz siebie nawzajem, to mogłoby być zabawne. Ale w duecie na serio – za żadne pieniądze. Nie chce pani osiągnąć sukcesu? Mijamy się prawdopodobnie na poziomie definicji, czym jest sukces. Jak wspomniałam, nigdy nie miałam drygu do komercji. Nie zmienię swojego charakteru, by się dobrze sprzedać. Mniej więcej wiem, jak to się odbywa. Przychodzi człowiek i mówi: – Przerobimy te piosenki na trochę inne, a na następnej płycie będziesz już nagrywać, co chcesz. Tylko że potem człowiek już nie wie, czego chce. Gubi po drodze pasję, gust i wrażliwość. Jeżeli czuję, że ktoś mnie pcha w kierunku, który mi nie pasuje, wycofuję się. Nie zrobię niczego za wszelką cenę, bo będę głęboko nieszczęśliwa. Często śpiewa pani piosenki z cudzego repertuaru. Z czego to wynika? To się powoli wyrównuje, dziś już tylko połowa utworów na moich koncertach jest cudza. Długo nie miałam swoich piosenek. Nie wiedziałam, do kogo się zwrócić. Zawsze byłam dość nieśmiała. Wydawało mi się, że rozchwytywani tekściarze i kompozytorzy nie będą mieli ochoty dla mnie pisać. Ale nie ma tego złego. Uczyłam się na mistrzowskich utworach, a nie ma to jak dobra szkoła. Nauczyłam się czytać między słowami. Ma pani muzyczne wzorce? Kogoś, kto by mi świecił kagankiem oświaty i wskazywał drogę? Nie mam nikogo takiego. Bardzo chciałam, bo mając punkt odniesienia, jest łatwiej. Ale są na świecie artyści, którzy wyznaczają mi pewien standard trwania w zawodzie. Marzę, by nie wypalić się na scenie, ciągle mieć w sobie entuzjazm i przyjemność z tego, co robię. I mając 60 lat, stanąć na scenie z poczuciem, że nie jestem śmieszna. Co w przypadku zawodu piosenkarki może być trudne. Albo mieć odwagę odejść, kiedy poczuję, że to już nie to. Jakie znaczenie ma dla pani dwupłytowy album „Na żywo”? Chciałam ocalić od zapomnienia koncerty, na których występuje zespół „docelowy”, czyli trio. Pianista, basista i ja. To skład, z którym współpracuję od czterech lat. Na albumie znalazły się też piosenki nigdy nienagrane w studiu, a o które często jestem pytana. Np. Jacques’a Brela. Kocham jego utwory, uwielbiam je śpiewać, ale nie planowałam ich rejestracji na studyjnej płycie. Prawdę mówiąc, album „Na żywo” jest efektem szalonej niespodzianki, którą przygotowali moi muzycy. Nikt mnie nie poinformował, że nagrywamy. I dobrze, bo tylko bym się spięła. Nie cierpię nagrań. 26 września ukaże się jej dwupłytowy, koncertowy album „Na żywo”, na którym obok piosenek do słów artystki znajdą się utwory Jacques’a Brela („Jef”, „Amsterdam”, „Bigotki”) czy Kurta Weilla i Bertolta Brechta („Alabama song”, „Przekleństwo Milihaven”, „Jenny Piratka”). To piąty album w dorobku piosenkarki. Pierwszy nagrała przed ośmioma laty, jego producentem był Grzegorz Ciechowski. Jest laureatką głównej nagrody na Festiwalu Młodych Talentów w Poznaniu (1988), na scenie debiutowała rolą Anki w musicalu „Metro”. W 1997 roku zdobyła Grand Prix i Nagrodę Dziennikarzy na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu. W kwietniu 2008 roku otrzymała tam dyplom mistrzostwa im. Aleksandra Bardiniego – za wybitne osiągnięcia w dziedzinie piosenki aktorskiej. Znakomicie interpretuje utwory największych sław światowej i polskiej estrady: Marleny Dietrich, Edith Piaf, Leonarda Cohena, Ewy Demarczyk. —k.feu. Katarzyna Groniec; Na żywo; Luna 2008
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL