Aplikacje/egzaminy

Tegoroczne aplikacje tylko dla nielicznych

Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Zaledwie 413 osób, tj. niewiele ponad 11 proc. kandydatów, dostało się na aplikację adwokacką. To był najtrudniejszy egzamin od ośmiu lat
Według nieoficjalnych, ale niemal ostatecznych, danych Ministerstwa Sprawiedliwości, do których dotarła „Rz”, na aplikację adwokacką dostało się 413 osób – 11,3 proc. zdających (w 2007 r. dostało się 1486 zdających, czyli 47,8 proc.), a na notarialną – 301 (24,6 proc. kandydatów).
Dane dotyczące aplikacji radcowskiej są niepełne, gdyż nie ma wyników z trzech dużych izb: katowickiej, krakowskiej i warszawskiej. Ta ostatnia poinformowała już, że wyniki opublikuje we wtorek 30 września. We Wrocławiu, gdzie zawsze egzaminy na aplikację adwokacką przebiegały pomyślnie, zdało 16,2 proc. (27 osób na 166). U radców: w Bydgoszczy spośród 149 zdało tylko 15 (10 proc.), a w Zielonej Górze na 104 – jedynie dziewięciu, czyli 8,7 proc.
Większość zdających ocenia sobotnie testy, ułożone przez Ministerstwo Sprawiedliwości, jako bardzo trudne, nadmiernie szczegółowe i wymagające zbyt obszernej wiedzy. To dość zgodne stanowisko zdających (szerzej w naszej poniedziałkowej relacji), ale także Joanny Agackiej-Indeckiej, prezes Naczelnej Rady Adwokackiej. – Wielu zdających zapewne liczyło na łatwy egzamin. Wcześniej nie starali się o przyjęcie na aplikacje i przystąpili do egzaminu w tym roku po raz pierwszy. Startowało też więcej absolwentów prywatnych szkół prawniczych (zaczynają wypuszczać magistrów), które nie cieszą się taką renomą jak uniwersytety. Egzaminy zeszłoroczne były wyjątkowo proste i było jasne, że z takim samym poziomem wiedzy trudno będzie dostać się w tym roku – odpowiadała w poniedziałek rano Iwona Kujawa, dyrektor Departamentu Nadzoru nad Aplikacjami Prawniczymi MS. Nie wszyscy zrzucają winę na wysoko podniesioną poprzeczkę testu. – W tym roku przystępują do egzaminu także absolwenci prywatnych szkółek prawa, a więc ci, którzy byli za słabi, aby dostać się na uniwersytety. I będą za słabi, żeby dostać się na aplikację – to głos jednego ze zdających. – Na łatwy egzamin chętnych nie zabraknie, ja wolę zdawać trudny egzamin niż jako adwokat jeździć na taksówce – to inny głos. Ale są i takie: – Wszystko jasne, Zbigniew Ćwiąkalski realizuje plan zamknięcia dostępu do zawodów prawniczych. Jestem ciekawy, ile punktów zdobyłby sam minister. Krytyczna jest prezes adwokatury. – Powstaje wrażenie, że politycy i urzędnicy państwowi nie poradzili sobie z zadaniem, które sami na siebie przyjęli, zmieniając egzamin z samorządowego na ministerialny – oświadczyła Joanna Agacka-Indecka. – Samorząd adwokacki oczekuje, że minister sprawiedliwości niezwłocznie odniesie się do zarzutów dotyczących trudności i zakresu egzaminu. Przypominamy nasze postulaty, aby politycy wprowadzali reformy rozważniej, konsultując je i korzystając z doświadczeń samorządów. Niechęć niektórych polityków do wsłuchiwania się w opinie tych, których zmiany bezpośrednio dotyczą, powoduje takie sytuacje, jak trudne do zaakceptowania wyniki państwowego egzaminu na aplikacje. masz pytanie, wyślij e-mail do autora m.domagalski@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL