Siatkówka

Porażka i awans

Rzeczpospolita
Polska – Belgia 2:3. Polacy zagrają w mistrzostwach Europy 2009. Przegrali wprawdzie drugi mecz z Belgią, ale zaliczka z pierwszego okazała się wystarczająca
To miało być efektowne pożegnanie Raula Lozano, który chyba nie przedłuży kontraktu z Polskim Związkiem Piłki Siatkowej. Jutro prezes Mirosław Przedpełski spotka się z Argentyńczykiem, by porozmawiać o przyszłości. Wszystko wskazuje jednak na to, że Lozano z Polski wyjedzie.
Z efektownego pożegnania nic nie wyszło, choć awans do finałów ME udało się wywalczyć. Tydzień wcześniej w Antwerpii Polacy pokonali Belgów po dramatycznym boju dopiero w tie-breaku. Wydawało się, że rewanż będzie łatwiejszy, ale już pierwszy set przegrany 20:25 przywołał wszystkie najgorsze wspomnienia. I te z mistrzostw Europy w Moskwie, gdzie nasi siatkarze ulegli Belgii i Finlandii, i te z Tallina, gdzie lepsze były Czarnogóra i Estonia. W pierwszym secie rozgrywał Łukasz Żygadło i atakował Piotr Gruszka, w drugim Lozano postawił na Pawła Woickiego i Bartosza Kurka. Gdy Belgowie prowadzili 16:14, Argentyńczyk wprowadził też Zbigniewa Bartmana, który zastąpił Marcina Wikę. W takim składzie polska reprezentacja nie grała nigdy wcześniej. A przecież był to mecz, który miał zadecydować, jak będzie wyglądał przyszły sezon polskiej siatkówki.
Frank Depestele, rozgrywający Belgów, powie później, że właśnie drugi set rozstrzygnął o losach awansu. Po pojedynczym bloku mierzącego 182 cm Woickiego Polacy objęli prowadzenie 18:17 i nie oddali go już do końca. Ważne punkty zdobywał Sebastian Świderski, a ostatni Łukasz Kadziewicz. Ale to był dopiero początek wielkiej nerwówki. Awans do mistrzostw Europy raz się przybliżał, raz oddalał. W trzeciej partii nasi siatkarze prowadzili 19:14 i 22:18, by błyskawicznie roztrwonić przewagę. Nie pomógł gorący doping czterotysięcznej publiczności i powrót Wiki. Świderski nie potrafił skończyć kontry, a Kurek został zablokowany. W ostatniej akcji sędzia odgwizdał błąd Kadziewiczowi, który próbował rozgrywać. Skończyło się na dyskusjach i żółtej kartce dla naszego środkowego. A to oznaczało, że kolejnego seta zaczynaliśmy od stanu 0:1. Polscy siatkarze, pytani później, czy liczyli punkty potrzebne do awansu, zgodnie odpowiadali, że nie. Trener Belgów Claudio Gewehr przyznał, że liczył na bieżąco. Dlatego czwarty set był tak ważny. Wygrana Polaków 25:20 praktycznie przesądziła bowiem o losach dwumeczu. W tie-breaku musieli zdobyć już tylko cztery punkty. Ale mecz toczył się tak, jakby nie miało to znaczenia, a bilet do Izmiru dostawał jedynie zwycięzca. Ostatnie słowo należało niestety do gości. W mistrzostwach Europy 2009 w Izmirze (1 – 13 września) zagrają: Turcja (gospodarz), Hiszpania, Rosja, Serbia, Finlandia, Niemcy, Włochy (sześć najlepszych drużyn ostatnich ME), Słowacja, Holandia, Francja, Grecja, Bułgaria, Estonia (turnieje kwalifikacyjne) oraz zwycięzcy baraży: Polska, Słowenia (3:0 i 3:0 z Portugalią) i Czechy (3:0 i 3:2 z Macedonią). Walczyliśmy nie tylko z Belgią, ale też z własnymi słabościami. Tylu problemów zdrowotnych nie było nigdy. Wszyscy są znużeni długim, ciężkim sezonem. Te barażowe mecze powinny być rozegrane przed igrzyskami. A jeśli już po igrzyskach, to nie tak szybko. Dziesięć dni odpoczynku wszystkim by dobrze zrobiło. Mimo to poza pierwszym setem zagraliśmy zupełnie przyzwoicie. Cel został osiągnięty, polskich siatkarzy nie zabraknie za rok w Izmirze, a o to przecież chodziło. We wtorek będę rozmawiał z prezesem Mirosławem Przedpełskim o tym, co dalej. Obaj jeszcze nie podjęliśmy decyzji. Władze związku muszą się zastanowić, czy chcą ze mną współpracować. Ja też muszę sobie odpowiedzieć na pytanie, co jest dla mnie korzystniejsze: zostać czy odejść. Mam świadomość, że ten zespół jest w stanie grać jeszcze lepiej. Pewne rzeczy można poprawić. Z pracy w waszym kraju jestem zadowolony. W najważniejszych imprezach graliśmy bardzo dobrze. Na igrzyskach nawet lepiej niż podczas mistrzostw świata w Japonii, skąd wróciliśmy ze srebrnym medalem. Naprawdę niewiele zabrakło do wielkiego sukcesu. Nie miałem i nie mam problemów z grupą, z którą pracowałem, oni nie mieli ze mną. Być może mój następca zrobi jeszcze krok do przodu z tą drużyną, ale są też pewne niebezpieczeństwa, o których trzeba pamiętać, i należy zdawać sobie sprawę z zagrożeń, jakie niosą zmiany. —j.p.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL