fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Zmysłowe piękno cyfrowych obrazów

Kadry pochodzące z cyklu "Drzewo samuraja" Gabriela Orozco
Materiały Organizatora, Bartosz Dziamski Bar Bartosz Dziamski
Choć otwarcie pierwszego w Polsce prywatnego muzeum sztuki nowoczesnej planowane jest za trzy lata, instytucja już rozpoczęła działalność
Bohaterami pierwszej wystawy „It from bit” są Gabriel Orozco i Manfred Mohr. Meksykanin, lat 46, i Niemiec, siedemdziesięciolatek. Ich sztuka to połączenie malarstwa i informatyki. Pokazują obrazy statyczne i ruchome; wykonane ręcznie i tworzone przez komputer.
Prace wyeksponowano w Galerii Starego Browaru – bo to przedmurze Art Stations, które Tadao Ando, japoński gwiazdor architektury, zaprojektował pod przyległym do budynku parkiem. Inwestycję finansuje Grażyna Kulczyk. Mniej więcej za miesiąc koncepcja muzeum będzie w całości gotowa. – To muzeum będzie różniło się od innych nie tylko architektonicznie, także zestawem eksponatów – tłumaczy Grażyna Kulczyk. – Nie będziemy gonić za modnymi nazwiskami. Chcemy pokazywać inne zjawiska ważne dla najnowszej plastyki. Na początek uświadamiamy odbiorcom, że nie wszyscy twórcy improwizują. Zdarzają się też tacy, którzy opierają koncepcje na ścisłych zasadach. Zanim przystąpią do pracy, wykonują wielką robotę koncepcyjną.
Odłam artystycznych myślicieli reprezentują właśnie Orozco i Mohr. Dwie różne indywidualności, zjednoczone namiętnością do logiki. Obydwaj komponują dzieła wedle matematycznych reguł. Posługują się algorytmami, czyli schematami stosowanymi w rozmaitych dziedzinach życia: od szachów, poprzez przepisy kucharskie, po oprogramowanie komputera.
Bohaterowie „It from bit” to spadkobiercy konstruktywistów. Ich prace są zbudowane z geometrycznych figur. Chciałoby się rzec – tradycyjne. Powściągliwe w formach i kolorach. Krok od Mondriana, Stażewskiego, Delaunaya, Maksa Billa; z odległej przeszłości kłaniają się geniusze renesansu, łączący sztuki piękne z matematyką.
Dwudziestowiecznym abstrakcjonistom marzyło się poruszenie statycznych obiektów sztuki. Ich tropami podążają Mohr i Orozco. Z tym że ruch mechaniczny zastąpili wirtualnym. Aż korci zapytać: czy artysta jest wciąż potrzebny? Skoro są już programy zdolne wygenerować sztukę… Bez obaw, twórca pozostanie niezbędny. Komputerom brak wyobraźni.
Orozco pokazuje w Poznaniu prace z cyklu „Drzewo samuraja”. Wykorzystuje zasady ruchów konika szachowego zwanego też samurajem. Jedyna figura, która na szachownicy może zatoczyć koło. Autor też używa form kulistych. Abstrakcję maluje średniowieczną metodą: tempera w trzech kolorach (czerwień, błękit, biel) plus płatki złota na desce. Uwspółcześniona ikona, zarazem przypomnienie, że średniowieczne „święte” przedstawienia również podlegały rygorom – w ich przypadku teologicznych założeń. Ten sam obraz widzimy na filmie DVD. Poddawany jest nieustannym transformacjom – co kilka sekund zmienia się układ barw, lecz struktura pozostaje constans. Cykl trwa 22 minuty. Żadnej fabuły, a nie można oderwać oczu – bo za każdym razem powstaje bezbłędny układ.
Z kolei Mohr tworzy abstrakcje, korzystając z samodzielnie skonstruowanego peceta. Czarno-białe rytmy, jakby połamane, a przecież idealnie wyważone. Tu także tradycyjne prace na płótnie zestawione zostały z obrazem ruchomym, zmienianym za pośrednictwem peceta, który artysta własnoręcznie złożył.
Nie trzeba rozgryzać stosowanych przez tych twórców systemów, żeby podziwiać harmonię i urodę ich dokonań. Doskonały rozkład kolorystycznych kontrastów, nienaganne proporcje, idealna dynamika mutacji. To wszystko magnetyzuje. Co więcej, pobudza zmysły. Podnieca. Oto dlaczego niektórzy uważają, że algorytmy są sexy.
Wystawa czynna do 30 września
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA