Film

Zwykły dzień PRL

Cykl „Ruda się żeni”, 1974 r.
Materiały Promocyjne
Zdjęcia najlepiej oddają absurd socjalizmu i sposoby, jakimi ludzie radzili sobie z bytowymi problemami
22 lipca. Przez 45 lat fetowany jako Narodowe Święto Odrodzenia Polski na cześć ogłoszenia Manifestu PKWN. Ale ludzie nazywali ten dzień świętem E. Wedla – robiąc aluzję do nazwy znanej od XIX wieku firmy cukierniczej, przemianowanej „za czerwonego” na 22 Lipca. Kryła się w tym też kpina z ustroju i stosunek rodaków do nieakceptowanej rzeczywistości.
A jak wyglądał zwykły dzień w PRL? Pod koniec lipca ukaże się album „Polska lat 70.” przygotowany przez Annę Musiałównę. Motywem przewodnim – dekada gierkowska do ogłoszenia stanu wojennego. W ślad za książkową premierą – wystawa w Pałacu Kultury i Nauki.
Na czarno-białych zdjęciach – rewelacyjnie uchwycone momenty. Wątek przewodni na pozór mało efektowny: codzienność. Bez wielkich wydarzeń, polityki czy katastrof. Za to jest prawda o człowieku. O powszednim dniu tamtej epoki. A właśnie w zwyczajności tkwi duch czasów. Komentarz prawie zbędny. Niemal każdy kadr wydaje się surrealistyczną sceną zaaranżowaną na potrzeby zdjęcia. Tymczasem – żadnego fałszu. Po prostu, ludzie kombinowali. Co im wychodziło, widać. Na czarno-białych zdjęciach nie ma wielkich wydarzeń czy polityki. Jest za to prawda o człowieku Anna Musiałówna, autorka znakomitych fotoreportaży (współpracuje z „Polityką”, dawniej też z nieistniejącymi już tygodnikami „ITD” i „Razem”), wybrała prawdziwych mistrzów obiektywu. Takiej kadry zapaleńców daremnie szukać na Zachodzie. – Zniewolenie? Raz tylko cenzor przystawił stempel na moich pracach, na cyklu o aborcji – wspomina Musiałówna. – Ale i tak zdjęcia ukazały się. Prawdziwym utrapieniem był wieczny brak materiałów. Pamiętam, jak Tomek Tomaszewski oddał mi niewykorzystaną połowę filmu, żebym mogła skończyć fotoreportaż. To nie był wyjątek, w środowisku panował duch solidarności. I etyka zawodowa. Z pewnością byliśmy bliżej „zwykłego człowieka” niż fotografowie prasowi obecnie. I żyliśmy powszechnymi problemami. Musiałówna dokonała heroicznego czynu – wydobyła z niebytu dokonania swych kolegów po fachu. W ciągu zaledwie trzech miesięcy przygotowała materiał do albumu oraz wystawy „Polska lat 70.”. Obyła się bez sponsorów – tylko Bank Zachodni finansowo dopomógł w produkcji albumu. – To był prawdziwy „społeczny zryw” – śmieje się Musiałówna. – Na rzucone hasło koledzy w ciągu tygodnia wygrzebali negatywy, zrobili odbitki, przesłali zdjęcia. Sama przeczesałam archiwa kilku nieżyjących autorów. Niektóre negatywy cudem uratowałam. Ogółem przejrzałam ponad 4000 prac. Wybrałam drobną część – 130 fotografii 33 autorów. Ale warto pomyśleć o większym archiwum. Zdjęcia przywołują charakterystyczne widoki: ekipa robotników okupująca uliczną ławkę, chłop w chłopa zmorzony snem, choć dzień biały. To fota Marka Szymańskiego, zatytułowana „Ulica Kubusia Puchatka”. Albo takie ujęcie – sylwetka wsiowej baby na tle warszawskiego Pałacu Kultury, zdjęcie Witolda Jurkiewicza, od lat mieszkającego w USA. Niby nic, a przecież znakomicie wychwycony kontrast form. Duet, w którym zawierała się ówczesna polska rzeczywistość – wieś i miasto, jedno i drugie jakoś sztuczne, oderwane od korzeni. Surrealizmem trąci fotoreportaż duetu Krzysztof Barański/Sławek Biegański „Ruda się żeni”. Panna młoda w bieli, w pełnej gali na progu baraku, dookoła ugór. Podobnie nierealny wydaje się motocykl „zagarażowany” na podwórku, między żywym inwentarzem. Dosiadający go jeździec mundurowy, w przepisowym „orzechu”, czyli kasku na głowie. Z własnego archiwum Musiałówna wybrała scenę dworcową. Kolejny absurd: Warszawa Centralna, tłum ludzi przy kasach, nad nimi – gigantyczna tablica z rozkładem jazdy. Ale… ani jeden pociąg na niej nie figuruje. Widać tylko białą planszę. Na zaproszeniu wykorzystana została scenka komiczna, jednocześnie symboliczna. Autor – Krzysztof Pawela. Zadymka śnieżna; pustą szosą jedzie babina na rowerze, jak bałwan oblepiona śniegem, osłania twarz ręką. Jedzie na ślepo, na wyczucie. Jak cały PRL. Byle do przodu, hej! Wystawa „Portret kłopotliwego giganta” Elżbiety Lempp, to jakby ciąg dalszy „Polski lat 70.”. 60 czarno-białych zdjęć, których bohaterem jest PKiN. Prezentacja pod gołym niebem (warszawskie Aleje Ujazdowskie, róg Pięknej), fotosy na metalowych stelażach kojarzących się z budową, z rusztowaniami. Słusznie. Od czasu ustrojowej transformacji tereny dookoła pałacu wciąż znajdują się w fazie przejściowej. Przypomnijmy, że Pałac Kultury i Nauki imienia Stalina oddano do użytku 22 lipca 1955 roku. Lempp przystąpiła do pracy 40 lat później. Dlaczego uwzięła się na tak niewdzięczny obiekt? – W latach 80. mieszkałam w Darmstadcie, w 2003 roku przeniosłam się do Krakowa. Ilekroć przyjeżdżam do Warszawy, natykam się na ten gmach – tłumaczy fotografka. – Zauważyłam, jak bardzo zmieniło się i nadal zmienia otoczenie PKiN. To, co pojawia się w sąsiedztwie monumentu, wiele mówi o przeobrażeniach w kraju. Postanowiłam utrwalać te metamorfozy. Wizytówką pokazu jest zdjęcie z odbiciem pałacu w… kałuży. Pomnik socjalizmu do góry nogami. Wymowne. W niektórych przypadkach trudno uwierzyć, że fotografie zostały wykonane w pępku Warszawy. Sylwetka najsłynniejszego stołecznego budynku wyrasta z wizualnego chaosu, ze straganów z tandetą. Obok motywów handlowych – ujęcia historyczne. Oto gmach z perspektywy Stadionu Dziesięciolecia (rok 2006, na pierwszym planie cyfra 13); zderzony z hasłem „Dzień dobry UE” (2004), w dniach żałoby po Janie Pawle II (2005). I kadry o symbolicznej wymowie. Monumentalna twarz przodownika pracy na fasadzie budynku, zapowiedź ubiegłorocznej wystawy „802 procent normy” (fotograficzne dokumenty z epoki PRL). Zabawne, że widok został zarejestrowany od strony McDonalda. Tu też padają rekordy w wyrabianiu normy. Wystawa „Portret kłopotliwego giganta” czynna do 29 lipca Wystawa „Polska lat 70.” będzie czynna od 4 do 31 sierpnia
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL