fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Koniec piekła w dżungli dla Ingrid Betancourt

Na lotnisku w Bogocie na Ingrid Betancourt czekała wzruszona matka
AFP
Była kandydatka na prezydenta została odbita z rąk marksistowskich rebeliantów po ponad sześciu latach niewoli
Oprócz najsłynniejszej zakładniczki Rewolucyjnych Sił Zbrojnych Kolumbii (FARC) wojsko uwolniło trzech Amerykanów i 11 żołnierzy – poinformował wczoraj minister obrony Juan Manuel Santos. Zakładnicy są cali i zdrowi. Odzyskali wolność w wyniku operacji wywiadu wojskowego, która trwała ponad rok. Polegała na przeniknięciu agentów do oddziału FARC, który pilnował dużej grupy zakładników.
Powołując się na rzekomy rozkaz nowego dowódcy rebeliantów Alfonso Cano, agenci zdołali zgrupować zakładników w jednym miejscu – w prowincji Guaviare (południowo-wscho-dnia Kolumbia). Tam przyleciał po nich śmigłowiec sił zbrojnych z agentami tajnych służb na pokładzie. Strażnicy zostali bez problemu rozbrojeni i zatrzymani.
– Czuję radość nie do opisania. Nie mogę w to uwierzyć – mówił w Paryżu francuskiej agencji AFP Lorenzo Delloye, syn 46-letniej Ingrid Betancourt. – Czekam na telefon od matki. Chcę jej powiedzieć, że ją kocham i że bardzo mi jej brakowało.
Ingrid Betancourt pochodzi z bardzo znanej kolumbijskiej rodziny. Jej matka jest byłą miss piękności, ojciec był ministrem oświaty, a następnie reprezentował swój kraj w UNESCO. Dzięki temu Ingrid spędziła sporą część życia w Paryżu: tu studiowała nauki polityczne, tu opanowała do perfekcji język Moliera. Znajomi wspominają ją jako uroczą, przebojową, niezwykle odważną osobę.
Podczas kampanii przed wyborami w 1994 roku rozdawała na ulicach Bogoty prezerwatywy. „Korupcja to AIDS naszego społeczeństwa. Zabezpieczmy się!” – wzywała. Została wybrana do Izby Reprezentantów, a cztery lata później do Senatu.
Nie czuła się bezpieczna. Nieraz grożono jej śmiercią. W Bogocie nie wychodziła na ulicę bez ochroniarzy. Wielokrotnie rozstawała się z dziećmi (Melanią i Lorenzo – dziś 22 i 19 lat), by ich nie narażać. Wolała, by mieszkały w Paryżu z ojcem, jej pierwszym mężem, Francuzem Fabrice’em Delloye.
W 2002 roku startowała jako kandydatka kolumbijskich ekologów w wyborach prezydenckich. Opowiadała się za dialogiem z FARC. Ratowanie przerwanego procesu pokojowego było celem jej wyprawy do enklawy partyzantów. Ufała im do tego stopnia, że nie zabrała eskorty. Oni jednak potraktowali ją jak towar. Myśleli, że uda się ją wymienić na przetrzymywanych w więzieniach partyzantów.
Od 23 lutego 2002 roku, kiedy została uprowadzona, pięciokrotnie próbowała uciec z niewoli. Za karę była na noc przykuwana do drzewa. Nikt nie zliczy kilometrów, które musiała przejść w dżungli. „Wszystko mi zabrali. Z każdym dniem jest mnie coraz mniej” – żaliła się w liście do matki opublikowanym jesienią ubiegłego roku. Ci, którym udało się uciec FARC, mówili, że niknie w oczach i czuje się coraz gorzej. Minie zapewne dużo czasu, zanim odzyska zdrowie i chęć do życia.
Z uwolnienia słynnej zakładniczki cieszy się cały świat. Prezydent George W. Bush pogratulował Alvaro Uribe. Przywódcy Kolumbii podziękował Nicolas Sarkozy, wzywając FARC do zaprzestania „absurdalnej, średniowiecznej walki”. Szef francuskiej dyplomacji Bernard Kouchner leci do Bogoty razem z bliskimi uwolnionej zakładniczki. Watykan odebrał odbicie Betancourt jako pozytywny sygnał dla wszystkich zakładników i dla pojednania Kolumbijczyków nękanych od 40 lat wojną domową.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA